czwartek, 7 października 2010

Lampredotto, Traminer, Chianti Rufina

wino_cdt_chianti_j

Poprzedni wpis przeniósł nas do słonecznej Italii. Z wyłączeniem Mediolanu tym razem, który raczej w klimaty szarugi jesiennej dotkniętej efektem cieplarnianym się wpisał. Miejsce akcji zostało zarysowane, powody wyprawy także, czas zatem skupić się na rozkoszach podniebienia. Zatem zacznijmy.


Dzień drugi rozpocząłem od wizyty na lokalnym rynku w Pontassieve, czyli parkingu na którym w określonych dniach i godzinach pojawiają się samobieżne punkty gastronomiczne, spożywcze, a także namioty chroniące towary z kategorii 1001 drobiazgów. Cel był jasny, powetować sobie zawód doznany we Florencji i zjeść Panino con Lampredotto, czyli włoską slow foodową odpowiedź na jankeski fast food. Cel zrealizowałem w procentach stu, wyśmienite Lampredotto kosztowało euro trzy, a wliczając setkę dobrego czerwonego wina w kubeczku euro cztery. Żyć nie umierać, rzec tylko pozostaje. Notka dla naśladowców. Jeżeli sprzedawca Panino con Lampredotto zada wam pytanie zawierające słowo “bagnato”, to bynajmniej nie pyta czy braliście prysznic, ale czy połowę bułki zamoczyć w rosole, w którym przechowuje żołądki. Polecam wybranie odpowiedzi “si”.

Tuż po południu obiad był. Jedzenie palce lizać, a w akompaniamencie wino białe na szczepie Traminer zbudowane. Traminer o tyle ciekawym winogronem jest, że wino z niego wyprodukowane schłodzone wytrawne i orzeźwiające się wydaje, a temperatury nabierając coraz bardziej ku miodowej słodyczy zmierza. Smakowanie tej przemiany wybornym przeżyciem według mnie jest. Notka dla dociekliwych. Ten Traminer smakowity, anonimem był, do butelki przyniesionej w sklepie pobliskim nalany. Ech, zupełnie inny świat.

Po sjeście, którą spędziłem w słońcu na moście kamiennym, starożytnym się wygrzewając, czas nadszedł by winnicę jakąś odwiedzić. W końcu w rejonie Chianti Rufina przebywałem. Według wyboru gospodarzy padło na Castello del Trebbio, z siedzibą w urokliwym zameczku. Na miejscu okazało się, że zameczek oblężony przez wycieczkę jankeską jest i od środka oglądnąć go nie dane mi było. Jednakże sklepik winnicy dostępny był, oferując do degustacji Chianti z rocznika 2009 (6 Euro) i Chianti Riserva z rocznika 2006 (15 Euro). Szybka notka degustacyjna. Zapach: obu bardzo przyjemny, dominuje dębina, dokładniej słodka dębina. Aromat Chianti Riserva głębszy i charakteryzujący się elegancką aksamitnością, dodającą nuty mineralne, leśne. Smak: Chianti umiarkowanie wytrawne, nuty owoców leśnych. Riserva zdecydowanie wytrawna, suchą wytrawnością, wymaga akompaniamentu kulinarnego. Finisz: W obu przypadkach długi, wytrawny. Podsumowując. Do delektowania się na pobliskim tarasie kamiennym z widokiem na winnicę wybraliśmy Chianti z rocznika 2009, gdyż przekąsek żadnych ze sobą nie wzięliśmy. Ale oba wina swej ceny warte są, a aromat Chianti Riserva z rocznika 2006 jako intrygujący i wciągający bez wahania klasyfikuję. Notka dla zaniepokojonych. Kieliszki do kulturalnego wina picia z widokiem ze sklepu pożyczyliśmy.

I tym mógłbym część drugą zapisków z podróży zakończyć, gdyby nie fakt że w drodze powrotnej figi wprost z drzewa zerwane jedliśmy. Wyborne były. Czy już o aromatami i smakami oszołomieniu wspominałem?

Część trzecia, na delicjach cukierniczych i niesamowitej barwie wina z Montalcino się koncentrująca po weekendzie nastąpi niechybnie.

pontassieve_j


Weekendu toskańskiego pozostałe odcinki:

Część pierwsza - Mediolan, Florencja, Pontassieve, Montalcino i wino

Część trzecia - Montalcino, miedź i chleb krasnoludów

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz