piątek, 28 stycznia 2011

Wino: Death by Moscato

wino

Odwiedzając lat temu ze dwa bodajże, urocze szwedzkie miasto portowe Karlskrona trafiłem w sklepie na wino praktycznie bezalkoholowe. Legitymowało się bodajże 1,5%  zawartością alkoholu i przyjechało z Austrii. Dziś żałuję, że go wtedy nie kupiłem i nie przekonałem się czy jest to już woltaż pozwalający sok z winogron nazywać winem. Dlaczego o tym wspominam? Otóż tematem tej notki będzie wino może nie tak ekstremalne, ale też wzbudzające masochistyczną ciekawość. Piemoncka “La Rosa Selvatica” ma bowiem całe 5,5% alkoholu, co w ciemno każe oczekiwać niesamowicie słodkiej piguły na powitanie. Czy da się ją znieść? Zobaczymy. Pamiętam, że degustując nowozelandzkiego muskata, który miał aż 8,5% alkoholu byłem już na granicy. Czas zatem ją przekroczyć i sprawdzić, czy w tym szaleństwie jest metoda.

Przechodząc do szczegółów technicznych. Białe wino musujące Moscato d’Asti “La Rosa Selvatica” od piemonckiego producenta ICARDI. Rocznik 2009, DOCG, alkoholu jak wspomniałem całe 5,5%. Kolor: słomkowożółty. Zapach: aromat owocowy (liczi), bukiet czysty, czyli bez niechcianych odorów. Smak: profilaktycznie schłodziłem do 3 stopni Celsjusza, aby wydobyć ze smaku coś więcej niż cukier. Pierwsza kwarta – zaczyna się intensywnym owocowym uderzeniem i  kwaskowatością, stopniowo wypieraną przez narastającą słodycz. Druga kwarta – kwaskowatość jest nadal wyczuwalna, natężenie słodyczy osiąga apogeum, zaczyna zalepiać kubki smakowe. Trzecia kwarta – ostatnie powidoki kwaskowatości, słodycz zastyga lukrowaną skorupą. Czwarta kwarta – sama słodycz i tylko słodycz. Język przykleja się do podniebienia. Finisz: średnio długi, niemożebnie słodki. Technicznie. Cukier resztkowy w nadmiarze, owoc średni, kwaskowatość średnia, garbników brak. Wino do picia teraz jeśli się odważycie, ciało średnie.

Podsumowując. Cieszę się, że będąc w Karlskronie nie dałem się ponieść fantazji i odpuściłem to austriackie winne kuriozum. “La Rosa Selvatica” i jej zdolność do zalepienia, zasłodzenia i otumanienia kubków smakowych jest wystarczająco ekstremalna. Ale żebyśmy się dobrze zrozumieli. Pierwsze wrażenie z owocami i kwaskowatością jest bardzo przyjemne. Kłopot i masochizm zaczyna się jakieś piętnaście sekund później, kiedy zamiast wina czuć już tylko lukier, sam lukier…

Jak podawać?
Schłodzone do 3ºC, czyli prosto z lodówki. W długich, wąskich kieliszkach do szampana.  Ponieważ “La Rosa Selvatica” jest ekstremalnie słodkim winem, po niej warto napić się mocnego espresso dla odświeżenia kubków smakowych.

Kiedy i do czego podawać? 
“La Rossa Selvatica” zaspokoi nasze tygodniowe zapotrzebowanie na cukier, ale nie powinniśmy podawać jej solo. Wariant pierwszy – podajemy przy okazji obiadu, po daniach głównych, jako bardzo słodki deser. Wariant drugi – podajemy do deski serów (ale nie pleśniowych), zamiast miodu i białego wytrawnego wina.

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Hmmm. Moscato d' Asti nie musi być aż takim słodkim "ulepkiem" jak w tym przypadku. Moimi ulubionymi białymi są wytrawne, mineralne, kamieniste rieslingi, ale od czasu do czasu to właśnie MOscato daje mi ogromną przyjemność i potrafi doskonale rozładować całe napięcie dnia. Spróbuj moscato od G.D. Vajra (np. w salute.pl), albo od Saracco (u Mielzynskiego w W-wie). Są delikatne, perliste, nie aż tak słodnie, fantastycznie kwoatowe, ale kwasowość też niezła, choć wiele zależy od rocznika. Jeśli jest dobry - są genialne! Pozdrawiam! Zanetto

Photo Solo Jam pisze...

@Zanetto

Samą prawdę rzeczesz odnośnie innych twarzy moscato, o czym przekonałem się na tegorocznym Vinum. Ale o tym w następnej notce będzie, już niedługo.

Prześlij komentarz