niedziela, 13 lutego 2011

Wino: Czerwona klasyka

bordeaux

O zmianach w metodyce oceny win ostatnio trochę się rozpisałem, zatem czas teorię wprowadzić w życie. Na pierwszy ogień wybrałem wino pochodzące z kraju, który z winem kojarzy się jak żaden inny*. Będzie to wino, cóż za niespodzianka, czerwone. A żeby dalej tropem skojarzeń podążać, wino z gatunku będącego obok burgundów win czerwonych ikoną**. Bo przecież cytując Kevina Zraly, cytującego Samuela Johnson - “kto chce poważnie myśleć na temat wina, musi spróbować dobrego klareta”. Tylko, co ma leksykograf amerykański wspólnego z francuskim bordeaux? Tą kwestię pozostawiam bez odpowiedzi, licząc na wasze sugestie w komentarzach.

Przechodząc do szczegółów technicznych. Czerwone wino francuskie typu bordeaux Château Teyssier, posiadłość z kategorii Grand Cru w prawobrzeżnym regionie Saint-Émillion. Rocznik 2004, alkoholu 13,5%. Kupaż winogron Merlot (82% dla tego rocznika) i Cabernet Franc. Wzrok: ciemnoczerwone z przyjemnym błyskiem, kolor równomierny i intensywny. Jednak bez krystalicznej klarowności – ewentualna zawiesina jest naturalna? Nos: charakterystyczny aromat, słodkie maliny (Cabernet Franc), porzeczka i zioła (Merlot). Wyraźny ale niezbyt złożony bukiet waniliowo-dymny. Usta: pełne, orzeźwiające, owocowe. Z aromatu znika słodycz malin, dominuje kwaskowatość porzeczki. W dotyku wino mocno garbnikowe, ściągające usta. Posmak długi, owocowo-drewniany. Pierwsza kwarta: duża kwaskowatość, garbniki. Druga kwarta: pojawienie się owocu równoważy wytrawność. Trzecia kwarta: kwaskowatość powoli zanika, zostawiając owoc i garbniki. Czwarta kwarta: długi garbnikowy (winogrona), ściągający finisz, który trwa i trwa jeszcze kilkadziesiąt sekund. Rozwinięcie oceny wraz z punktacją – tutaj.

Podsumowując. Jest to drugie bordeaux, które na moim blogu zagościło. Pierwsze bordeaux, także z regionu Saint-Émillion nadzwyczajnego wrażenia na mnie nie wywarło, będąc winem zbyt delikatnym, płaskim. Na szczęście dla mnie Château Teyssier reprezentuje sobą zupełnie inny styl. Klarowne i wyraziste w aromacie, bukiecie, smaku jest winem bardzo przyjemnym i łatwym w odbiorze. Mam wręcz wrażenie, że stylowo bliżej mu do win z Nowego Świata, niż europejskich. Choć z drugiej strony, nie znajduję w nim tej trącącej sztucznością technicznej perfekcji, raczej orzeźwiającą naturalność. Tym samym, według mnie Château Teyssier, jest dobrym wyborem na pierwszy kontakt z “wielkimi winami” z Bordeaux. A że owoc w nim trzyma się mocno, to jeśli chcielibyście złagodzić jego wytrawność, jeszcze chwilę w piwniczce potrzymać je możecie.

Jak podawać?

W temperaturze pokojowej (18-19°C), w kieliszkach do czerwonego wina. Otworzone na pół godziny, godzinę przed podaniem dla rozprostowania aromatu i bukietu odwdzięczy się pięknie.

Kiedy i do czego podawać?

Bordeaux to winna ikona w powszechnym mniemaniu, warto więc poczekać z jego otwarciem na stosowną okazję – choćby niedzielny obiad, a nie tak po prostu do obiadu w środku tygodnia. A że wytrawność choć mocna, nie jest w tym winie tak “barbarzyńska” jak w chianti chociażby, dlatego do kaczki czy jagnięciny nada się doskonale.

* znaczy się Francji – tak tylko uściślam, na wypadek gdybyście mieli inne skojarzenia.
** dla zaspanych podpowiadam – nazwa zaczyna się na B, jak Bordeaux.

1 komentarz:

Jakub Jurkiewicz pisze...

Też próbowałem i bardzo smakowało: http://czerwone-czy-biale.blogspot.com/2012/08/chateau-teyssier-saint-emilion-grand.html

Prześlij komentarz