wtorek, 19 lipca 2011

Winne wtorki: Upadek sklepu z winem

beaujolais

W zeszłym roku poświęciłem notkę zjawisku zwanemu beaujolais nouveau, czyli młodemu cienkuszowi z południowej Burgundii. Rozpatrywałem to wtedy w kategoriach warto wydać parę złociszy, czy nie warto? Da się wypić, czy się nie da? Jak się okazuje pominąłem w tamtej notce temat najważniejszy - wpływu marketingowej ekstrawagancji zwanej beaujolais nouveau na postrzeganie całego regionu Beaujolais. I to wpływu, nie na nas, zwykłych winopijców, lecz wpływu na ludzi wino sprzedających. Dziś, korzystając z okazji, że w ramach Winnych Wtorków oceniamy wina z Beaujolais, to poważne przeoczenie naprawię.


Najpierw jednak krótki wstęp teoretyczny dotyczący win z regionu Beaujolais. Jak już to wiecie, to ten akapit pomińcie, podstawy podstaw tu będą. Jeśli nie, to posłuchajcie. Jest sobie w środkowo-wschodniej Francji kraina zwana Burgundią, pewnie słyszeliście, znana jest dość, a nawet bardzo. W jej ramach mamy cztery główne obszary. Trzy ze słowem “côte” w nazwie(znaczy się wybrzeże, nie mylić z szopą) i czwarty bez tego słowa w nazwie, czyli będące bohaterką tej notki Beaujolais. Wybrzeża trzymają się razem na północy i produkowane tam wina wytwarzane są ze szczepu pinot noir. Szczepu, który uważany jest za piękną i wyrafinowaną, acz piekielnie grymaśną księżniczkę winnego królestwa. Natomiast w Beaujolais wina wytwarzane są ze szczepu gamay. Nie poświęcono mu nigdy żadnego filmu, nie ma on tak cholerycznego charakteru, a smakowo bliżej mu do win białych niż czerwonych. Znaczy się brzydkie kaczątko.

Pewnie dlatego też wymyślono histerię zwaną beaujolais nouveau, która wyniosła młode cienkusze z Beaujolais na światowe salony. Logicznie rozumując, jeśli mamy beaujolais nouveau, które rocznik zapowiada, powinno być jakieś beaujolais stareau, które jest tym winem właściwym, zapowiadanym. I tak też jest, a że jesteśmy we Francji, to mamy też klasyfikację jakościową i terytorialną tychże win:

  1. beaujolais (bez słowa nouveau) – podstawowa kategoria, bez przypisania do konkretnej winnicy, słowem potencjalne zlewki z wielu stalowych kadzi. Ale kadzi na obszarze Beaujolais, zawierających wino w 100% ze szczepu gamay wytworzone.
  2. beaujolais-villages – drożej i zawężamy miejsce pochodzenia. Do trzydziestu pięciu gmin dokładnie, najlepszych terytorialnie w teorii. O zlewkach nie ma już mowy, to na plus.
  3. cru – najdrożej, tu wino pochodzi z jednej z dziesięciu gmin. Czyli każde cru powinno mieć swój niepowtarzalny charakter.

Koniec wstępu teoretycznego. Przejdźmy do omówienia wpływu beaujolais nouveau na rozumienie regionu Beaujolais przez lokalnych sprzedawców wina. Badania przeprowadziłem na niereprezentatywnej zapewne próbie sześciu sklepów winnych w mieście z morza i marzeń, a także niedalekiej stolicy województwa. Zaś do przeprowadzenia badań skłonił mnie fakt, że delikatesy Alma i Bomi o winach beaujolais pamiętać nie chcą, a w Makro znalazłem tylko potencjalne zlewki w cenie złotych szesnastu. Byłem nawet w Realu, ale tam także szczęście mi nie dopisało, natomiast mój ulubiony sklep winny w tych obszarach się nie specjalizuje. Zatem musiałem się do innych sklepów specjalistycznych udać. Posłuchajcie jak było.

Pełen entuzjazmu wszedłem do sklepu numer jeden i poprosiłem o beaujolais. Równie pełen entuzjazmu sprzedawca, entuzjastycznie pognał do regału i wręczył mi butelkę. Okrasił to przy tym stwierdzeniem, że wino pochodzi od jego ulubionego producenta i sam pije je zazwyczaj dopiero dwa lata po zabutelkowaniu. Wzbudziło to u mnie pewne obawy o cenę tegoż niewątpliwie doskonałego trunku i już zacząłem się o nią dopytywać, gdy…

…spojrzałem na etykietę i wszelki entuzjazm się ulotnił, a chęć szybkiego dotarcia do drzwi wyjściowych pojawiła się z siłą wodospadu. Dlaczego? Otóż na etykiecie pyszniło się dumnie słowo “nouveau”. Osiem miesięcy po zabutelkowaniu, dwa miesiące po ostatecznym sugerowanym przez producenta terminie spożycia, dostałem w specjalistycznym sklepie przeterminowanego cienkusza. Wchodząc do tego sklepu zauważyłem napis “winny outlet”, ale nie sądziłem, że traktują to tak serio. Mój błąd. Niestety zanim wszedłem, musiałem jeszcze wysłuchać teorii sprzedawcy, według której szybkie spożywanie beaujolais nouveau to wymysł marketingowy, a cienkusz ten w stanie dojrzałym jest jak chianti classico. Chciało mi się wyć, dosłownie. Acha, o cenę zapytać siły nie miałem, choć niska zapewne nie była.

Sklep numer dwa zaliczam na plus, sprzedawczyni była zorientowana, beaujolais-villages się znalazło, niestety cena ponad zakładany budżet dzisiejszych “Winnych Wtorków” była, dlatego transakcji nie sfinalizowałem. Na razie. Sprzedawcy ze sklepów numer trzy, cztery i pięć niestety dołączyli do pierwszego sprzedawcy. Odpowiednio zaproponowano mi cienkusza matuzalema, z pamiętnego rocznika 2009, wytłumaczono mi że niestety beaujolais nouveau już się wyprzedało i usłyszałem od sprzedawczyni z wyraźnym francuskim akcentem, że na beaujolais to nie sezon. W tym ostatnim przypadku moje próby wytłumaczenia, że nie chodzi mi o młodego cienkusza, ale pełnoprawnego burgunda spełzły na niczym i zostałem odprowadzony do drzwi zdziwionym wzrokiem. Tym samym sobotę zakończyłem bez butelki wina do oceny.

Zdesperowany w niedzielę udałem się do stolicy województwa, do sklepu sieciowego “Centrum Wina” w niejakiej Galerii Bałtyckiej. Dlaczego? Otóż z tej samej sieci był sklep numer dwa, gdzie sprzedawczyni wykazała się rozeznaniem tematu i wino, przeze mnie pożądane posiadała. Niestety w niedzielę jest on zamknięty.

Ku mej radości, ale też pozytywnemu zdziwieniu sprzedawczyni w sklepie numer sześć była równie jeśli nie bardziej z tematem zaznajomiona. I nie próbowała wytłumaczyć mi, że na beaujolais to nie sezon teraz. Tym samym nabyłem drogą kupna butelkę potencjalnie wyśmienitego beaujolais-villages od niejakiego pana Josepha Drouhin, którego Kevin Zraly poleca jako jednego z pięciu beaujolais producentów. Na koniec jeszcze sobie z panią sprzedającą o charakterystyce win beaujolais porozmawialiśmy, co tym bardziej utwierdziło mnie w przekonaniu że zna ona ofertę swojego sklepu. Tym samym moja wiara w sensowność istnienia specjalistycznych sklepów z winem została choć częściowo przywrócona. Niestety budżet przekroczyłem, o złotych czternaście, zobaczmy czy było warto.

Przechodząc do szczegółów technicznych. Beaujolais-Villages Joseph Drouhin, rocznik 2009, alkoholu procent 12 i pół. Oczywiście w 100% z winogron szczepu gamay, starzone w kadziach stalowych, z sugerowaną temperaturą podawania 13º Celsjusza. O tym jeszcze słów parę później. Kończąc technikalia, chciałbym zwrócić uwagę na pewien szczegół. Drouhin umieścił na swojej butelce kod QR, który ma zakodowany adres strony WWW ze szczegółowymi informacjami o tym winie. Mając smartfona z aparatem i darmową aplikacją rozpoznającą kod OR, możemy jeszcze w sklepie dowiedzieć się o winie wszystkiego co byśmy chcieliśmy, a nawet więcej. Mała rzecz, a cieszy. Wzrok: brylantowe, klarowne, o bardzo przyjemnym dla oka intensywnie malinowym kolorze. Nos: zaczyna się od roślinnego (trawiastego) muśnięcia, a później owoc, dużo owocu (truskawka, malina), jak w syropie. Aromat uzupełnia ciekawy bukiet (wata cukrowa). Przy ocenie trzymałem to beaujolais-villages w temperaturze pokojowej (18-19ºC), co okazało się wystarczające do wywołania słabych odorów alkoholowych. Zatem pijąc, trzymajmy się sugerowanych przez producenta stopni trzynastu. Usta: lekkie, owocowe (truskawka) o średniej kwaskowatości i wyczuwalnych garbnikach winogron. Kwartami: pierwsza to uderzenie kwaskowatości (poziom wysoki), słaba goryczka (znów efekt temperatury, w której oceniałem) i garbniki winogron. Druga i trzecia to stopniowo słabnąca kwasowość do poziomu niskiego i rosnące w siłę garbniki winogron do średnich minus, owoc wyczuwalny w tle. W czwartej pozostają tylko garbniki winogron i resztki owocu. Finisz średnio długi, garbnikowo-owocowy. Ocena techniczna z punktacją i wykresami do pobrania tutaj.

Podsumowując. Joseph Drouhin Beaujolais-Villages to kolejne wino wierne swojemu wzorcowi. Lekkie, owocowe, gładkie. Imponuje kolorem i soczystością aromatu, rozprasza alkoholowymi powidokami w wyższych temperaturach – powyżej 18ºC. Ale gamay chyba tak ma, przecież nie przez przypadek mieszkańcy Beaujolais piją swoje wina schłodzone zdecydowanie bardziej, niż by nam to w przypadku win czerwonych do głowy przyszło. Co ciekawe niższa temperatura podawania nie zabija soczystości aromatu, a do tego wygładza smak. Zatem umieśćcie je w chłodziarce wraz z winami białym. Sącząc je następnie do obiadu przy prawie trzydziestu stopniach w cieniu satysfakcja gwarantowana.

Jak podawać?

Schłodzone, w temperaturze 13°C, w kieliszkach do wina czerwonego. Beaujolais z racji swojej natury, lekkości jest winem czerwonym, które powinniśmy traktować podobnie do wina białego. Dlatego je schładzamy, choć nie tak zdecydowanie jak białe wino.

Kiedy i do czego podawać?

Podobno beaujolais pasuje do wszystkiego, z wyjątkiem nieświeżych ryb. I tego bym się trzymał. A jeśli chcecie precyzyjniej, to beaujolais-villages będzie dobrym wyborem przy wszystkich daniach lżejszych, wiosenno-letnich właśnie. Jako alternatywa dla win białych sprawdzi się na pewno.


ww Beaujolais u pozostałych:
Viniculture.pl
Winniczek.eu
Sstar
Kontretykieta
Nie zawsze wina
Bordowe.pl
Czerwone czy Białe?
Nasze wina
Uncle Matt in Travel

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz