
Odwiedzając lat temu ze dwa bodajże, urocze szwedzkie miasto portowe Karlskrona trafiłem w sklepie na wino praktycznie bezalkoholowe. Legitymowało się bodajże 1,5% zawartością alkoholu i przyjechało z Austrii. Dziś żałuję, że go wtedy nie kupiłem i nie przekonałem się czy jest to już woltaż pozwalający sok z winogron nazywać winem. Dlaczego o tym wspominam? Otóż tematem tej notki będzie wino może nie tak ekstremalne, ale też wzbudzające masochistyczną ciekawość. Piemoncka “La Rosa Selvatica” ma bowiem całe 5,5% alkoholu, co w ciemno każe oczekiwać niesamowicie słodkiej piguły na powitanie. Czy da się ją znieść? Zobaczymy. Pamiętam, że degustując nowozelandzkiego muskata, który miał aż 8,5% alkoholu byłem już na granicy. Czas zatem ją przekroczyć i sprawdzić, czy w tym szaleństwie jest metoda.
Przechodząc do szczegółów technicznych. Białe wino musujące Moscato d’Asti “La Rosa Selvatica” od piemonckiego producenta ICARDI. Rocznik 2009, DOCG, alkoholu jak wspomniałem całe 5,5%. Kolor: słomkowożółty. Zapach: aromat owocowy (liczi), bukiet czysty, czyli bez niechcianych odorów. Smak: profilaktycznie schłodziłem do 3 stopni Celsjusza, aby wydobyć ze smaku coś więcej niż cukier. Pierwsza kwarta – zaczyna się intensywnym owocowym uderzeniem i kwaskowatością, stopniowo wypieraną przez narastającą słodycz. Druga kwarta – kwaskowatość jest nadal wyczuwalna, natężenie słodyczy osiąga apogeum, zaczyna zalepiać kubki smakowe. Trzecia kwarta – ostatnie powidoki kwaskowatości, słodycz zastyga lukrowaną skorupą. Czwarta kwarta – sama słodycz i tylko słodycz. Język przykleja się do podniebienia. Finisz: średnio długi, niemożebnie słodki. Technicznie. Cukier resztkowy w nadmiarze, owoc średni, kwaskowatość średnia, garbników brak. Wino do picia teraz jeśli się odważycie, ciało średnie.
Podsumowując. Cieszę się, że będąc w Karlskronie nie dałem się ponieść fantazji i odpuściłem to austriackie winne kuriozum. “La Rosa Selvatica” i jej zdolność do zalepienia, zasłodzenia i otumanienia kubków smakowych jest wystarczająco ekstremalna. Ale żebyśmy się dobrze zrozumieli. Pierwsze wrażenie z owocami i kwaskowatością jest bardzo przyjemne. Kłopot i masochizm zaczyna się jakieś piętnaście sekund później, kiedy zamiast wina czuć już tylko lukier, sam lukier…
| Jak podawać? Kiedy i do czego podawać? |
2 komentarze:
Hmmm. Moscato d' Asti nie musi być aż takim słodkim "ulepkiem" jak w tym przypadku. Moimi ulubionymi białymi są wytrawne, mineralne, kamieniste rieslingi, ale od czasu do czasu to właśnie MOscato daje mi ogromną przyjemność i potrafi doskonale rozładować całe napięcie dnia. Spróbuj moscato od G.D. Vajra (np. w salute.pl), albo od Saracco (u Mielzynskiego w W-wie). Są delikatne, perliste, nie aż tak słodnie, fantastycznie kwoatowe, ale kwasowość też niezła, choć wiele zależy od rocznika. Jeśli jest dobry - są genialne! Pozdrawiam! Zanetto
@Zanetto
Samą prawdę rzeczesz odnośnie innych twarzy moscato, o czym przekonałem się na tegorocznym Vinum. Ale o tym w następnej notce będzie, już niedługo.
Prześlij komentarz
Uwaga! Komentarze anonimowe, obraźliwe i przynudzające będą kasowane.