czwartek, 16 grudnia 2010

Wino: Kalifornijski czarny lód

wino

Na zewnątrz minus dziesięć, śnieżne zaspy, lodowe sople i przemrażający do kości wiatr. Zinfandel ze słonecznej Kalifornii wydaje się idealnym winem na takie warunki. A że notka znajdzie się blisko opisu włoskiego Primitivo, to opisać go tym bardziej warto. Takie rodzinne spotkanie na blogu.


Przechodząc do szczegółów technicznych. Wino czerwone, kalifornijskie Sonoma County wyprodukowane przez najprawdziwszego winiarskiego molocha, czyli rodzinę Gallo. Jak wcześniej wspomniałem wino to wytwarzane jest w 100% z winogron szczepu Zinfandel. Rocznik 2006. Bardzo upalny zdaje się, bo zawartość alkoholu to monstrualne 15,5%. Czy to jeszcze jest wino, czy już porto?  Zapach: pełną intensywność osiąga zaraz po odkorkowaniu, dekantowanie i napowietrzanie wina w tym przypadku wręcz szkodzi, ale o tym później. Paleta aromatyczna, to dżem z czarnych porzeczek, także kasza manna z owocami, nuty drewna, dębu. Całość atramentowa, gęsta, jakby delikatnie palona. Mimo moich obaw, zapach zdecydowanie przynależny zwykłemu winu, a nie winu wzmacnianemu, choć temperatura podawania jest tu istotna. Prosto z chłodziarki, przy 18-19 stopniach Celsjusza odorów alkoholowych brak. Wyrównywanie temperatury, do panujących w pokoju 21-22 stopni Celsjusza nie wzbogaca aromatów, uwalnia natomiast najpierw delikatne, później średnio przykre nuty alkoholu. Smak: ciężki, dostojny, powoli uwalniający wytrawność, maskowaną dymną słodyczą wywołaną przez wysoki woltaż. Finisz: Średnio długi.

Podsumowując. Wino Sonoma County pełnię możliwości pokazuje zaraz po odkorkowaniu. Jest na tyle wyraziste że praktycznie każdy będzie w stanie odnaleźć zakładane przez producenta aromaty i smaki. Według mnie jest to typowy przedstawiciel amerykańskiej filozofii tworzenia win popularnych, win dla ludu można by rzec. Ma to wszakże swoje minusy. Początkowa intensywność aromatów i smaków wina, pozostawia niedosyt, kiedy nie sposób odkryć nic więcej. Woltaż przekraczający 15% buduje wino ciężkie, źle reagujące na zbyt wysoką temperaturę podawania. Dlatego też nie polecam wina Sonoma County do samotnego degustowania w długie zimowe wieczory. Natomiast mogę polecić jako dodatek do ostrej, meksykańskiej tortilli. Na przykład takiej z duszoną soczewicą, czerwoną fasolą przesmażaną z anchois i wieprzowiną. Polanej chłodnym, naturalnym jogurtem, łagodzącym diabelską pikantność dużych ilości pieprzu cayenne i tabasco.

Na koniec pozostaje odpowiedzieć na pytanie, dlaczego skusiłem się na wino wyprodukowane przez winiarskiego molocha, obarczone astronomicznym woltażem? Odpowiedź - “bo to Zinfandel” - nie byłaby pełna. Natomiast odpowiedź - “bo to Zinfandel, dostępny okazyjnie w Makro za trzydzieści złotych polskich” - myślę wyczerpuje temat. W tej cenie znaleźć coś lepszego w Polsce, w kategorii win esencjonalnych i aromatycznych raczej się nie da. A jeśli w najbliższych dniach Makro wam po drodze, to zajrzyjcie. 50% przeceny na pojedyncze sztuki wybranych alkoholi pozwalają znaleźć ciekawe wina,za śmieszne pieniądze.

P.S.

Dla pełnej jasności. Z Makro ani nie jestem związany zawodowo, ani też ten wpis przez Makro sponsorowany nie jest.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz