środa, 4 sierpnia 2010

Chiant Riserva, czyli urok drugiego planu

wino_lamole_di_lamole_chianti_j

Pozostając u tego samego producenta co ostatnio, choć w innej winnicy, dziś dwie degustacje Chianti Classico z regionu Lamole. A dokładniej półtorej, ponieważ w przypadku opisywanego już wcześniej Chianti Raccolto postaram się dziś ocenić, czy zaburzony alkoholowym odorem aromat poprzedniej butelki był wyjątkiem, czy jest regułą. Następnie zaś zweryfikuję czy oznaczenie Riserva przy Chianti Classico rzeczywiście robi różnicę.


Poprzednia degustacja Chianti Raccolto z winnicy Lamole di Lamole nie wypadła najlepiej. Wino to pamiętałem z dwóch degustacji w Toskanii jako bardzo przyjemne i sporo sobie po nim obiecywałem otwierając butelkę. Niestety aromaty beczki, czarnej porzeczki i malin zostały zdominowane odorem surowego alkoholu. Dlatego teraz otwierając drugą z przywiezionych butelek myślałem głównie o jednym, czy historia się powtórzy? Bo przecież rzadko bo rzadko ale zdarza się, że na miejscu w winnicy, czy w destylarni wino, grappa lub whisky smakują wyśmienicie, a w domu odnaleźć te wrażenia ciężko. Nie przedłużając. Ta butelka Chianti Classico Raccolto z winnicy Lamole di Lamole skutecznie nawiązała do aromatów i smaków, które pamiętam z Toskanii. Po szczegóły zapraszam do opisu poprzedniego, przy czym brak zapachu alkoholu w aromacie wreszcie umożliwił pełne docenienie palety aromatyczno-smakowej. Palety wyrazistej, a jednocześnie łagodnej. Palety, która pozwoli docenić uroki wina typu Chianti już w towarzystwie delikatnych przekąsek.

Nurtuje mnie jednak dalej pytanie, dlaczego poprzednim razem wrażenia były zgoła odmienne? Krąg podejrzeń zawęziłem do dwóch opcji. Pierwsza zrzuca winę na trefną butelkę. Natomiast druga wskazuje na mnie, a dokładniej na niedopilnowanie właściwej temperatury wina przy degustacji. Bo przecież podobnie jak wino białe, tak i wino czerwone zbyt ciepłe może zaskoczyć nas niepożądanymi odorami i smakami. Na dziś rozstrzygnięcie problemu odkładam do butelki numer trzy.

Zostawiając rozważania o zmienności aromatów i smaków przejdźmy do potencjalnej gwiazdy dzisiejszego wpisu, czyli Chianti Classico Riserva z winnicy Lamole di Lamole. W szczegółach technicznych jest to wino czerwone wytrawne wytwarzane ze szczepu Sangiovese, rocznik 2006, 13%, leżakowane przez dwa lata w beczkach z dębu francuskiego. A jak ta elitarna otoczka przekłada się na wrażenia degustacyjne? Zapach: wędzonych śliwek, dokładniej polskich wędzonych śliwek emanujących nie tylko słodkością ale także dymem wędzarni, nutą sadzy. Następnie wędzony boczek. Wszystko kończą aromaty morza i słonej morskiej bryzy. Nietuzinkowy, wielowarstwowy zestaw. Smak: zaczyna się świeżym drewnem, przechodzącym w smak sadzy, wędzenia. Bardziej wytrawny, wyrazisty niż w Raccolto co mi odpowiada, ale umiejętnie dozowany. Finisz: Zdecydowanie długi, wytrawny. Podsumowując. Chianti Classico Riserva z winnicy Lamole di Lamole to wino eleganckie, wielowarstwowe ale klarowne w aromacie i smaku. Doskonały przykład jak stworzyć wino dostarczające ciekawych, wyrazistych doznań bez rezygnacji z delikatności aromatu i smaku. Według mnie to wino wzbogacone o drobne przystawki (np. sery polane smakowym miodem) doskonale może uświetnić kameralne wieczorne spotkanie.

A odpowiadając na pytanie, czy Riserva rzeczywiście robi różnicę? W przypadku tych dwóch win na pewno tak. Bezpośrednia i dość jednolita paleta aromatyczno-smakowa Raccolto nie wymaga celebrowania przy degustacji. To na co liczyliśmy dostajemy od razu, niuanse natomiast odgrywają role co najwyżej drugoplanowe. Aż tyle i tylko tyle. Natomiast w Riservie poza pierwszą paletą kryją się kolejne budujące finezyjną strukturę całości. Ich docenienie wymaga odrobiny skupienia i zanurzenia się w degustowane wino. W tym przypadku warto to zrobić bo otrzymujemy zestaw, który potrafi oszołomić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz