wtorek, 1 lutego 2011

Wino: Chianti od chłopa

chianti

Italia jest jednym z tych szczęśliwych miejsc na świecie, gdzie termin “wino domowe” w menu nie oznacza bynajmniej przelanego do karafki najtańszego wina z pobliskiego supermarketu. Jeżeli zdecydujemy się na “wino domowe” powinniśmy otrzymać wino, które pochodzi z pobliskiej, nienazwanej i niezaznaczonej na mapach mikro winnicy. No chyba, że zasiedliśmy w pizzerii tuż obok Krzywej Wieży w Pizie, czy innym równie turystycznym miejscu. Tam w roli “vino di casa” najtańsze wino supermarketowe mamy jak w banku. W potrójnej cenie.

Ale wracając do wina. Pochodzenie z lokalnej, bezimiennej winnicy nie oznacza, że kupując takie wino trafiamy na nieoszlifowany diament, nieodkryty przez świat. Takie przypadki bardzo szybko dorabiają się etykiet, marki i kartonami są słane za Wielką Wodę. Kupno włoskiego wina domowego najczęściej oznacza, że dostaniemy przyzwoite wino, naturalne wino, czasem także wino ciekawe. Zresztą żeby nie teoretyzować dłużej, przyjrzę się takiemu przypadkowi bliżej. Przedstawiam Chianti Colli Senesi, kupione prosto od chłopa, które otrzymałem od znajomego poznaniaka.

Przechodząc do szczegółów technicznych. Czerwone wino wytrawne typu chianti, z regionu Colli Senesi, czyli bliskiego Sienie, najbardziej południowego z regionów produkcji chianti. Z przebogatej w informacje etykiety można wyczytać jeszcze rocznik – 2007. Zawartość alkoholu można już tylko estymować po odczuciach organoleptycznych. Mówiąc po polsku, szczypie lekko w język przy dłuższej styczności, czyli powyżej 12-12,5% będzie. Kolor: klarowny, błyszczący, ceglastoczerwony. Przy przechyleniu kieliszka kolor wypełnia język od krawędzi do krawędzi, bez wodnistych obrzeży. Zapach: otwarcie wita nas lekką stajnią. Po rozwinięciu się zapachu, przede wszystkim wyczuwalne są nuty owocowe (wiśnie) i dębina (drewniana, nie waniliowa). Stajnia schodzi na obrzeża zapachu, urozmaicając całość. Ogólnie aromat tego wina mocarzem nie jest i trochę trzeba go poszukać, natomiast bukiet wypada całkiem solidnie. Smak: pierwsza kwarta zaczyna się wrażeniem słodkości, zanikającym wraz z rosnącą kwaskowatością. W drugiej kwarcie do głosu dochodzą garbniki, głównie z winogron, ale z drewna też trochę ich jest. Zapewne w procesie produkcji nasz anonimowy winiarz skorzystał ze “znanych i lubianych” sztachet. Pojawia się owoc (wiśnia), ale jest zdominowany przez garbniki i kwasowość. Trzecia kwarta to ustabilizowane na wysokim poziomie garbniki, ściągające usta i walczący o bycie zauważonym owoc. W czwartej kwarcie i jeszcze sporo po niej w ustach zostają garbniki, garbniki i jeszcze raz garbniki. Finisz: długi, suchy, mocno wytrawny. Technicznie. Cukier resztkowy niski, kwaskowatość średnia, garbniki wysokie plus, owoc średni minus. Ciało średnie plus. Wino do picia teraz.

Podsumowując. Odorów niechcianych (alkohol, siarka) nie stwierdziłem, także wzrokowo wino prezentuje się jak najbardziej poprawnie. Problem pojawia się jednak w smaku. Garbniki, garbniki i jeszcze raz garbniki, i słaby owoc. Kiedy próbowałem ponownie opisywane chianti dnia następnego, kontakt z powietrzem zredukował taniny do średniego poziomu i nie pozostawił wiele więcej. Wino stało się płaskie. Czyli wytrawność decyduje tutaj o charakterze wina. Dlatego nie sądzę, aby dalsze leżakowanie cokolwiek pozytywnego Chianti “Od Chłopa” Colli Senesi dało. Ale do krwistego, mięsnego obiadu w tygodniu nada się jak najbardziej.

I tego właśnie niezrównoważenia po włoskich “winach domowych” spodziewać się powinniście. Braki w jednym obszarze będą one nadrabiać nadmiarem w innym. A że, pod słońcem Italii na urlopie wszystko smakuje lepiej, to pijąc je do miejscowych potraw będą Państwo zadowoleni.

Jak podawać?

W temperaturze pokojowej (18-19°C), w kieliszkach do czerwonego wina. Nie dekantować, otwierać tuż przed podaniem, gdyż “oddech” raczej odbiera temu winu aromatu, niż dodaje.

Kiedy i do czego podawać?

Koniecznie z mięsnymi, krwistymi daniami lub pikantnymi meksykańskimi potrawami. Takie menu dobrze komponuje się z nadmiarem garbników tutaj obecnym. A że wino to proste, dlatego najlepiej do posiłku w tygodniu pasuje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz