czwartek, 30 września 2010

Szczepów winnych mozaika

wino_montesaline_custoza_j

Poprzednie wino białe znad Gardy było nudne, ale nie jest to bynajmniej regułą w tamtym rejonie. Żeby to udowodnić, dziś degustacja kolejnego przedstawiciela tamtejszych win białych, wytrawnego Bianco di Custoza. A do wina na stole tarta “Cebula i boczek” na kruchym cieście. Zapowiada się smakowity zestaw.

piątek, 24 września 2010

Jedno wino, dwa oblicza

wino_chianti_classico_ifabb

Zacznę nietypowo, dwie notki degustacyjne bez podawania szczegółów. Szczegóły zostawiam na koniec, wraz z podsumowaniem.

Notka pierwsza. Zapach: “parkietem słychać” tuż po otwarciu. Pół godziny później aromaty, czy raczej odory, stajni, farmy, skoszona trawa, ściółka. Smak: winne, wytrawne i tyle. Nos skutecznie tłumi inne skojarzenia. Finisz: średni, wydaje się wodnisty.

wtorek, 21 września 2010

Y2K, grappa i czas

grappa_pagura_decennium_j

Grappa jest dla mnie trunkiem kontrowersyjnym, którego tylko nieliczni przedstawiciele trafiają w moje gusta. Zresztą martyrologię tematu znajdziecie w tym wpisie. Dlatego też grappa nie pojawia się na mym blogu często i zapewne tak już zostanie, ale są grappy które warto opisać. Dzisiejsza, 10-letnia grappa Decennium właśnie do takich według mnie należy. Trafiłem na nią przypadkiem, kiedy odwiedzając friulijską destylarnię Pagura. Po spróbowaniu serii grapp jednogronowych i wielogronowych, a także smakowych nadal nie mogłem znaleźć nic dla siebie. I tak jakoś temat zszedł na starzenie w beczkach, a stąd do stwierdzenia właścicieli że grappę starzoną mają było już niedaleko. Wersja 3-letnia nadal nie była w moim typie, ale 10-letnia urzekła mnie od pierwszego kieliszka. Przejdźmy zatem do degustacji.

sobota, 18 września 2010

Aromatów i smaków kalejdoskop

wino_comincioli_gropel

Aby traumy winne, których opisywaniu poświęciłem ostatni wpis zostawić za sobą sięgnąłem po wino Comincioli Gropél. Pochodzący z bardzo lubianej przeze mnie winnicy Cominicoli trunek debiutował już wcześniej na moim blogu, ale wtedy nie mógł rozwinąć się w pełni i pozostawił po sobie obietnicę czegoś więcej. Przyszedł więc czas, żeby powiedzieć sprawdzam i zweryfikować czy obietnica zostanie spełniona.

środa, 15 września 2010

Wina smaku meandry

Będzie o winie, ale bez zdjęcia, bez szczegółów technicznych, bez aromatów i smaków. Powód wpisu takiego leży po stronie wina typu chianti, a dokładniej dwóch.

Pierwsze trafiło się w zeszłym tygodniu. Z winnicy sprawdzonej, pozycjonowane pomiędzy prostymi chianti, które smakowały i bardziej eleganckimi chianti, które swoją złożonością urzekały. Tym samym mocny zapach stajni, mówiąc najogólniej, tuż po otwarciu mnie nie zraził. Postoi chwilę, powietrza zaczerpnie i aromat prawdziwy się uwolni, pomyślałem. Cóż godzinę, dwie, następnego dnia odór stajni był tam nadal i nigdzie się nie wybierał. Zacząłem czytać, czymże ten feler spowodowany być może. I trafiłem na element B., czyli Brettanomyces drożdżaki dzikie i nieokrzesane, które wino wielkim potrafią uczynić, ale wystarczy że ich stężenie ponad miarę wzrośnie i właśnie stajnię zagłuszającą wszelkie pozostałe aromaty mamy. Co ciekawe aromaty wędzonego boczku i jodyny, bandaży także efektem występowania Brettanomyces są. W nomenklaturze degustatorów przypadłość ta “brett” się nazywa. Dotyka głównie wina europejskie, gdyż tradycyjne metody produkcji, bez wprowadzania siarczanów na początkowym etapie Brettanomyces służą. Odnoszę wręcz wrażenie, że są swoistym podpisem win ze starego kontynentu. Jednak jak wcześniej wspomniałem, w małych stężeniach aromat wina wzbogacają co patrząc na niektóre opublikowane tutaj notki degustacyjne potwierdzam. Niestety w przypadku chianti numer jeden wino zostało przez nie zdominowane, choć na szczęście do aromatów zjełczałego sera nie doszło. Ale wybór między końskim parkietem, a zjełczałym serem iście diabelską alternatywą jest.

poniedziałek, 13 września 2010

Małego browaru czar

piwo_fortuna_komes

Dzisiaj dla odmiany drobna dygresja piwna, jak wspominałem wcześniej pewnymi okolicznościami przyrody spowodowana.

Wracając ostatnio z Poznania zabłądziłem w rejony miejscowości Mirosław Miłosław, siedziby browaru Fortuna. Zresztą nie byłem sam i nie byłem bynajmniej spirytus movens całego zbłądzenia, ale z celem jego, czyli zwiedzeniem browaru jak najbardziej się identyfikowałem. Stojąc już pod browaru bramą opadły nas wątpliwości, czy w ogóle będzie to możliwe? Jednak dzięki konsekwentnemu dążeniu do celu kolegi Krzysztofa ze strony naszej i chęci ugoszczenia gości niespodziewanych ze strony pracowników browaru Fortuna zamierzenie swoje osiągnęliśmy. Wycieczka wielce edukacyjna się okazała, a fakt że cały browar pracowników zaledwie 30 zatrudnia był dla nas zaskoczeniem. Tym bardziej od tej pory im kibicujemy, co by ze zmagań na wolnego rynku oceanie wzburzonym zwycięsko wychodzili. Bo piwa ichnie niczym wina z małych włoskich winnic mają smak unikalny, efektem połączenia pasji ludzkiej i receptur przez pokolenia przekazywanych będący. A żeby poprzednie zdanie górnolotne skwantyfikować przedstawię poniżej krótką notkę degustacyjną portera, który w ofercie browaru Fortuna się znajduje.

niedziela, 12 września 2010

Cymes, czulent i wino

wino_czerwone_izraelskie

Miało być po drodze wino włoskie, pojawił się element B. i opis musi na dokładniejsze problemu rozeznanie poczekać. Ale temat powróci, obiecuję. W międzyczasie natomiast win z krajów innych ciąg dalszy, dzisiaj wino izraelskie. Okazją do jego spróbowania okazała się dwudniowa tematyczna wyżerka z czulentem i cymesem w rolach głównych, śledzikami siekanymi, wątróbką vel żydowskim kawiorem i chałą w rolach drugoplanowych.

poniedziałek, 6 września 2010

Dyskretny urok burżuazji

wino_bleasdale_generations_

Winnica Bleasdale po raz drugi. Tym razem w wydaniu klasycznym, 100% Shiraza i zero bąbelków. A że Shiraz najlepiej smakuje z kulinarnym akompaniamentem, na talerzu duszony bażant. Zapowiada się prawdziwa uczta.

piątek, 3 września 2010

Wytrawnej słodyczy ekstaza

wino_bleasdale_shiraz_s_j

Moim skromnym zdaniem odrobina szaleństwa nadaje życiu kolorytu. Przykładem takiej odrobiny jest na pewno dzisiejsze wino. Wizytując ostatnio mój ulubiony sklep winiarski byłem zdecydowany na kupno Shiraza z australijskiej winnicy Bleasdale, powiedziałbym nawet konkretnego Shiraza, o którym jeszcze tutaj będzie. Ale niespodziewanie tuż obok wina upatrzonego, moja lepsza połowa znalazła Shiraza z bąbelkami. Sam pomysł wydał mi się na początku wręcz świętokradczy. Kto śmiał tak sprofanować ikonę Australii i mój ulubiony szczep? Wzburzony doszedłem do wniosku, że dla rzetelnego rozliczenia sprawców (jak już ich znajdę) muszę spróbować jak bardzo ten pomysł boleć może. I tak jesteśmy w momencie kiedy korek wystrzelił w górę, rykoszetował od sufitu, ściany, lampy nad stołem i minął kota o 3 cm, a w kieliszku zapienił się szampańsko Shiraz.