wtorek, 31 maja 2011

1 / 100 / 1000

wino_acerone

Minął rok, licznik notek dobił do stu, a ilość miesięcznych odwiedzin przebiła tysiąc. Za zdrowie czytających, a także własne, a co, autor pozwoli sobie wypić supertoskana. Leżał już chwilę w chłodziarce, kusił niemiłosiernie, czas zobaczyć ile jest wart. Zatem nie przedłużając przejdźmy do oceny.

Szczegóły techniczne. Czerwone wino włoskie Acerone z winnicy V. Innocenti, rocznik 2003. Powstaje w 100% z winogron szczepu sangiovese. Ale choć z Toskanii pochodzi, to bynajmniej nie jest oznaczone dumnym skrótem D.O.C.G. i namaszczone marką Chianti. Wprost przeciwnie, etykietka klasyfikuje je jako Rosso di Toscana, I.G.T., czyli można by rzec, na równi z czerwonymi stołowymi. Ale producent zapewnia, że wino to powstaje tylko z najlepszych roczników, leżakuje trzy lata w beczkach i nadaje się do długiego przechowywania w piwniczce. O co zatem chodzi?


Otóż mamy do czynienia z tak zwanym supertoskanem, jak wspomniałem na wstępie. Terminem tym określa się nowoczesne wariacje na temat wytwarzania win ze szczepu sangiovese w Toskanii, nie mieszczące się w ramach zasad obowiązujących w tradycyjnych apelacjach takich jak wszelkie Chianti, Nobile di Montepulciano, czy Brunello di Montalcino. Możemy mieć zatem supertoskany, gdzie sangiovese wzbogacono cabernetem, czy merlotem. Albo jak w przypadku Acerone, supertoskany, gdzie poza schemat wychodzi proces winifikacji i późniejszego dojrzewania wina. Pamiętajcie jednak o jednym. Nazwa supertoskan to produkt sprawnego copywritera. Bo wbrew politycznej poprawności muszę stwierdzić, że bycie innym, nie zawsze jest tożsame z byciem super. Czasem wręcz odwrotnie.

A wracając do wina. Rocznik 2003, alkoholu sporo bo 14,5%. Wzrok: błyszczące i klarowne. Kolor średnioczerwony do ciemnoczerwonego, dojrzały z pomarańczowymi i miedzianymi refleksami. Kolor równomierny, bez wodnistości. Nos: w aromacie owoce (truskawka, śliwka) uzupełnione o nuty kwiatowe (fiołki) i korzenne (cynamon). Wyrazistemu aromatowi, towarzyszy równie zdecydowany bukiet. Tutaj mamy nuty drewna, dymu i lekkiej stajni w tle. Razem aromat i bukiet przywodzą na myśl z jednej strony świąteczny kompot z suszonych owoców, z drugiej budują obraz tych małych, pokrytych pajęczynami, poczerniałych beczułek, w których dojrzewało Acerone. Fascynujące. Usta: profilaktycznie dałem Acerone cztery godziny, by odetchnęło pełną piersią, ale uderzenia garbników podszytych kwaskowatością to nie osłabiło, ani o jotę. Jednak, choć garbniki winogron dominują, to owoc (śliwka, w zasadzie wędzona śliwka) swoje miejsce wywalczyć potrafi, a dąb elegancko uzupełnia paletę. Kwartami: pierwsza to kwaskowatość i garbniki winogron na dopalaczu, paraliżujące wręcz usta. W drugiej sytuacja się uspokaja. Pojawiają się słabe garbniki dębu i średni owoc. Trzecia kwarta to dalsze wzmocnienie dębiny i owocu, przy garbnikach winogron na poziomie średnim. Pod koniec czwartej kwarty całość zaczyna wygasać, ale finisz trwa jeszcze i trwa dłuższą chwilę. Posmak jest ekstremalnie wytrawny, dosłownie wysusza gardło, ale też intryguje nutą suszonych owoców. Ocena techniczna z punktacją – tutaj (do pobrania jako pdf).

Podsumowując. Odnośnie jednego w stosunku do Acerone jestem pewien – jest to wino prawdziwe. I na tym mógłbym skończyć, ale to by w moim stylu nie było. Bo przecież jak nie wspomnieć raz jeszcze palety aromatycznej Acerone, tak polskiej jak się tylko da, na suszonych, wędzonych owocach zbudowanej. Jak nie poprzeżywać raz jeszcze tego garbnikowego ciosu, tak barbarzyńsko niezrównoważonego, ale tutaj pasującego jak ulał. Jak nie podzielić się wrażeniem degustacji towarzyszącym, że nie z kieliszka wino się piło, ale wprost z tej niepozornej, sczerniałej beczułki z zupełnie innej rzeczywistości pochodzącej, niż błyszczące stalowe kadzie, dębową okładziną wykładane. No jak? Po prostu się nie da i już.

Jak podawać?

W temperaturze pokojowej, co w tym przypadku oznacza 20 stopni Celsjusza. Podane chłodniejsze, nie otworzy się w pełni, jest dość nieśmiałe bowiem. Natomiast wysoki woltaż każe temperatury wyższej, z uwagi na odory alkoholowe, unikać. No i koniecznie trzeba przynajmniej dwie godziny przed podaniem otworzyć, dla oddechu. Jeśli zaś garbniki chcecie złagodzić to nawet dzień wcześniej otworzyć polecam, uwypukli to owoc przy okazji.

Kiedy i do czego podawać?

Jak dla mnie idealne wino przy bożonarodzeniowym stole, zamiast kompotu z suszek. I nie żartuję tu wcale. A poza tym wszelkie  ciężkie potrawy duszone (gulasze, karkówki, żeberka). Będzie pasować doskonale.

P.S.

Andrzejowi za butelki podarowanie podziękowania serdeczne.

1 komentarz:

Białe nad czerwonym pisze...

No to gratuluję pierwszej setki! Piękne notki wstawiasz. Oby tak dalej!

Prześlij komentarz