piątek, 10 czerwca 2011

Wino: Picie, degustowanie i ocenianie

wino

We wtorek piłem doskonałe białe wino. Orzeźwiająco kwaskowate, wyraźnie owocowe i mineralne też, zapewne. Słupek rtęci pokazywał stopni trzydzieści parę, a ja wróciłem skonany po pracy dniu całym i jeszcze sprawunków godzinach paru. Proste spaghetti winu towarzyszące było wręcz obłędne. A może to wino towarzyszyło spaghetti.


W środę degustowałem przeciętne białe wino. Goryczka zdominowała kwaskowatość, a owoc był przejrzały. Stopni było nadal trzydzieści parę, ale zmęczenie zniknęło. Wróciłem do picia, znów smakowało doskonale.

W czwartek mógłbym ocenić to kiepskie białe wino, ale po dwóch dniach nie miałoby to sensu. Dlatego wolałem pojechać na Mazury. Tylko dlaczego zaczęło padać?

Wniosek. To że wino smakuje, nie znaczy że jest dobre. A wino dobre, niekoniecznie musi smakować. Życie jest pełne sprzeczności, a picie wina, tudzież degustowanie z ocenianiem wina wiele wspólnego nie ma. Warto tą różnicę zauważać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz