środa, 29 grudnia 2010

Wino: Bąbelki i fajerwerki

wino_musujace 

Rok 2010 nieuchronnie zbliża się ku końcowi, zatem wypada zdecydować czym rok odchodzący pożegnać, a nowy powitać. W moim przypadku jest to zazwyczaj białe wino musujące półsłodkie. Szampan z Szampanii w ferworze fajerwerków o północy jakoś mi nie pasuje, czerwone wina musujące są dla mnie o tej porze nocy zbyt landrynkowe a wytrawne wina musujące wszelkiej maści zbyt nieokrzesane. Tym samym przez wiele lat moim wyborem numer jeden było Martini Asti, które w ostatnich latach ustąpiło miejsca przeróżnym prosecco. Jednak w tym roku wracam do tradycji, czyli musującego białego wina z gron szczepu Muskat. Przy czym wino, o którym opowiem nie narodziło się w słonecznej Italii. Jego ojczyzną są antypody, a dokładniej Nowa Zelandia.

niedziela, 26 grudnia 2010

Wino: Novello - marketing, młodość i prostota

wino

Koniec roku nadchodzi, znaczy się czas na przedsylwestrowe porządki. Dlatego też, dziś na blogu słów parę o tegorocznych winach novello. Pierwsze wino novello smakowałem na parkowej ławeczce z fachowego kielicha (jak widać na zdjęciu powyżej) w Imperii. Było to jeszcze w listopadowych, jesiennych przyrody okolicznościach. Natomiast drugiemu novello, kupionemu w Polsce, zdarzyło się jakoś dotrwać do pierwszego dnia Świąt. Poległo zatem, wraz z pasztetem i kozim serem przy śniadaniu. Czas na opis obu tych win i porównanie z opisanym wcześniej beaujolais nouveau.

czwartek, 23 grudnia 2010

Wino: Orzechy, madera i choinka

madeira 

Choinka? Jest. Śnieg? Jest. Mroźno i ciemno, albo przynajmniej ciemno? Jest. Tłum w każdym sklepie? Jest. Znaczy się Święta idą.Znaczy się nastrój świąteczny by się także na blogu przydał. Zapewni go madera pita obok choinki, w ciepłym blasku lampek, z melancholijnym fado sączącym się w tle.

wtorek, 21 grudnia 2010

Grappa: Wielka grappa w małej butelce?

grappa 

Wyobraźcie sobie miejsce przez wieki odizolowane od cywilizacji. Miejsce, do którego dostępu broniło kapryśne morze i poprzecinane wąwozami góry. Miejsce gdzie ludzie żyli swoim własnym rytmem. Miejsce gdzie aby przeżyć trzeba było współdziałać, a nie walczyć z przyrodą. Wyobraziliście sobie to miejsce? Tak. Słyszycie szum fal, pokrzykiwanie morskich ptaków? Rozkoszujecie oczy wyobraźni idyllicznym widokiem kolorowych domków schodzących ku morzu ze stromych wzgórz, zieleniących się krzewami winnymi i drzewami oliwnymi? Nacieszcie się tą sielanką jeszcze przez chwilę, bo jej już nie ma.

niedziela, 19 grudnia 2010

Wino: Dębina, beczka, trocina

wino 

Pytanie na dziś brzmi. Czy aromaty drewna, dokładniej dębiny w winie to rzecz dobra? Czy też są dla niewinnej radości wina smakowania, tym czym dla Ewy i Adama był wąż z jabłkiem w pyszczku?* Rozprawiłem się już na moim blogu z tematem odorów stajennych w winie, więc i z tym dać sobie radę powinienem. Jednak przy doborze wina do testów, kapitalistycznym wyzyskiwaczom z Nowego Świata** zawierzyć nie mogę. U nich częściej to beczka na trociny przerobiona w winie czas spędza, niż odwrotnie. Dlatego dociekania swoje prowadzić będę degustując solidne wino europejskie, które uczciwie dwa lata w beczce spędziło.

czwartek, 16 grudnia 2010

Wino: Kalifornijski czarny lód

wino

Na zewnątrz minus dziesięć, śnieżne zaspy, lodowe sople i przemrażający do kości wiatr. Zinfandel ze słonecznej Kalifornii wydaje się idealnym winem na takie warunki. A że notka znajdzie się blisko opisu włoskiego Primitivo, to opisać go tym bardziej warto. Takie rodzinne spotkanie na blogu.

piątek, 10 grudnia 2010

Degustacja na wspak

degustacja

Sezon chorobowy dopadł i mnie, także na degustację nowych win w ostatnim tygodniu szans nie było. Ale wykorzystam to jako pretekst do opisania degustacji, którą spontanicznie zorganizowaliśmy sobie we wspominanej już pizzerii “Acqua e Farina”. Jak widać łącznie win siedem wzięło w niej udział. Wszystkie reprezentują wytrawne wina czerwone i poza jednym (Val Tidone Barbera) kosztowały 9,90 lub 10 euro.

środa, 8 grudnia 2010

Degustacja na bezdechu

wino

Czas powrócić do notek degustacyjnych win. Pobyt w Ligurii zaowocował, a jakże, paru butelek ze sobą przytarganiem. Znaczy się problem kurczącej się w chłodziarce ilości win do opisania zniknął, na razie. Ponieważ moja lepsza połowa przyrządziła doskonałą tartę, wróć, zapiekankę z łososia według przepisu ze sprawdzonego bloga kulinarnego naturalnym akompaniamentem było wino białe. Wybór padł na produkt winnicy, o niewywołującej zupełnie żadnych skojarzeń nazwie “I Pussi”.

sobota, 4 grudnia 2010

Enokulinarna fantazja Kuka

pogoria

Jak wspomniałem w pierwszej notce rejsu na "Pogorii" dotyczącej, nie tylko przygoda żeglarska to była, ale także okazja do miejsc ciekawych zobaczenia i smaków lokalnych skosztowania. A że sporo widziałem i próbowałem, to żeby ilością nie przytłoczyć, na rzeczach najciekawszych się skupię, miejscami odwiedzonymi je grupując.

czwartek, 2 grudnia 2010

It's a long way to Tipperary

reje

Zostawiając na później nadciągające burzowe chmury, drugi wpis dotyczący rejsu na "Pogorii" zacznę od omówienia podstawowego elementu statkowego życia, czyli wachty. Z definicji wachta ma znaczenie dwojakie. Jest to zarówno czas pełnienia służby na statku, jak i określenie części załogi statku pełniącej służbę razem. Po tygodniu rejsu mogę stwierdzić, że podział na wachty jest koncepcją genialnie skuteczną w swojej prostocie.