niedziela, 19 grudnia 2010

Wino: Dębina, beczka, trocina

wino 

Pytanie na dziś brzmi. Czy aromaty drewna, dokładniej dębiny w winie to rzecz dobra? Czy też są dla niewinnej radości wina smakowania, tym czym dla Ewy i Adama był wąż z jabłkiem w pyszczku?* Rozprawiłem się już na moim blogu z tematem odorów stajennych w winie, więc i z tym dać sobie radę powinienem. Jednak przy doborze wina do testów, kapitalistycznym wyzyskiwaczom z Nowego Świata** zawierzyć nie mogę. U nich częściej to beczka na trociny przerobiona w winie czas spędza, niż odwrotnie. Dlatego dociekania swoje prowadzić będę degustując solidne wino europejskie, które uczciwie dwa lata w beczce spędziło.


Przechodząc do szczegółów technicznych. Czerwone wino, wytrawne, włoskie Elba Rosso Riserva, z winnicy Le Sughere na wyspie Elba się znajdującej. Rocznik 2005, DOC, alkoholu rozsądne 13%. Kupaż winogron szczepów Sangiovese (90%) i Cabernet Sauvignon (10%). Jak już wspomniałem producent dwa lata w beczce dojrzewania deklaruje. Dlatego też dałem tej butelce godzinę przed degustacją w dekanterze odpocząć, aby smaki i aromaty rozprostować nieco mogła. Zapach: delikatny, początkowo głównie mokra dębina podszyta winogronami. Z czasem aromat się rozbudowuje. Dochodzą nuty rodzynek, fig. Mocarzem aromatycznym wino Le Sughere jednak nie jest. Smak: trochę drewna, więcej drewna, samo drewno. Tak wyglądało pierwsze pół godziny. Jak już do drewna przywykłem, to skupiłem się na wytrawności. Dobrej, suchej, silnej, ale nie przesadzonej. Z czasem drewno zeszło na plan drugi, na szczęście. Finisz: Średnio długi, bardzo wytrawny na początku.

Podsumowując. “Proście, a będzie wam dane” rzec by można. Tak “drewnianego” wina wcześniej nie trafiłem. Jak dla mnie podręcznikowy przykład wina zdominowanego przez świeżą, bardzo aktywną dębinę. Dlatego też godzina w dekanterze to było za mało. Poza aromat i smak drewna wyjść się dało, dopiero jakieś trzy godziny po odkorkowaniu. Tym samym podane do rodzinnego obiadu nie wypadło by dobrze. Na szczęście na cały wieczór we dwoje przeznaczonym było i z czasem jego lepszą stronę odkryć się dało. A z czym takie wino przez beczkę zdominowane serwować najlepiej? Według mnie z czekoladkami czekoladowym musem nadziewanymi. Łagodzą dębinę słodyczą i odsłaniają aromaty owocowe.

Co natomiast z aromatem dębiny. Dobro, czy zło? Szukać, czy unikać? Bazując na swoich doświadczeniach szukam takich aromatów i uważam je za dobrze wpływające na paletę aromatyczno-smakową wina. Nadają winu elegancki sznyt, odróżniają wina dojrzałe, od winnej młodzieży. Lecz tylko w przypadku, kiedy są palety uzupełnieniem, drugo, bądź trzecioplanowym. Jeśli staną się bohaterem pierwszoplanowym, naturalne dla wina nuty i aromaty owocowe eliminując to mamy problem. Zamiast wina trociny pić się nam zdarzyć może. Niestety.

* Skojarzenia z prosiaczkiem na rożnie błędne są w tym przypadku.
** Nie o Warszawę tym razem chodzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz