piątek, 27 maja 2011

Wino: M jak Makro

dpd

O dostarczeniu przesyłki ze zdjęcia, a dokładniej kunszcie i kreatywności firmy DPD już było – tutaj. Czas zająć się przesyłki zawartością, czyli winami. Zacznę od wyjaśnienia skąd się sama przesyłka wzięła.

Uczestnicząc miesiąc temu w Warsztatach Kulinarnych Makro dla Blogerów dostałem propozycję oceny paru win z oferty Makro Cash and Carry. Ponieważ wina i pacierza z reguły nie odmawiam, zgodziłem się, a jakże. Ustaliliśmy przy tym, że choć Makro wina do oceny sponsoruje, to na treść samej oceny wpływu nie ma. Przesyłka win pięciu dotarła jakieś trzy tygodnie później, po moim z Piemontu powrocie. I tym samym dziś na blogu publikuję pierwszą notkę oceniającą wina, których sam nie kupiłem, tudzież w prezencie nie dostałem. Ale choć wina są sponsorowane, to ocena równie krytyczna jak zwykle będzie.

Przechodząc do win. Zacznę z regułami sztuki zgodnie, od dwóch win białych. Francuskiego Kiwi Cuvee i nowozelandzkiego Cloudy Cape. Natępnie będą dwa czerwone wina ze szczepu malbec – francuski Rigal The Original Malbec i argentyńska Elsa Bianchi. Serię zakończy degustacja francuskiego wina Domaine des Coccinelles, jedynaka w swojej kategorii, gdyż z jego towarzysza za sprawą DPD tylko tulipan szklany został.


dwa_sauvignon_blanc

Seria pierwsza, białe wina ze szczepu sauvignon blanc. Wino numer jeden - francuskie Kiwi Cuvee z doliny Loary, rocznik 2009, alkoholu 12%. Nazwą bezpośrednio nawiązuje do ojczyzny najlepszych według mnie win ze szczepu sauvignon blanc, czyli Nowej Zelandii. Zresztą z powodu nazwy na antypodach towarem zakazanym wino to jest. Zobaczmy zatem, czy profil smakowy nazwie sprostać potrafi. Wzrok: błyszczące, przezroczyste, praktycznie bezbarwne. Delikatne jasnożółte refleksy, brak śladów utlenienia. Poprawnie zatem. Nos: aromat przyjemny, owocowy i słodki (agrest) podszyty nutami zielnymi (trawa). Brakuje mi tu jednak zaczepności, pikantności, z którą kojarzę sauvignon blanc. Bukietu nie stwierdzono. Usta: jeśli wino jest schłodzone to jest kwaskowatość (cytryna), jest owocowa słodycz (melon). Niestety wzrost temperatury ten profil zaburza pozostawiając prosty supermarketowy smak. Zatem schłodzenie wymagane. Kwartami. Pierwsza to kwaskowatość dochodząca do średniej minus. W drugiej kwaskowatość jeszcze trochę się wzmacnia, pojawia się wyczuwalny owoc, średnio intensywny. Trzecia utrzymuje stan drugiej, trochę mocniej zaznacza owoc. W czwartej kwaskowatość i owoc powoli zanika. Finisz dość długi, posmak kwaskowaty i wreszcie lekko pieprzny.

Wino numer dwa – nowozelandzkie Cloudy Cape z Marlborough. Wino to jednak jest rozlewane w Niemczech, co może budzić pewne obawy. Rocznik 2010, alkoholu 13%. Wzrok: jak wyżej, poprawnie. Nos: jest pieprzność, zaczepność, jest i owoc (agrest, czerwona porzeczka). Jest dobrze. Bukiet słaby, ale wyczuwalny, mineralny (krzemień). Usta: bardziej odporne na zmiany temperatury, skupione na mineralności i nutach zielnych (trawa). Lekko pieprzne, wystarczająco kwaskowate (cytryna). Owoc słaby. Kwartami: Pierwsza jak wyżej, w drugiej pojawia się słaby owoc i pieprzność/mineralność. Trzecia jak druga, w czwartej szybkie wygaszanie całości profilu smakowego. Finisz średni długością, posmak kwaskowaty, pieprzny.

Podsumowując serię pierwszą. Niemiecki Nowozelandczyk Cloudy Cape wygrywa ciekawszym, bardziej zaczepnym nosem i odpornością na wahania temperatury. Kiwi Cuvee ma przyjemną owocową naturę, ale zbyt słodką według mnie jak na sauvignon blanc. Brak tutaj przełamującej słodycz pikantności. Brak niepożądanych odorów w obu winach na plus, falująca natura profilu smakowego na minus. Słowem proste, ale solidne wina stołowe, do obiadu w tygodniu albo schłodzone na weekendowy, słoneczny poranek na tarasie. Szczegółowa ocena techniczna obu win – tutaj, także do pobrania jako plik pdf.

dwa_malbec

Seria druga, czerwone wina ze szczepu malbec. Wino numer jeden – francuskie Rigal The Original Malbec z regionu Saint Èmilion. Rocznik 2009, alkoholu 13%, krótki kontakt z dębiną, a właściwie dębowym wyłożeniem stalowych zbiorników. Wzrok: błyszczące, ciemne. Kolor intensywny, równomierny, ciemnopurpurowy. Klarowne. Nos: styl europejski, wymaga odrobiny skupienia i dobrego napowietrzenia wina – najlepiej przelać do karafki tuż przed podaniem. Aromat typowy, młody, ale bez niepożądanych odorów, owocowy (dominująca wiśnia, czarna porzeczka, słaba śliwka). Bukiet wyczuwalny (ziemia, słaba wanilia – pochodna dębowej okleiny). Usta: równowaga między kwaskowatością, a dobrze wyczuwalnymi garbnikami winogron. Garbniki dębu jako dalekie tło. Kwartami: pierwsza to wzrost kwaskowatości do poziomu średniego plus. W drugiej kwaskowatość utrzymuje się na poziomie średnim, dochodzą garbniki winogron (średni plus) i owoc (słaby). W trzeciej i czwartej dominują garbniki winogron, owoc zanika po trzeciej. Finisz dość długi, posmak wytrawny.

Wino numer dwa – argentyńskie Elsa Bianchi z regionu Mendoza. Rocznik także 2009, alkoholu sporo bo 14,5%. Wzrok: jak wyżej, przy czym w kolorze dominuje nie purpura, a czerwień. Nos: typowy Nowy Świat, czyli wszystko podane intensywnie i od razu. Aromat owocowy (jeżyna, śliwka). Słodki, gęsty ale zrównoważony, bez popadania w nadmierną dżemowość. Bukiet zbudowany na intensywniejszym i dłuższym niż u poprzednika kontakcie z dębiną (wanilia, kokos). Czyli dąb amerykański, ale dobrze wkomponowany, nie zagłuszający aromatu. Z uwagi na wysoki woltaż warto o właściwą temperaturę podawania zadbać. Usta: lekka kwaskowatość, wyraźne garbniki winogron i dębiny, dobrze zarysowany owoc (wiśnia). Wyczuwalna, ale nie dominująca dębina (nuty kokosowe). Kwartami: pierwsza to wzrost kwaskowatości do poziomu średniego minus. W drugiej pojawiają się garbniki winogron (średnie plus) i dębu (średnie), a także owoc (średni plus) i są wyczuwalne do końca trzeciej. W kwarcie czwartej pozostają jedynie garbniki winogron. Finisz długi, posmak wytrawno-owocowy.

Podsumowując drugą serię. Dwa różne regiony i światy winne, dwa różne style. Rigal The Original Malbec stara się być typowym europejczykiem, winem odsłaniającym swoje atuty powoli. Jest wierny winogronu, z którego powstał ale miejscami zbyt ulotny, gubiący swoją naturę. Elsa Bianchi to natomiast wino nowoczesne, techniczne ma się wrażenie momentami. Ale zarzucić mu ciężko cokolwiek, no może woltaż, który szybkie zmęczenie materiału spowodować może. Poza tym jest umiar w dębinie, jest owocowość, równowaga garbników i kwaskowatości. Polubić je łatwo, zapamiętać trudniej. Zatem smak lokalny kontra smak międzynarodowy. Wybór należy do was, ale oba reprezentują przyzwoity poziom, rodzinie można podać bez wstydu. Szczegółowa ocen techniczna obu win – tutaj.

domaine_des_coccinelles

Seria trzecia – francuski jedynak. Domaine des Coccinelles z apelacji Côtes du Rhône. Rocznik 2007, alkoholu sporo bo 14%. Kupaż winogron typowych dla regionu, czyli grenache, syrah, cinsault, mourvèdre. Wzrok: w wyglądzie błyszczące i klarowne. Równomierny kolor, wpadający w pupurę. Nos: zaraz po odkorkowaniu aromat był intensywny, owocowy (owoce leśne), wręcz dżemowy. Po minutach dziesięciu pozostał aromat delikatny, wręcz rachityczny, owocowy (truskawki) z lekką domieszką odorów stajennych. Usta: wyraźnie kwaskowate, ale w granicach rozsądku. Garbniki winogron średnie plus, dobrze wyczuwalne. Całość psuje goryczka utrzymująca się przez cały czas i bardzo słaby owoc. Kwartami: pierwsza to szybki wzrost kwaskowatości i goryczki. W drugiej do głosu dochodzą garbniki winogron i utrzymują się do połowy czwartej. Finisz średni, posmak wytrawny. Wyczuwalna wodnistość w dotyku. Szczegółowa ocena techniczna wina Domaine des Coccinelles – tutaj.

Podsumowując serię trzecią. Kevin Zraly uważa, że wina z apelacji Côtes du Rhône, czyli najniższej półki cenowej doliny Rodanu należy pić do trzech lat od wyprodukowania. Domaine des Coccinelles to potwierdza. Błysk aromatu tuż po odkorkowaniu pokazuje, czym to wino było. Natomiast później dostajemy ni mniej, ni więcej tylko zmęczone życiem wino, będące zaledwie cieniem samego siebie. Słowem, polecić nie sposób.

Kończąc. Pięć win, pięć różnych styli. Dwa przyzwoite stołowe wina białe, ze wskazaniem na Nowy Świat. Dwa aspirujące do bycia czymś więcej niż tylko winami stołowymi czerwone malbeki, także ze wskazaniem na Nowy Świat. I jedno zmęczone życiem czerwone z doliny Rodanu. W sumie bilans dodatni. Nieźle biorąc pod uwagę, że to wina za stosunkowo małe pieniądze, do 30 złotych polskich.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz