poniedziałek, 30 maja 2011

Vinum 2011: Instrukcja obsługi kieliszka

vinum_tytulowy

Sprawa jest prosta. Wchodzicie do Palazzo Mostre e Congressi w Albie, podchodzicie do kontuaru na prawo, płacicie dwanaście euro. Świat wielkich win piemonckich staje przed wami otworem. Oczywiście jeśli we właściwym czasie znajdziecie się we właściwym miejscu. Mnie się to udało, ale po kolei.

Planując pobyt w Piemoncie miałem problem z istną klęską urodzaju winnic. Po zawężeniu listy winnic do oferujących degustację za darmochę, dla samego Barolo i okolic zostało mi ich kilkanaście. Podobnie sprawa się miała z Barbaresco. A przecież to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Co z producentami win ze szczepów dolcetto czy barbera? O słodkich muskatach czy deserowym passito nie wspominając. Zapowiadały się dni spędzone w samochodzie, pomiędzy kolejnymi winnicami. Nie żebym narzekał, ale moja lepsza połowa mogłaby mieć tu zdanie zgoła odmienne. Szczególnie, że kiedy degustuje ktoś, to wypadałoby by kierował ktoś inny. Bo samochód i alkohol się nie komponują według mnie.

Pewnym rozwiązaniem powyższych problemów było odkrycie, że wiele z tych winnic leży o rzut kamieniem od siebie. Zatem baza wypadowa w Barolo, Barbaresco, czy Dogliani rozwiązywałaby problem transportu. Wtedy można by chodzić od kantyny do kantyny i degustować. Ale nadal – jak to ogarnąć? Jak wybrać te właściwe? Pozostawało zdać się na łut szczęścia i zawierzyć recenzjom znajomych. Bo listy najlepszych i najdroższych są tożsame, co do zawartości i bycia poza zasięgiem. Rozsądku, tudzież portfela. W dowolnej kolejności.

Ale kiedy lista powstała, noclegi już prawie zabukowane zostały, w odmętach sieci Internetem zwanej błysnęło światełko, nie będąc przy tym nadjeżdżającym pociągiem. Kosmicznie niezrozumiałym zbiegiem okoliczności, potocznie fuksem zwanym, dwa pierwsze dni mojego pobytu w Piemoncie okazały się dwoma dniami ostatnimi lokalnej imprezy winiarskiej - Vinum 2011. W kąt poszły cyzelowane tygodniami listy kantyn, telefony rozdzwoniły się w innych pensjonatach, winny Piemont w pigułce czekał.


vinum_kieliszek 

Dokładniej mówiąc, czekał aż wysupłam dwanaście euro. Kiedy już to zrobiłem otrzymałem zestaw małego winomaniaka, czyli zieloną torebkę płócienną, do zawieszenia na szyi, kieliszek do tej torby pasujący i kupon na degustacji dziesięć. Spostrzegawczy, w tym miejscu zakrzyknąć powinni – dlaczegoż tylko cztery odhaczone zostały?! Ano dlatego, że w Italii rzeczy nigdy nie dzieją się podług reguł, raczej wokół nich meandrują. Już tłumaczę.

Po pierwsze, stwierdzić że do degustacji dziesięciu kupon taki upoważnia, to uprościć rzecz całą brutalnie. Vinum 2011 w Albie, w dwóch miejscach się odbywało. Palazzo Mostre e Congressi gościło stoiska zbiorcze, oferujące w jednym miejscu wina określonych gatunków, ale wielu producentów. I tak osobno białe wina były, osobno czerwone pośledniejsze sławą, osobno zaś gwiazdy, czyli barolo i barbaresco. Do degustacji na tych stoiskach pola różowe w liczbie sześciu uprawniały, przy czym jednego barolo, lub barbaresco kieliszek od razu dwa pola kasował. Cortile della Maddalena gościło zaś winiarzy, swoje wina prezentujących. Dla nich zaledwie pola cztery przeznaczone były.

Smutni panowie i panie w Palazzo skrupulatnie odhaczania przestrzegali. Dowodem tego kupon powyższy, ślady po jednym barolo z przełomu wieków i barbaresco z ubiegłej dekady noszący. Natomiast winiarzom w Cortile torba zielona na piersi wystarczała, kupon do skasowania podetknięty niczym intruza traktowali. Dowodem tego kieliszek powyższy, symbolicznie pęknięty. Po siedemdziesiątym którymś winie skosztowanym kieliszek się poddał i dnia następnego z nowym wrócić musiałem. Żeby nie było, spluwaczki były i się z nich korzystało, inaczej po prostu nie sposób. Choć wzrok niektórych winiarzy był na tyle wymowny, że kieliszek się na sąsiednim stoisku opróżniało, co by do rękoczynów nie doszło.

Zatem jeśli o win piemonckich i ich twórców poznanie szło bezpośrednie, to Cortile miejscem właściwym były. Przy trzydziestu paru stoiskach, zamienieniu paru słów z każdym winiarzem, lub winiarką?, ferii aromatów i smaków, czas płynął tam niespiesznie. I choć w rzeczywistości kwadranse, godziny przemknęły, to mi się wydawało że zaledwie chwilę tam byłem. Ale patrząc na win kilkadziesiąt z kilkuset wybranych i kupionych, dzięki notatkom po drodze robionym, to dużo się skosztowało i dużo sie przegadało. A i na blogu w miesiącach kolejnych o czym pisać, co oceniać, nad czym się natrząsać będzie.

W Palazzo zaś warto było zjawić się z powodów zgoła odmiennych. Po pierwsze by zobaczyć i doświadczyć wystaw okolic winnej tematyki się tyczących: winiarzy piemonckich szaleństwa architektoniczne, etykiet winnych historię, multimedialne w muskacie zanurzenie. Po drugie ważniejsze i ciekawsze według mnie, by w degustacjach przez piemonckich sommelierów prowadzonych wziąć udział. Były one okazją aby dowiedzieć się jak według specjalistów miejscowych wino smakować powinno, co jest dobre, co naturalne, a co herezją. Ale o tym w notce drugiej Vinum 2011 poświęconej napiszę.

vinum_kartony

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz