środa, 23 marca 2011

Lamole: Toskania jakiej nie znacie


Kontynuując wątek włoskich rejonów z ciekawymi winami, dzisiaj region Lamole, czyli właściwie wąska i kręta droga górska (no może pagórkowa) w samym sercu Toskanii. Historię znalezienia się na tej drodze już swego czasu opisywałem – tutaj. Natomiast teraz całość informacji dotyczących Lamole na moim blogu rozrzuconych postaram się zgrabnie podsumować.

Zacznę od samego miejsca. Jeżeli Toskania kojarzy wam się z turystami, zabytkami, jeszcze większą ilością turystów i kosmicznymi cenami macie poniekąd rację. Dokładniej zaś macie ją tak długo jak ograniczymy swoje postrzeganie Toskanii do Florencji, Pizy czy Sieny. Przekładając to na realia Polskie, to tak jakbyście Kaszuby postrzegali przez pryzmat Trójmiasta. A przecież w Toskanii, podobnie jak na Kaszubach wystarczy oddalić się od centrów turystycznych aby odnaleźć ciszę, spokój i sielskie klimaty prowincji. No ale będąc na wycieczce zorganizowanej, mając dzień na zabytki i muzea Florencji, pół dnia na Sienę i dwie godziny na Krzywą Wieżę w Pizie raczej nie dane wam będzie tego dostrzec.

Dlatego warto przyjechać do Toskanii na dłużej (przynajmniej tydzień) i wybrać na bazę wypadową miejsce takie jak region Lamole. Znajduje się on o rzut kamieniem od Florencji i pół godziny rowerami od Greve in Chianti, gdzie znajdziemy Le Cantine, będącą nieoficjalnym centrum mikrokosmosu Chianti Classico. I olbrzymią  pokusą trzeba dodać, bo wystarczy wykupić kartę za kilkanaście euro i uzyskujemy dostęp do nieprzebranej ilości win. Przynajmniej tak twierdzą wszyscy którzy tam byli, znaczy się nie ja, bo wstyd się przyznać do Le Cantine jakoś jeszcze nie trafiłem. A wszystko przez to, że ostatnia z listy winnic umówionych zamiast blisko była nadspodziewanie daleko, ale o tym za chwilę.


Jednak, zanim do winnic przejdę dwa słowa o odmianie szczepu sangiovese, z której powstają wina w regionie Lamole. Otóż jest to Sangiovese grosso di Lamole, podgatunek charakteryzujący się dużymi owocami, spokrewniony z winogronami wykorzystywanymi w produkcji win Brunello di Montalcino i Nobile di Montepulciano. Jest to o tyle ciekawe, że w pozostałych regionach strefy chianti wykorzystywane są winogrona z podgatunku sangiovese piccolo.

lamole_1

Zaś co do winnic, to na drodze będącej kręgosłupem regionu Lamole napotkamy ich siedem, czy osiem, z czego za warte polecenia uważam na pewno cztery. Pierwsza to dziewięciohektarowa Castellinuzza di Paolo Coccia, wyróżniająca się klasycznymi, betonowymi zbiornikami na wino, która mieści się praktycznie budynek w budynek z winnicą Castellinuzza e Piuca. U Paolo Coccia warto spróbować Chianti Classico (szczególnie rocznik 2006), które szczegółowo opisałem tutaj. Natomiast darowałbym sobie Chianti Classico Riserva (15 euro, za tą cenę nie warto) i Toscano Rosso (5 euro, słabe). A u sąsiadów obok można przyszaleć i nabyć mocno aromatyczną i bardzo smaczną oliwę z pierwszego tłoczenia w niemałej, co tu ukrywać, cenie – 15 euro za 0,75l.

Paręnaście zakrętów dalej, lekko na uboczu trafimy na winnicę I Fabbri, dla mnie numer jeden regionu. Jej właścicielka włada biegle językiem angielskim, co znacząco może ułatwić komunikację, ale że mieszka w Greve to pamiętajcie o wcześniejszym umówieniu się na wizytę w winnicy, inaczej możecie “pocałować klamkę”. Z oferty I Fabbri nie polecam jedynie chianti Terra di Lamole (9 euro), a to przez o znacząco ciekawsze i niewiele droższe chianti I Fabbri (10 euro). Natomiast nasz apetyt na chianti stołowe ale z zębem w pełni zaspokoją podstawowe chianti z oferty, czyli Olinto (7 euro) i Lamole (6 euro). Na deser zaś warto pokusić się o I Fabbri Riserva (około 20 euro), które jest produkowane tylko w najlepszych latach i w niewielkich ilościach. Jeżeli będzie dostępne podczas waszej wizyty, brałbym w ciemno. Z tematów innych, to także tutaj znajdziecie aromatyczną i smaczną oliwę z pierwszego tłoczenia, której cena przy wyborze wersji ekonomicznej, metalowa puszka, nadal niską nie jest, ale jest do przeżycia.

lamole_2

Przedostatnia winnica na liście to Le Masse di Lamole znajdująca się na samym szczycie jednego ze wzgórz. A że podwórko winnicy jest jednocześnie końcem tego odcinka drogi, to łatwo wjechać gospodarzom prawie do salonu. Z oferty polecam tym razem nie chianti (piękne w zapachu, ale okrutnie kwaśne), lecz autorskie I Cortacci di Lamole w dwóch wersjach (7 euro każda). Jest to wino produkowane tradycyjnym systemem “governo”, czyli poprzez dodawanie suszonych winogron (naturalnego źródła cukru) do wina dojrzewającego w beczkach celem wznowienia fermentacji. A że dodatkowo pachnie botwinką, tudzież buraczkami to jest winem niewątpliwe ekscentrycznym i wartym poznania. Oprócz niego warto zaopatrzyć się w buteleczkę, lub dwie deserowego Vinsanto del Chianti Classico, gdzie słodycz jest przełamana cytrusową kwaskowatością. Wracając z Le Masse di Lamole zatrzymajcie się przy kościele na skrzyżowaniu dróg i zajdźcie do pobliskiej knajpki, z której tarasu można napawać oczy typowo toskańską panoramą. Chwila odpoczynku przyda wam się, przed dość długą drogą do winnicy numer cztery.

Winnicy, której znalezienie sprawiło mi najwięcej kłopotu. Otóż terytorialnie Lamole di Lamole jak najbardziej znajduje się tuż przy krętej drodze, którą podróżujemy. Ale siedziba handlowa tego producenta jest położona kilkadziesiąt kilometrów na południe (na mapce widoczna po jej powiększeniu), w uroczym zakątku połączonym z cywilizacją kilkusetmetrową, szutrową drogą. Z oferty na plan pierwszy wybija się Chianti Classico Riserva w rewelacyjnej cenie (12 euro). Dwa Chianti Classico Raccolto, z niebieską (10 euro) i białą etykietą (8 euro) będą dobrą propozycją dla zwolenników chianti bardzo zrównoważonych, okrągłych. Skłaniałbym się przy tym bardziej ku wersji białej, tańszej a równie dobrej co niebieska. I pamiętajcie, aby robiąc zakupy nie pominąć rewelacyjnego, a umiarkowanego w cenie (poniżej 10 euro), wina Syrah Maremma Toscana. Co prawda nie z regionu Lamole wino to pochodzi, ale grzechu wartym jest.

lamole_3

Podsumowując. Cztery winnice, cztery różne oferty win i choć chianti dominuje, każdy znajdzie coś dla siebie. A wokół bukoliczna, sielsko, anielska prowincjonalna atmosfera. Ptaszki ćwierkają, otacza nas zieleń i winnice, turystów brak. Słowem idealne miejsce na relaksujący urlop, które warto odwiedzić zanim na dobre odkryją je Anglosasi i Germanie.*

*Miejsca noclegowe najłatwiej znajdziecie kontaktując się bezpośrednio z właścicielami winnic, co jest także wskazane jeżeli będziecie chcieli te winnice odwiedzić, gdyż bez umówienia się na konkretną godzinę możecie zastać drzwi zamknięte.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz