piątek, 12 sierpnia 2011

Lato, Wino i inne przypadłości

kiepskie-chardonnay-2

Z pamiętnika młodego degustatora.*

Środa. Gorąco, parno i co tam jeszcze. No może nie parno, ale przynajmniej słońce świeci. Trochę wieje, no może trochę bardziej niż trochę, tak naprawdę to nieźle duje, ale da się żyć. Znaczy się gorąco to może też nie jest, choć ciepło jest, jak słońce świeci. Znaczy się czas jakieś białe wyjąć z chłodziarki i ocenić. Nakrętka trzask, butelka glup, w kieliszku zakręciło się. Kartka, długopis, notujemy. Producent, woltaż, szczep, region. Wzrok. Jest super. Nos. Jest dobrze. Usta. O ja cię niewysłowienie pozdrowić bym chciał. Albo mi kubki smakowe nawaliły, albo korek zardzewiał. Słońce zaszło, ciepło zniknęło, butelka do chłodziarki wróciła.


Czwartek. Leje, znaczy się mży, znaczy się jesień. Białe, białe z chłodziarki, naprawdę, nie. Ale ocenić by trzeba, czytelnicy czekają. No jak mus, to mus. Nakrętka zgrzyt, butelka glup, w kieliszku zakręciło się. Kartka, długopis, ej to już było, może najpierw sprawdźmy jak się kubki smakowe mają. Hmmmm…. milczenia chwila dłuższa …. wino meteopata, jak nic. Może choć z łososiem będzie dobre? Łosoś dobry, wino chłodne, dobre bo chłodne? Idę spać.

Piątek. Czwartek na sterydach, nie dość że leje, to leje naprawdę, nie mży bynajmniej. Do tego ząb rwie, też meteopata. Chwila olśnienia, ząb, rwący, wino, chłodne. Nakrętka zgrzyt, zgrzyt, butelka glup, kieliszek zaszedł mgłą. Łyk, skrzywienie, pomysł. A może by je tak zmrozić? Zapomnij. Łyk, łyk i łyk. Przynajmniej ząb już tak nie rwie, a i butelka szczęśliwie koniec osiągnęła. No i padać przestało. Nareszcie, po dwakroć.

Morału z opowiastki brak. A co?

* wszystko jest kwestią punktu odniesienia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz