piątek, 10 grudnia 2010

Degustacja na wspak

degustacja

Sezon chorobowy dopadł i mnie, także na degustację nowych win w ostatnim tygodniu szans nie było. Ale wykorzystam to jako pretekst do opisania degustacji, którą spontanicznie zorganizowaliśmy sobie we wspominanej już pizzerii “Acqua e Farina”. Jak widać łącznie win siedem wzięło w niej udział. Wszystkie reprezentują wytrawne wina czerwone i poza jednym (Val Tidone Barbera) kosztowały 9,90 lub 10 euro.


Najpierw jednak krótka dygresja. Otóż zgodnie z zasadami sztuki  za degustowanie wina się zabierając należy po pierwsze właściwą kolejność win zachować. Najpierw wina z bąbelkami, następnie białe niestarzone w beczkach, białe starzone, czerwone niestarzone w beczkach, czerwone starzone. Słowem zaczynamy od win najdelikatniejszych, a kończymy na najbardziej esencjonalnych. Degustacja, którą tu opiszę była wszak degustacja na wspak. Przy trzecim winie (nie sugerujcie się kolejnością na zdjęciu) sięgnęliśmy szczytów esencjonalności. Utrudniło to ocenę win kolejnych, ale wydaje mi się że koniec, końców degustację zakończyliśmy z tarczą.

Przechodząc zatem do szczegółów technicznych. Wino numer jeden: Val Tidone z winnicy Fratelli Maggi, IGT, alkoholu 11%. Wyprodukowane z winogron szczepu Barbera. Zostało podane do kolacji w pakiecie, dlatego ocenialiśmy je przez pryzmat wina stołowego. Na minus: wodnistość, rozmywająca i tak nie najmocniejszą paletę smakową. Na plus: brak nieprzyjemnych doznań aromatycznych lub smakowych, wino przepracowane do końca. Podsumowując. Mimo wszystko nie polecam.

Wino numer dwa: Vertigo z winnicy Livio Fellugi, IGT, alkoholu 13%, rocznik 2008. Kupaż winogron Cabernet-Sauvignon i Merlot, starzone w beczkach przez dwanaście miesięcy. Na plus: wyraźny aromat i smak czarnych porzeczek, delikatna wytrawność. Na minus: jak na wino starzone słabo rozbudowana struktura. Podsumowując.  Przyjemna propozycja dla smakoszy win lekkich, o owocowych aromatach. Tych 13% w ogóle się nie czuje, a wytrawność nadaje Vertigo właściwy winny sznyt.

Wino numer trzy (to przy nim dżampnęliśmy szarka): Visellio z winnicy Tenute Rubino, IGT Salento, alkoholu 14%, rocznik 2003. Wyprodukowane z winogron szczepu Primitivo (przodek kalifornijskiego Zinfandela), starzone w beczkach przez osiem miesięcy. Pierwsza butelka Visellio była felerna. Aromat wydawał się tożsamy ze słodkim, tanim porto. Jednak po zgłoszeniu obiekcji kelnerowi i sprawdzeniu przez niego aromatu, bez problemu wymieniono ją na kolejną. Ciekaw jestem w której polskiej knajpce klasy pizzerii lub baru taki poziom obsługi byłby możliwy. Wracając do oceny samego wina. Na plus: esencjonalność, przebogata owocowa paleta, przywołująca obraz domowych powideł, a nie jakichś tam owocowych soczków. Oczywiście, z odpowiednią dozą eleganckiej wytrawności dla utrzymania winnego charakteru. Na minus: brak. Podsumowując. Doskonała propozycja dla smakoszy ciężkich, esencjonalnych win o owocowym bukiecie. Znaczy się dla mnie.

Wino numer cztery: Ormeasco z winnicy Castel Ligasseui, DOC, alkoholu 13%?, rocznik 2006. Typowe dla Ligurii wino, wyprodukowane z winogron szczepu Ormeasco. Zawartości alkoholu dokładnie nie podaję (aproksymuję na podstawie dwóch innych Ormeasco w Ligurii degustowanych), gdyż Google tej winnicy zdaje się nie znać. Znaczy się na białego kruka trafiliśmy. Na plus: bogaty, soczysty aromat i smak jagód, jak zauważyłem dla tego szczepu charakterystyczny. Poprawnie zbudowana struktura, mimo dziedziczonej po tym szczepie winogron lekkości. Na minus: brak. Podsumowując. Bazując na degustowanych Ormeasco lekkość, orzeźwiająca świeżość to ich nieodłączne cechy. Zakładam, że zwolennicy win cięższych mogą kręcić tutaj nosem, natomiast smakosze win lekkich powinni uznać wina z tego szczepu za ciekawą propozycję.

Wino numer pięć: Sangiovese z winnicy Di Maio Norante, IGT, alkoholu 13%, rocznik 2005. Wyprodukowane z winogron szczepu Sangiovese, ale bynajmniej nie w Toskanii, tylko na południu Italii w rejonie Molise. Na plus: esencja Sangiovese, winogronowe, aromatyczne ale nadal dość ascetyczne, wyraźnie wytrawne. Na minus: brak. Podsumowując. Ciekawie podany szczep, który dobrze znam z Toskanii. Tutaj sznytu chianti nie odnajdziemy, natomiast więcej struktury, południowego słońca rzec by się chciało. Wielbicielom chianti polecam bez zastrzeżeń, jako interesującą odmianę. Tym bardziej, że w Polsce w okolicach złotych czterdziestu dostępnym być powinno.

Wino numer sześć: Lagrein z winnicy Elena Walsch, alkoholu niecałe 13%, rocznik 2004. Wyprodukowane z winogron szczepu Lagrein w położonej daleko na północy Górnej Adydze / Południowym Tyrolu. W ofercie standardowej go nie było, ale właściciel pizzerii widząc nasz rozmach zaprowadził mnie do rezerwowej chłodziarki, dla bardziej dociekliwych Klientów. Ponieważ wina czerwonego, z włoskiego odpowiednika bieguna północnego wcześniej nie próbowałem bez wahania po nie sięgnąłem. Niestety po otwarciu butelki, aromat tożsamy z nasączanymi pochodną denaturatu chusteczkami do czyszczenia monitorów się rozszedł, sugerując nieuleczalną skazę. Właściciel pizzerii zresztą lojalnie ostrzegał, że to wino dość wiekowe jak na swoje możliwości i do tego butelka ostatnia. Szczęśliwie znów wysokiego poziomu obsługi doświadczyłem, gdyż zaproponował że w przypadku zepsutego wina, Montepulciano D’Abruzzo w pakiecie dostaniemy. Na co przystałem. Podsumowując. Oceny przy takiej skazie podjąć się nie sposób. Smak co prawda wyglądał obiecująco, ale czy taki jest normalnie ciężko powiedzieć. Lagrein do spróbowania, przy okazji bytności w jego macierzystym rejonie zostaje.

Wino numer siedem: Jorio z winnicy Umani Ronchi, DOC, alkoholu 13%, rocznika nie zanotowałem niestety. Wino typu Montepulciano D’Abruzzo z wszystkimi tego konsekwencjami. Na plus: nie jest wodniste. Na minus: nieodmiennie kojarzące się z wiśniówką Cherry Cordial, bardzo słaba struktura. Podsumowując. Zbyt dużo słodyczy i aromatów kojarzących się z identycznymi jak naturalne. Wina z Lidla zwane Montepulciano D’Abruzzo mogłyby mu zagrozić. Nie polecam.

Degustację podsumowując. Kolejność końcowa, werdyktem wspólnym ustalona, jak na zdjęciu. Trzy pierwsze od lewej do kategorii win ciekawych dostać się nie zdołały. Langrein przez defekt techniczny, Barbaresco i Montepulciano z racji aromatyczno-smakowych płycizn.

Przechodząc do win wyróżnionych. Trzecie miejsce: ex aequo Vertigo i Ormeasco, lekkie, owocowe wina z nutką wytrawności. Jak najbardziej do codziennego spożycia. Miejsce drugie: słoneczne, południowe Sangiovese. Do potraw cięższych, lub nad meandrami życia rozmyślania. Miejsce pierwsze: Visello, czyli owocowo-wytrawna bomba aromatyczno-smakowa. Na długie zimowe wieczory jak znalazł.

Kończąc, współdegustatorom za ciekawą wymianę opinii w jej trakcie bardzo dziękuję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz