czwartek, 21 kwietnia 2011

Wino: Barbara, nie barbarzyńca

wino włoskie

Piemoncie nadchodzę chciałoby się wykrzyknąć, ale najpierw jeszcze Bawaria po drodze będzie. Jednak przed wyjazdem chciałbym zakończyć przygotowanie kondycyjne do mekki włoskiego winiarstwa odwiedzin, wyczerpując listę win piemonckich, które do oceny zostały. Zatem przedstawiam dziś wino ze szczepu barbera, którego w żadnym przypadku z winem barbaresco (ze szczepu nebbiolo żeby było prościej) mylić nie należy.

Barbery bowiem tradycyjnie bywały winami o rachitycznym, wodnistym kolorze owocu i wysokiej, szorstkiej kwaskowatości. Dodajmy do tego fakty, że winogrona barbera garbników winu praktycznie nie oddają i bliżej nam do win białych i kiepskich niż czerwonych i dobrych. Ale piemonccy winiarze w miejscu nie stoją i od czasu do czasu któryś za wyburzanie starych, zakurzonych, nadgryzionych przez korniki i pokrytych pleśnią bynajmniej nieszlachetną zbiorników sie zabiera. A wtedy tradycyjne wina potrafią wystąpić w nowych odsłonach, odkrywających nieznane ich atuty. Tak i zdarzyło się w przypadku barber, które w wersji modernistycznej znacznie apetyczniejszym kąskiem, niż ich przodkowie są. Zobaczmy zatem, do której grupy należy wino dzisiejsze.


Przechodząc do szczegółów technicznych. Czerwone wino włoskie Barbera d’Alba z winnicy Boasso. Rocznik 2007, alkoholu 14%, w dużych beczkach dębowych (2000-2500 litrów) spędziło dwanaście miesięcy. Wzrok: błyszczące, w kolorze od średnio do ciemnoczerwonego. Kolor równomierny i intensywny, wino nie jest krystalicznie klarowne, ale wygląda to na naturalną gęstość, nie oznakę problemów. Nos: wyraźny i charakterystyczny aromat, jak i bukiet. W aromacie dominują czerwone owoce (wiśnie, porzeczki). Bukiet jest natomiast zbudowany na mokrym drewnie i odorach stajennych. Przy czym oba te elementy występują w ilościach umiarkowanych, jedynie podkreślających aromat, a nie go dominujących. Czyli na plus. Usta: szczep barbera garbników praktycznie winu nie oddaje, co tutaj widać doskonale. Garbniki winogron występują bowiem w ilości minimalnej. Wyraźniejsze, choć dalekie od dominacji są garbniki dębiny. Rządzi owocowość przełamana kwaskowatością, prawie jak w wytrawnym białym winie. Kwartami. Pierwsza to niska kwaskowatość i rosnący owoc. W drugiej średnia kwaskowatość i owoc konkurują ze sobą, garbniki dębu się ujawniają, winogronowych praktycznie brak. W trzeciej kwaskowatość i owoc utrzymują poziom średni, dobrze wyczuwalny staje się bukiet drewniano-stajenny. Czwarta to powolne wygaszanie całości. W dotyku wino jest pluszowe, finisz oceniłbym jako długi z owocowym posmakiem, podkreślonym palonym drewnem. Ocena szczegółowa z punktacją – tutaj.

Podsumowując. Barbera d’Alba z Boasso to barbera typu nowoczesnego. Intensywna w kolorze ale także w owocu, nienachalnie kwaskowata, wzbogacona i urozmaicona garbnikami dębiny i trzymanym w ryzach elementem B., czyli stajnią. A że cała ta ekwilibrystyka została wykonana bardzo starannie, dając wino łatwe, ale nieoczywiste, to aż chce się tą barberę pić. Według mnie świetny przykład na to, że bycie nowoczesnym nie zawsze jest złe.

Jak podawać?

W temperaturze pokojowej (18-19 stopni Celsjusza), w kieliszkach do czerwonego wina. Można dać jej chwilę odetchnąć przed podaniem, ale nie jest to konieczne.

Kiedy i do czego podawać?

Z uwagi na dwoistą, biało-czerwoną naturę świetnie wpasuje się w kulinarne eksperymenty. Czyli podana z owocami morza, np. na pikniku choć co poniektórych zdziwi, to też urzeknie kiedy spróbują. Oprócz tego standard, czyli pierwsze dania, makarony, itp. Do sączenia przy nastroju kontemplacyjnym raczej nie. To nie jest ciężkie, filozoficzne wino.

P.S.
Ponieważ na urlopie dostęp do Internetu mogę mieć niezbyt często, dlatego włączam moderację komentarzy, żeby po przyjeździe śmietnika nie zastać. W związku z tym komentujących o wyrozumiałość proszę.

P.P.S
A jak plany urlopowo-winne wypalą, to w przyszłych miesiącach na blogu będzie się działo. Ale na razie, może już się zamknę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz