piątek, 2 lipca 2010

Jak whisky to Islay, jak Islay to Ardbeg

ardbeg_rollercoaster_jpg

Whisky zauroczyła mnie na dobre jakieś pięć, sześć lat temu, kiedy po raz pierwszy odwiedziłem znajomych w Edynburgu. Korzystając z przystępnych cen single maltów w tamtejszych hipermarketach miałem okazję przekonać się jak doskonałym i złożonym są one trunkiem w porównaniu z królującymi wtedy w Polsce whisky typu blended. Single malty moje serce podbiły na dobre jakiś rok później, kiedy ponownie gościłem w Edynburgu. Stało się to dzięki niepozornej, tylko dziesięcioletniej (tak wtedy myślałem) whisky w zielonym kartoniku z czarną etykietą i napisem Ardbeg, która na promocji w hipermarkecie kosztowała 15 funtów bodajże. I tak przez przypadek trafiłem na jednego z najlepszych przedstawicieli regionu Islay. Regionu będącego ojczyzną single maltów dymem, smołą i morskim powietrzem smakujących. Regionu, którego aromat i smak, mogę to obecnie powiedzieć z całą pewnością jest tym co w whisky naprawdę lubię.


Później były kolejne whiskacze z Islay, część z nich się tutaj zapewne też pojawi, ale sentyment do Ardbega pozostał. I nawet fakt, że Ardbeg stał się obowiązkową destylarnią dla kolekcjonerów mi w tym nie przeszkadza, choć ogranicza zapał do kupowania rzadszych wersji, których ceny zostały wywindowane nie tylko poza granice rozsądku, ale także szaleństwa.

Można jednak z Ardbega nadal dostać ciekawe edycje, za rozsądne pieniądze. Przykładem jest tu dzisiaj degustowany Ardbeg Rollercoaster. Whisky wydana z okazji dziesięciolecia Komitetu Przyjaciół Ardbega, będąca kupażem whiskaczy z tej destylarni beczkowanych między 1997 a 2006 rokiem. Czyli trzymając się oficjalnej nomenklatury jest to whisky trzyletnia.

Przechodząc do szczegółów technicznych i smakowych. Ardbeg Rollercoaster, 57,3%, butelkowany w 2009r. Kolor: jak na zdjęciu, między słomkowym a dojrzałym zbożem. Zapach: bez dodatku wody wyczuwalne cytrusy, delikatny dym, wrażenie rześkiej oceanicznej bryzy. Z uwagi na moc warto także spróbować go z wodą, otwiera to aromat, lepiej wyczuwalny jest dym, teraz delikatnie zabarwiony papierosami, dochodzą nuty pikantne, raczej tabasco a nie pieprzowe. Smak: bez wody ostry, cierpki, stare skórzane meble, wyraźnie dymny, popiół, cytrusy, węgiel. Odrobina wody zaokrągla, równoważy smak, wyczuwalne stają się nuty soli, oceanu. Finisz: bez wody długi, bardzo wytrawny, popiół, prawie popielniczka. Z wodą przyjemniejszy, równie długi ale cytrynowo-dymny. Podsumowując. Ardbeg Rollercoaster mimo eksperymentalnej kompozycji jest ciekawą whisky, godną polecenia, która dorównuje w aromacie i smaku oczekiwaniom stworzonym przez towarzyszącą jej marketingową otoczkę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz