wtorek, 29 czerwca 2010

Winna szklarnia

kieliszk_jpg

Wspominałem już o wpływie temperatury na smak wina podczas degustacji. Dzisiaj słów parę na temat szklarni, którą każdy miłośnik wina powinien posiadać aby móc w pełni docenić walory aromatyczno-smakowe degustowanych trunków.


Zacznę od kieliszków. Na górnym zdjęciu przedstawiłem ich trzy najczęściej spotykane rodzaje. Pierwszy od lewej jest przykładem kieliszka, którego do wina używać nie powinniśmy. Mając wino w takim kieliszku, nie będziemy w stanie “zamieszać” nim aby uwolnić pełnię aromatu. Co więcej z uwagi na jego niewielką pojemność często kieliszki takie wypełnianie są prawie do pełna. Nie zostawia to przestrzeni dla rozbudowy aromatu wina.

Kieliszkami prawidłowymi, które pozwolą nam w pełni docenić degustowane wino są kieliszki numer dwa (do win białych) i numer trzy (do win czerwonych). Po napełnieniu do około jednej trzeciej objętości możemy swobodnie “mieszać” w nich wino, a w wolnej przestrzeni koncentrować się będzie aromat pitego trunku. Z własnych doświadczeń jako źródło tanich i dobrych kieliszków do wina polecam sklepy IKEA. Dostępne tam szkło nie będzie nam służyć przez dziesięciolecia, szczególnie jeżeli korzystamy ze zmywarki do naczyń, ale w przy jego cenie wymiana co dwa, trzy lata nie jest problemem.

kieliszki_i_dekanter_jpg

Rozwijając posiadaną winną szklarnię, możemy pokusić się o kieliszki podobne do przedstawionych po prawej stronie zdjęcia powyżej. Z uwagi na cenę, ich delikatność oraz rozmiar wykluczający użycie zmywarki raczej nie nadają się one jako zestaw imprezowy. Ale ja wykorzystuję je gdy chcę spokojnie chłonąć walory degustowanego wina. Zwężający się ku górze kielich (ciut szerszy i bardziej obły dla wina czerwonego) pozwala na komfortową ocenę zarówno koloru i przejrzystości wina, a także intensyfikuje aromat trunku.

Kończąc temat kieliszków chciałbym zwrócić uwagę, że w kieliszkach Made in IKEA nalewamy wino do nie więcej niż 1/3 objętości, natomiast w kieliszkach większych sięgamy co najwyżej pół centymetra ponad punkt od którego kielich się zwęża. Jak zapewne zauważyliście na zdjęciach tutaj zamieszczanych wina w kieliszkach często znajduje się więcej, ale jest to zabieg wyłącznie stylistyczny.

Oprócz kieliszków, szklarnia winomaniaka powinna zawierać dekanter, znaczy się karafkę. Właściwa dla wina karafka ma kształt stożkowy, zbliżony do widocznej powyżej. Kształt taki chroni nas przed dostaniem się osadów występujących na dnie butelek niektórych win do kieliszków. Tutaj mała dygresja. Występowanie osadów lub ich brak jest sprawą indywidualną dla każdego wina, a nie znakiem charakterystycznym win wiekowych i dostojnych. Z własnego doświadczenia mogę przywołać choćby całkiem przyjemne, ale młode wino Langhorne Crossing z bardzo mi pasującej winnicy Bleasdale. Każda butelka, którą próbowałem kończyła się osadem i stosowanie dekantera w przypadku tego wina jest koniecznością. Dekanter odgrywa jeszcze jedną, może nawet ważniejszą rolę. Pozwala winom czerwonym odetchnąć i uwolnić aromat. I znów nie każde wino czerwone takiego oddechu wymaga, niektóre są doskonałe zaraz po otwarciu. Ale wina o złożonej konstrukcji pite bez pozostawienia ich samym sobie przez pół godziny, godzinkę po otwarciu i przelaniu do dekantera mogą być narowiste. Przykładem niech posłużą tu takie wina włoskie jak choćby opisywany przeze mnie Gropél, które zaraz po otwarciu bardzo silnie pachną końskim łajnem mówiąc krótko i bezwzględnie potrzebują tych kilkudziesięciu minut w dekanterze na rozwinięcie aromatu.

Dobrze, wystarczy o szklarni w następnym wpisie powrócę do sedna sprawy, czyli win degustacji.

0 komentarze: