wtorek, 15 marca 2011

Wino: Australijski Włoch

wino_australijskie

Po traumach dyskontowych czas powrócić do normalnego programu i win bardziej przewidywalnych. Tym razem zaspokoję swoje italofilskie zapędy oceniając wino, które choć australijskim jest, to przez połączenie dwóch szczepów włoskich stworzone zostało. Bo przecież Dolcetto to owocowy, kwaskowaty, orzeźwiający szczep z Piemontu. Natomiast Lagrein to intensywny w zapachu i kolorze szczep z Górnej Adygi, który zwrócił moją uwagę podczas pewnej degustacji. Wtedy co prawda wino go reprezentujące wadliwym się okazało, ale potencjał mimo wad dostrzegalnym był. Tym samym kiedy dostrzegłem w Makro za złotych pięćdziesiąt bez grosza jednego wino z dobrze mi znanego regionu australijskiego Langhorne Creek pochodzące, będące kupażem obu szczepów powyższych, długo się nad kupnem nie zastanawiałem.

Przechodząc do szczegółów technicznych. Wino australijskie, od producenta Heartland z regionu Langhorne Creek. Ale jak wspomniałem kupaż zupełnie nieaustralijski, czyli piemonckie Dolcetto (55%) i Lagrein (45%) z Górnej Adygi. Alkoholu sporo, bo procent 14,5. Rocznik 2007. Wzrok: tak głębokiego, prawie smolistego koloru nie widziałem już dawno. Zresztą nawet światło lampy błyskowej nie potrafiło się przebić przez kombinację wina i ciemnej butelki. Wygląd także na plus. Błyszczące, krystaliczne wino. Należy jedynie pamiętać o wcześniejszej dekantacji, bo na dnie trochę osadu się znajdzie. Nos: gęsty i słodki, intensywny aromat (dżem z owoców leśnych, czarna porzeczka) przełamany pikantnością (przyprawy korzenne). Bukiet dobrze wyczuwalny dymno-drewniany (czuć dwanaście miesięcy w świeżych beczkach z dębu francuskiego). Usta: orzeźwiająco kwaskowate, ze zrównoważonymi garbnikami winogron i dębu. Ciekawy kontrapunkt do dymnego, gęstego nosa. Patrząc kwartami, pierwsza kwaskowata, pod koniec wyczuwalne garbniki. Druga, to nabierające siły garbniki i owoc (owoce leśne). Pod jej koniec słabnie kwaskowatość. Trzecia i czwarta to długi, owocowo-garbnikowy finisz. Całościowo wino w ustach sprawia wrażenie dość lekkiego, orzeźwiającego, ale nie wodnistego bynajmniej. Rozwinięcie oceny, wraz z punktacją – tutaj.

Podsumowując. Aromat gęsty, intensywny, słodko-korzenny, prawie że perfumowany. Bukiet elegancki dymno-drewniany. Czyli początek typowy dla australijskich win, których winogrona mają czas aby nabrzmieć słońcem i słodyczą pod bezchmurnym, słonecznym niebem, w upalne, długie lato. Ale zamiast ciężkiego, dostojnego ciągu dalszego mamy orzeźwiające smakowo, wręcz lekkie wino, dobrze równoważące kwasowość, garbniki i owoc. Intrygujące to połączenie, które zostawiło u mnie jak najlepsze wspomnienia. Słowem australijski Włoch dał radę.

Jak podawać?

W temperaturze pokojowej (18-19ºC), w kieliszkach do czerwonego wina. Przed podaniem pamiętajmy, że należy to wino zdekantować, czyli delikatnie otworzyć butelkę, która odstała w spokoju czas jakiś i przelać jej zawartość do karafki, kończąc przelewanie kiedy osad dotrze do szyjki butelki. Stracimy może pół kieliszka wina, ale zyskamy klarowność i blask.

Kiedy i do czego podawać?

Zrównoważona wytrawność, orzeźwiająca kwaskowatość, solidna owocowość. Dodajmy do tego intensywny i bogaty zapach, a otrzymamy wino bardzo uniwersalne. Wino nadające się zarówno do picia zaledwie z drobnymi przekąskami, jak i do eleganckiego obiadu. Na pewno jednak nie warto go marnować, to ciężkich, smażonych, bardzo aromatycznych potraw. Lepiej sprawdzi się do dań delikatniejszych, “wyszukanych” można by rzec. Czyli w sytuacji, kiedy zarówno aromaty i smaki potraw, jak i wina będą dostrzegalne i będą się wzajemnie uzupełniać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz