czwartek, 3 marca 2011

Wino: Nebbiolo i barbarzyńcy

 barbaresco

Dziś na blogu ostatni gatunek mglistych piemonckich, czyli barbaresco. Pomimo iście barbarzyńskiej nazwy jest to wino łagodniejsze niż barolo. Trzymając się monarchistycznej terminologii z poprzedniej notki można powiedzieć, że jeśli barolo jest królem win, to barbaresco uznaje się za królową.

Druga kwestia, która może być myląca przy barbaresco to piemonckie wina ze szczepu barbera. Otóż nie znajdziemy tu innego pokrewieństwa niż nazwa. Natomiast możemy odnaleźć sporo przeciwieństw. Winogrona barbera są słabo garbnikowe, kwaskowate i mają ciemny, rubinowy kolor. Natomiast wino barbaresco jest wytwarzane w 100% z gron nebbiolo, które są silnie garbnikowe, umiarkowanie kwaskowate i nie grzeszą nadmierną ilością pigmentu, a kolorystycznie wpadają w ceglastą czerwień.

Wystarczy tych zawiłości, czas na ocenę dzisiejszej bohaterki, domniemanej królowej win.

Przechodząc do szczegółów technicznych. Czerwone wino włoskie, piemonckie barbaresco Gaia Principe z winnicy Prinsi. Rocznik 2005, alkoholu 13,5% a nebbiolo, jakże by inaczej, 100%. Dla spełnienia wymogu DOCG, miesięcy trzydzieści w beczkach z dębu slawońskiego spędziło. Wzrok: jak już wspominałem nebbiolo ilością pigmentu nie grzeszy. W pełnym słońcu to barbaresco wyglądało jak krystaliczne, klarowne średnio czerwone wino, zupełnie inne niż oceniane notkę wcześniej nebbiolo. No ale tamto degustowałem przy zachmurzonym, stalowoszarym lutowym niebie. Dopiero zdjęcie języka wina, które znajdziecie tutaj, pokazało że kolorystycznie barbaresco Gaia Principe i nebbiolo Mirine są praktycznie identyczne. Czyli i w tym przypadku mamy ceglastoczerwone wino o intensywnym, równomiernym kolorze z pomarańczowymi refleksami. W przeciwieństwie do wspomnianego nebbiolo, tutaj osadu nie stwierdzono, tym samym dekantacja nie była potrzebna. Nos: aromat typowy (wiśnia). Zauważalny, jednak zbyt lekki i prosty jak na wino ekstraklasowe według mnie. Bukiet natomiast odpowiedni, choć także prosty (wanilia, dąb). Usta: garbniki bardzo silne, ale też zachowana należyta równowaga między garbnikami z winogron i dębu pochodzącymi. Owocu (wiśnia) znów zbyt mało jak na ekstraklasę. Kwaskowatość natomiast, podobnie jak garbniki w punkt. W dotyku szorstka wytrawność. Pierwsza kwarta: zaczyna się narastającą kwaskowatością i garbnikami. Druga kwarta: kwaskowatość ustabilizowana, garbniki winogron i dębu (przyjemnie ściągające policzki) rządzą i dzielą. W tle o swoje pięć minut walczy owoc, nieśmiało niestety. Trzecia kwarta: garbniki i kwaskowatość bez zmian, owoc z wolna zanika. Czwarta kwarta: kończy się kwaskowatość, a garbniki (wytrawność) trwa, trwa i trwa jeszcze chwilę. Rozwinięcie oceny wraz z punktacją – tutaj.

Podsumowując. Barbaresco Gaia Principe jest przykładem nienagannej techniki winiarskiej. Garbników dębu znajdziemy w nim tyle ile trzeba by zrównoważyć silnie garbnikowe winogrona, odorów niechcianych nawet z lupą się nie doszukamy. Niestety minusem w tym przypadku są winogrona, z których Gaia Principe powstała, stanowiące przecież esencję każdego wina. Słabo owocowe, bez charakterystycznych dla nebbiolo przyprawowo-korzennych aromatów nie miały wiele do zaoferowania i zubożyły aromat, a także profil smakowy. Tym samym barbaresco Gaia Principe choć nienaganne technicznie wypada słabiej od prawie dwukrotnie tańszego nebbiolo Mirine z tego samego rocznika. Widać rok 2005 dla winnicy Prinsi nadzwyczajnym nie był. Cóż, zostaje butelkę dokończyć i ruszyć dalej.

P.S.
Na drugi dzień owoc trochę ożył, ale nadal bez rewelacji.

Jak podawać?

W temperaturze pokojowej (18-19ºC), w kieliszkach do czerwonego wina. Ponieważ pięć lat w butelce to już chwila jest, a owoc nieśmiały dajmy temu barbaresco tak ze cztery godziny w karafce na rozprostowanie aromatu i bukietu.

Kiedy i do czego podawać?

Esencja wytrawności, elegancki bukiet. Dlatego nadaje się do solidnego (czyt. mięsnego) posiłku. Celujmy jednak w dania bardziej aromatyczne, aby zwiewność aromatu wina zamaskować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz