wtorek, 26 października 2010

I love the smell of napalm in the morning

whisk_lagavulin_12cs_j

Lagavulin, ostatnia z trójcy południowo-wschodnich destylarni Islay. Single malty  Ardbega i Laphroaig smakują mi bardzo, czy Lagavulin także? Czas się przekonać.


Przechodząc do szczegółów technicznych. Whisky single malt Lagavulin, dwunastoletnia spod znaku Cask Strength, czyli w teorii mocna mocą beczek, z których pochodzi, bez rozcieńczania. Tym razem padło na alkoholu procent 57 i 9. Zacznę od degustacji w wersji extreme, czyli pełna siła beczki, kontra moje kubki smakowe. Zapach: jodyna wyczuwalna od początku, łagodzona nutami dymu i grejpfruta, żółtego, soczystego. Smak: trawestując klasyka – kocham zapach popielonych kubków smakowych o poranku. Ale że o smaku być miało, to zaczyna się pikantnie, a kończy dymnie, z odrobiną słodyczy. Finisz: długi, może nie żużel, tylko pozostałości po solidnym ognisku, z którego wyjmujemy słodkie, pieczone kasztany. A jak wygląda to w wersji dla mięczaków, czyli z odrobiną, no może dwiema wody. Zapach: jodyna znika, pojawiają się natomiast nuty metaliczne. Do grejpfruta dochodzą nuty cytryny. Dalej karmel i aromatyczny sernik. Woda otwierając paletę aromatyczną także ją zaostrza, klaruje. Smak: znad żużlu będącego pozostałością degustacji wersji extreme przebija wytrawność, mineralność. Z czasem smak zaczyna dążyć w kierunku winogronowej, rodzynkowej słodyczy podobnej do smaków odnajdywanych w brandy. Słodycz Lagavulin jest jednak klarowna, przyjemna, nie mdła bynajmniej. Finisz: wytrawny, smolisty, osiadający na języku, gardle i spływający bardzo, bardzo powoli.

Podsumowując. Lagavulin obiecuje siłę beczki i obietnicy dotrzymuje. Elegancko uderza w tętnice, pozostawiając za sobą popioły i jezioro smoły, obok którego przy stole, nakrytym białym obrusem z kryształami i srebrną zastawą, znajdujemy parę arystokratów rozkoszujących oczy widokiem, a podniebienie belgijskimi czekoladkami. Perwersja w wersji czystej, jakże odmienna od przywołującej smaki dzieciństwa Laphroaig, czy rozrywkowego Ardbega.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz