sobota, 23 października 2010

Il buono, il brutto, il cattivo

wino_zbrodzice_regent_j

Przeglądając ostatnio wina w piwniczce zauważyłem, że tylko nieliczne z nich jeszcze na blogu nie zadebiutowały. Uznałem więc, że nadszedł czas aby polowania na wina ciekawe na polskiej ziemi wznowić. Z piwniczki do Makro mi po drodze było, a jak kiedyś wspominałem, nie jest to najgorsze miejsce na szukanie win ciekawych. Choć z uwagi na oferty obszerność chwilę nam na stoisku z winami zejdzie. Aby czas ten do minimum niezbędnego skrócić, przeczesuję półki według z góry narzuconego klucza. Jakiego? Otóż zwracam uwagę wyłącznie na wina, których ceny są w obramowaniu czerwonym, lub pomarańczowym. Czyli inaczej, na wina z obniżoną promocyjnie ceną. A zapewniam was wiele takich każdego razu można w Makro znaleźć. I tak właśnie do nabycia drogą kupna wybrałem wino polskie czerwone Regent, z winnicy Zbrodzice. Motywacją dla wyboru takiego było, że po raz pierwszy wino polskie winogronowe w sklepie zobaczyłem.


Przechodząc do szczegółów technicznych. Winnica Zbrodzice, Busko-Zdrój, Polska, wino czerwone wytrawne Herbowe Regent, rocznik 2009, alkoholu 12%. Cena w Makro złotych 25. Zapach: ulotny bardzo. Tuż po otwarciu owoce leśne,  delikatne porzeczki. Następnie aromat rozwija się w kierunku miętowego, z nutami wiśni. Z czasem coraz bardziej wyczuwalne stają się odory alkoholu. Początkowo tworzy to paletę zbliżoną do nalewki wiśniowej z miętą, na spirytusie. Następnie ewoluuje w kierunku zapachów medycznych, dalekich krewnych aromatów wyczuwalnych w winach włoskich bazujących na szczepie Pinot Nero. Koniec, końców zostajemy z dominującym odorem alkoholowym. Smak: prosty. Początkowo lekko wytrawny, z nutami pieprzowymi. Później głównie wytrawny, winogronowy. Bez szaleństw ale też i bez wpadek. Finisz: wytrawny, wytrawnością kwaskowatą w pierwszym odczuciu, która później zredukowana do samej wytrawności zostaje. Zauważalny.

Podsumowując wykorzystam znany tytuł spaghetti westernu “Il buono, il brutto, il cattivo”. Dlaczego? O tym pod koniec.

Il buono. Herbowe Regent zrobiło na mnie dobre pierwsze wrażenie. Aromaty były ulotne, ale mogły zaintrygować. Smak był prosty, ale wpadek nie stwierdzono. Cała paleta aromatyczno-smakowa odróżniała się od win z obcych krain pochodzących. Jako wino stołowe, do obiadów codziennych podać Regenta bym się nie wstydził.

Il brutto. Niestety im dłużej Herbowe Regent w kieliszku przebywało, tym aromat jego coraz bardziej marniał. Koniec, końców jednowymiarowym na alkoholu odorach opartym się stał, niestety.

Il cattivo. Gwoździem do trumny wina tego oceny, koszt zakupu według mnie jest. Otóż mamy polskie wino proste, stołowe. W Makro w promocji kosztuje ono tyle co importowane, mocniejsze budową wino izraelskie Shell Segal. A jak sprawdziłem Regenta cenę przez producenta sugerowaną, to widząc złotych 42 w oczach mi pociemniało. Toż już na poziom solidnych chianti wchodzimy, przy czym warto pamiętać że winnice toskańskie drogo w stosunku do winnic z innych rejonów Italii się cenią. Przypomina mi się od razu pewna winnica we Friuli Wenecji Julijskiej, której właściciele ludzie przemili zresztą, wina swoje robione od lat zaledwie paru wyceniali między 7 a 10 euro. Przy konkurencji w postaci bardzo dobrych, niżej wycenianych win na przykład z takich winnic jak Plozner czy Quinta del Luna ceny te zupełnie oderwanymi od rzeczywistości były. Dlatego aby im przykrości nie robić, bo degustacja przygotowana była wspaniale, butelkę jedną kupiłem ale na więcej zdecydować się nie byłem w stanie. Myśli powyższe zbierając. Według mnie 42 złote to rozbój, złotych 25 to cena za nowinkę akceptowalna, złotych 12 byłoby natomiast ceną mogącą mnie do wina tego kolejnego zakupu zachęcić.

Zostało już tylko wyjaśnić dlaczego spaghetti western tytułem mi posłużył. Bo chciałbym światełko w tunelu, w postaci wina tego widzieć. Kiedyś Włosi udowodnili Amerykanom, że ci ostatni monopolu na westernów produkcję nie mają. Być może za czas jakiś nasi winiarze produkty swoje szerzej udostępniając udowodnią nam, Polakom, że kraje obce monopolu na wina produkcję nie mają. A  i wycenią wina swoje tak, aby pod strzechy trafić mogły. Się rozmarzyłem.

2 komentarze:

Białe nad czerwonym pisze...

Proszę się absolutnie nie zrażać. Herbowe to moim zdanie najgorsze z polskich win, właściwie to nawet nie powinno zasługiwać na nazwę wina. Polecam popróbować win od Jaworka i zwłaszcza od Państwa Płochockich.
A poza tym gratuluję blogu, jest naprawdę świetny, a cała oprawa graficzna jest obłędnie piękna.

Photo Solo Jam pisze...

Za miłe słowa odnośnie bloga dziękuję.

Natomiast odnośnie win polskich, to problemem dla mnie jest ich dostępność w sklepach Polski północnej. Jednak sugestie co do winnic polecanych zapamiętam i przy okazji bytności na południu za ich produktami się rozejrzę.

Prześlij komentarz