wtorek, 25 stycznia 2011

Wino: Kandyzowane mandarynki w słońcu

marsala

Pogoda za oknem ponura i mokra, z hałdami brudnego wilgotnego śniegu. Warto zatem sięgnąć po trunek gęsty, złocisty ze słonecznej Sycylii, aby przywołać wspomnienie gorących, letnich dni. Myślę tu o winie marsala, które mocą i sposobem wzmacnia (poprzez dolanie brandy) podobne jest opisywanej przeze mnie wcześniej portugalskiej maderze. A że marsala to także nieodłączny składnik zabajone, zatem dziś oprócz wina oceniania też o słodkościach słów parę będzie.

Przechodząc do szczegółów technicznych. Wino wzmacniane Marsala Superiore Oro Dolce od producenta Carlo Pellegrino. Superiore w nazwie gwarantuje dwa lata dojrzewania w beczkach. Kupaż szczepów winogron Grillo i Inzolla, wzmacniany brandy. Stąd alkoholu 18%, DOC, V.L.Q.P.R.D. Kolor: złoty. Zapach: kandyzowane mandarynki, miód, lekki nugat. Słowem owocowo i słodko. Smak: pierwszą kwartę otwiera słodycz, kwaskowatość włącza się ciut później. W drugiej kwarcie zestaw uzupełnia owoc (mandarynki) i taka równowaga utrzymuje się prawie do końca trzeciej kwarty. Czwarta kwarta to już wyłącznie słodycz, ale utrzymana w ryzach, bez zalepiania kubków smakowych. Finisz: średnio długi. Technicznie. Cukier resztkowy średni, owoc średni, kwasowość niska, garbników brak. Ciało średnie. Wino do picia teraz.

Podsumowując, bo zabajone czeka. Marsala Superiore Oro Dolce urzekła mnie bukietem przywołującym wspomnienie kandyzowanych mandarynek. Mandarynek, którymi miałem okazję delektować się parę lat temu na uroczej greckiej wyspie Milos. Mandarynek, które od tego czasu nieodłącznie kojarzą mi się z błękitem nieba, słońcem i rozleniwiającym ciepłem. Mandarynek, oprócz których nic mi więcej nie potrzeba. Ale nawet jeśli takie skojarzenia są wam obce, to marsala od Carlo Pellegrino powinna przypaść wam do gustu. Udanie równoważy od słodycz kwaskowatością i ubarwia owocowym (mandarynkowym) aromatem. Oczywiście pod warunkiem, że podacie ją w odpowiedniej temperaturze, tak około 8 stopni Celsjusza.

A przechodząc do zabajone. Pozwolę sobie podać sprawdzony i wyśmienity według mnie przepis, zaczerpnięty z Kulinarnego Atlasu Świata Gazety Wyborczej. Porcja na 6 osób.

Weź 9 żółtek i ubij z 8 deko cukru na jasnokremową, puszystą pianę. Czyli popracuj nad nimi trzepaczką w miseczce jakieś dziesięć minut. Następnie dwie szczypty cynamonu rozpuść w 300 ml wina marsala, po czym dodaj 75 ml białego rumu. Miseczkę (koniecznie metalową) ustaw w kąpieli wodnej, czyli nad parującym wrzątkiem nie dotykając go. Wlewaj powoli marsalę i rum do żółtek, cały czas mieszając. Następnie mieszaj tak długo aż całość zgęstnieje. Zauważysz, że będzie też stopniowo zwiększać objętość. Jeżeli masz termometr kuchenny, to zabajone ma już dosyć kąpieli wodnej przy osiągnięciu jakichś 80-85 stopni Celsjusza. Po wyjęciu z kąpieli wodnej przelej zabajone do kieliszków koniakowych, lub szklaneczek i wstaw do lodówki. Podawaj schłodzone. Gwarancja smaku i zadowolenia gości gwarantowana.

vinsanto

Kończąc dzisiejszy wpis jeszcze temat jednego włoskiego wina deserowego poruszę. Będzie nim Santo Spirito 11 od znanego toskańskiego producenta Frescobaldi. Wino to produkowane jest ze szczepu Trebbiano i jakby nie kombinować jest winem bardzo specjalistycznym. Otóż do picia sauté zdecydowanie się nie nadaje, ale do moczenia doskonałych toskańskich cantuccini nadaje się wybornie. I o tym pamiętajcie.

P.S.

Jak ktoś wam powie, że cantuccini to takie włoskie biszkopty znaczy się nigdy nie jadł prawdziwych cantuccini. Biedak.

Jak podawać?

Marsalę podawaj temperaturze 8-10°C, najlepiej w niskich, pękatych kieliszkach.

Kiedy i do czego podawać?

Do sobotnio-niedzielnych obiadów z rodziną, czy znajomymi jako deser, znaczy się zamiast niego. Samą, albo jako składnik zabajone.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz