środa, 9 marca 2011

Wino: Dyskontowe szaleństwo

chianti-z-dyskontow

[Aktualizacja - październik 2012] Od poniższej traumy trochę się w polskich dyskontowych realiach pozmieniało, niekiedy na lepsze nawet. Lidl zaryzykował i przysyła mi regularnie wina do oceny. A że wina i pacierza nie odmawiam, to te wina oceniam. Czasem jest zabawnie, czasem jest zaskakująco, czasem smutno i wracają upiory przeszłości. W każdym razie ofertę Lidla, z pominięciem półki najniższej, poznałem chcąc nie chcąc całkiem dobrze. Wszystko zaś znajdziecie w tych notkach. Z innych marketów, także odnośnie oferty Makro parę notek popełniłem

Stwierdzić, że tytułowy przypadek dopadł i mnie byłoby nadużyciem. Ale, że ostatnio w dyskusjach różnych Lidl i Biedronka co rusz są przedstawiane jako źródło przyzwoitych win, postanowiłem przekonać się co w trawie piszczy.

Aby porównanie obu dyskontów było miarodajne, zdecydowałem się na kupno w obu wina tego samego rodzaju, w cenie do 15 złotych. W końcu Lidl i Biedronka to tanie produkty, przynajmniej w teorii. Po przejrzeniu oferty obu dyskontów wybór mój padł na dwa wina typu chianti, oba klasyfikowane jako DOCG, z rocznika 2009. Biedronkowe chianti kosztowało złotych 13,99, natomiast lidlowe było o złotówkę droższe. Ale nadal o grosz poniżej założonego budżetu.

Potrzebne mi było także wino bazowe, do którego oba dyskontowe chianti mógłbym odnieść. Wybór padł na czerwone wino stołowe Dolce Via, które nabyłem czas jakiś temu w Makro w cenie złotych 35 za pięć litrów. Kiepskie, ale przydatne mi było do eksperymentów różnych (chipsy dębowe, kwas winowy i te sprawy).

Chianti z moich włoskich zapasów w cenie zbliżonej do Lidla i Biedronki też bym znalazł, ale stwierdziłem że zbyt wysoko zawiesi to poprzeczkę. Jednak porównanie paru win Chianti Classico i Chianti Rufina planuję w przyszłości niezbyt dalekiej, wtedy też będziecie mogli zestawić ich wyniki z winami dyskontowymi. Jeżeli będzie co zestawiać oczywiście.

Nie uprzedzajmy jednak faktów, czas butelki odkorkować i stawić czoła winom z dyskontów.

Przechodząc do szczegółów technicznych zacznę od wina bazowego. Ponieważ kartonik wyrzuciłem czas jakiś temu, pamiętam tylko nazwę (Dolce Via) i cenę (35zł za pięć litrów). Wzrok: jasnoczerwone, fioletowe refleksy, klarowne. Kolor średnio intensywny, lekko wodnisty na obrzeżach. Szału nie ma, ale poważniejszych wad też się nie doszukamy. Nos: owoc (wiśnia, czereśnia i cytryna) ale wadliwy, sfermentowany. Do tego odory alkoholu, co dziwi bo procentowo alkohol chyba 12,5 w tym winie nie przekraczał. Usta: kwaskowatość, goryczka, trochę owocu. Kwartami, w pierwszej dominuje goryczka, na szczęście później zanika. Kwaskowatość i owoc od drugiej kwarty do połowy trzeciej znajdziemy. A później pustka, znaczy się finisz krótki, posmak śladowy.

Następnie przyjrzyjmy się chianti z Biedronki. Zwie się ono Borgo Cipressi. Rocznik 2009, DOCG, kupaż Sangiovese z Canaiolo. Klasyka rzec by można. Wzrok: jak wyżej, może silniejsze fioletowe refleksy i lekko ciemniejsza czerwień. Nos: jakby był podobny do Dolce Via byłoby nieźle. Niestety do wadliwego aromatu (sfermentowane truskawki) dołącza wadliwy bukiet (drożdze). Alkohol na deser i docieramy do granicy wytrzymałości mojego nosa. Usta: kwaskowatość, garbniki winogron. Goryczka szczęśliwie mniejsza niż w Dolce Via, ale nadal wyczuwalna. Kwartami. Pierwsza silnie kwasowa i rozsądnie goryczkowa, druga i połowa trzeciej garbnikowa (winogrona) z kwaskowatością w tle, a dalej nicość. Z chianti wino o nazwie Borgo Cipressi niewiele ma wspólnego, niestety.

Na koniec zaś chianti z Lidla. O złotówkę droższe, czyli liczę na wyższą jakość. Wino zaś zwie się Corte Alle Mura. Rocznik 2009, DOCG, danych o kupażu brak. Czyżby 100% Sangiovese? Wzrok: to samo co w pozostałych dwóch. Nos: masakra. Na start sfermentowane truskawki i drożdże, a po chwili kocie rzygi. Tego nie da się zdzierżyć. Usta: aż strach próbować, ale będę twardy. Silna goryczka, bardzo silna. W tle kwaskowatość i średnie minus garbniki winogron. Kwart nawet mi się nie chce komentować.

Podsumowując. Jest dużo prawdy w powiedzeniu, że każdy człowiek ma jakiś pomysł, którego nie powinien realizować. A nawet parę pomysłów. Pokuszenie się o ocenę win z dyskontów, można właśnie w takich kategoriach rozpatrywać . Ujmując to bardziej merytorycznie. Z całej litanii problemów, które w tych winach znalazłem skupiłbym się na dwóch.

Pierwszy dotyczy wadliwego aromatu i bukietu. Sfermentowane owoce, drożdże, alkohol i inne, których nawet nie chcę pamiętać czynią te wina, winami prawie nie do wypicia. Jeżeli już chcecie ryzykować to wstawcie je najpierw na pół dnia do lodówki. O wyczuciu jakiegokolwiek typowego dla chianti aromatu lub bukietu można zapomnieć. Nos odmawia posłuszeństwa.

Drugi to odzwierciedlenie przez oba wina charakteru win typu chianti. Chianti z Biedronki w najlepszym przypadku jest zbliżone do win typu Bardolino Classico. Chianti z Lidla jest tak złe, że porównywanie go z jakimkolwiek typem wina wydaje mi się nie na miejscu. Fakt że oba według etykietek spełniają normy klasyfikacji DOCG dla regionu chianti mówi bardzo dużo o wartości tego skrótu. I niestety nie jest to przekaz pozytywny.

Biorąc wszystko co napisałem pod uwagę, była to moja ostatnia przygoda z winami z dyskontów. Nie neguję, że czasem zdarzy się tam w ofercie wino tanie, ale przyzwoite jakościowo. Jednak nie widzę sensu brania udziału w tej loterii, jeśli za dwadzieścia pięć, trzydzieści, czy trzydzieści pięć złotych można już w Polsce kupić wino bez ryzyka trafienia na zlewki ze zbiornika. Jest to oczywiście dwa razy drożej niż w dyskoncie. Ale stojąc przed wyborem, czy pić dobre wino ale rzadziej, czy kiepskie ale częściej zawsze wybiorę opcję numer jeden.

P.S.

Dla zainteresowanych szczegółową oceną z punktacją i zdjęciami “języków winnych”, plik do pobrania tutaj.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz