poniedziałek, 25 lipca 2011

Wino: Lampa Aladyna

waterstoneSyrah

Wyprawy w nieznane bywają kształcące, jakby ktoś potrzebował, ale lubię po nich wrócić do domu, znaczy się do szczepów winnych znanych mi dobrze i lubianych przeze mnie bardzo. Są takie trzy i zbiegiem okoliczności wszystkie trzy zaczynają się na literę “s”. S jak sangiovese, s jak syrah (shiraz) i s jak sauvignon blanc. Próbował niegdyś dołączyć cabernet sauvignon, ale próżny trud, kiedy nazwa zaczyna się na c. Jest za to nadzieja dla pinot noir, od czasu kiedy odkryłem iż nasi germańscy sąsiedzi zwą go spätburgunderem.

Żarty, żartami teraz będzie poważniej, znacznie poważniej. Otóż do listy szczepów lubianych uwagi nie przywiązywałem za bardzo, aż do lektury “Nowych Kronik Wina” Marka Bieńczyka. Ale po ich lekturze już wiem skąd u mnie podświadoma pogarda dla merlota i chardonnay*, po prostu jestem prawdziwym winomaniakiem. Kwestię, że prawdziwy winomaniak to burgunda, bordeaux** i chablis*** hołubi pozwolę sobie pominąć. Mój blog, mój wycinek świata.


Coś płynę dzisiaj, zatem może konkretów trzymać się będę. Nad “Nowymi Kronikami Wina” poznęcam się wkrótce, chyba. Natomiast teraz już do oceny shiraza przejdę, dawno takowego już na blogu nie było, czas to zaniedbanie nadrobić.

Przechodząc do szczegółów technicznych. Czerwone wino wytrawne Napa Valley Syrah od producenta Waterstone. Jak sama nazwa wskazuje z regionu Napa Valley, Kalifornia, U.S.A. Alkoholu procent 14%, w beczkach z dębu francuskiego miesięcy dwanaście, rocznik 2005 zatem pić go już czas. Acha merlot od tego samego producenta zdębiałym był niemiłosiernie, zatem otworzyłem syraha przezornie trzy godziny wcześniej, żeby mnie trocinowy obłok nie udusił, jakby co. Zobaczmy co było dalej. Wzrok: kolor intensywny, ciemnoczerwony, nie smolisty ale tego się nie wymaga. W wyglądzie wino błyszczące, do brylantowości kawałek ma, zatem tu lekki minus. Klarowność natomiast bez zarzutu. Z ciekawostek wspomnę, że cała butelka od wewnątrz była pokryta cieniutkim filmem osadu. Widać to na zdjęciu, gdzie obok pełnego kieliszka, pusta flaszka wystąpiła. Nos: aromat typowy – sporo owocu (jeżyna), do tego drzewo sandałowe, a w tle czarny pieprz. Bukiet wyraźny, złożony - dym i tytoń. Trocin, tudzież alkoholu odorów nie stwierdzono. Usta: syrahy bywają gęste, dżemowate, likierowo wręcz esencjonalne ale też bywają takie jak ten pełne smaków jednak nadspodziewanie winne, klarowne. Nie powiem, że orzeźwiające bo tutaj bym przesadził, w każdym razie macie pojęcie. Kwartami: pierwsza kwaskowata (średnio plus), pozostałe elementy dopiero się rozkręcają. W drugiej kwaskowatość schodzi od poziomu niskiego i tak zostaje, pojawia się natomiast wyraźny owoc (jeżyna, silna), garbniki winogron i dębiny (średnie, przyjemne, nie dominujące ale współgrające z resztą). Trzecia to garbniki nabierające mocy (średnie plus) i słabnący owoc (średni). W czwartej cała trójca stabilizuje się na poziomie średnim i trwa, trwa, trwa. Finisz zatem bardzo długi, posmak owocowo-czekoladowo-dymny. Wino w dotyku aksamitne, tak garbniki są rzeczywiście świetnie (uwaga modne słowo) zintegrowane. Ocena techniczna z wykresami, punktacją, etc. – tutaj.

Podsumowując. Waterstone Napa Valley Syrah wzrokowo jest winem u szczytu swoich możliwości. Intensywnie czerwone, karminowe, bez śladu starczej ceglastości. Ale w ustach czuć, że jeśli pić rocznik 2005 to właśnie teraz. Owoc trzyma się mocno, kwaskowatość daje radę, a garbniki (powtórzmy modne słowo) zintegrowały się w punkt. Jednak wyczuwalna jest ta mgiełka, delikatność typowa dla win, które właśnie minęły swoje apogeum. Według mnie dla wielu win, ten moment kiedy nie nokautuje nas już dżemowatość, owocowość, wytrawność ale nadal czuć ich jakość, strukturę, tyle że z w pewnym oddaleniu to moment idealny. Ale też moment prawdy, gdyż zwierzęca wręcz energetyczność syraha czy sangiovese potrafi ukryć wiele, wad oczywiście. Kiedy moc i efekty specjalne stają się tylko didaskaliami, wino broni tylko i aż jakość dialogu. Nie każdy scenarzysta-winiarz takiemu zadaniu podoła, tym razem się udało.

Jak podawać?

W temperaturze pokojowej, ten syrah lubi ciepło, czyli bliżej 20ºC. Rzecz jasna, w kieliszka do czerwonego wina. Dekantować mojego egzemplarza nie trzeba było, ale dla spokoju sumienia i uniknięcia wpadki zalecałbym do karafki go przelać. Kontrolując klarowność przez trzymanie butelki nad źródłem światła (nie świeczka, tylko żarówka).

Kiedy i do czego podawać?

Owocowy, dymny, wytrawny ale w umiarze. Dodajmy sezon letni i zaryzykuję propozycję podawania do także aromatycznej sałatki z kurczakiem, czy jej podobnych. Z pozostałych jedynie ciasta i wszelkie słodkości odradzić muszę. Te kombinacje udanymi nie będą.

* a próbowałem się do nich przekonać, oj głupi ja, głupi.
** nie czepiać się proszę, że w kupażu bordeaux merlot też jest, to jest inny merlot.
*** jak wyżej, to jest inne chardonnay, koniec i kropka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz