niedziela, 7 sierpnia 2011

Wino: Czerwone czy białe?

kieliszki-dwa

Klasyczny podział win stanowi: czerwone wino - mięsiwa i kontemplacja, białe wino - ryby i orzeźwienie. Sprowokowany atakiem słupka rtęci na stopni trzydzieści, wreszcie, postanowiłem klasyki zasadność sprawdzić. Moja lepsza połowa wyczarowała stosowny odpowiednik schabowego, czyli klopsiki kurczakowo-cukiniowe*, ziemniaczki gotowane i sałatę w śmietanie jogurcie. Ja zaś z chłodziarki wyciągnąłem dwa qualitätswein z Frankonii, czerwonego schwarzrieslinga (czyli pinot meunier) i białego müller-thurgau. Oba w regionalnie typowych, pękatych buteleczkach o pojemności 250ml, każda.

Ponieważ tym razem miała być to degustacja w środowisku naturalnym, a nie laboratoryjna ocena, zatem schwarzriesling był schłodzony do stopni Celsjusza siedemnastu, a müller-thurgau do stopni Celsjusza dziesięciu. Sucho trzasnął odkręcany korek, wino zakręciło się w kieliszkach, szkło pokryła lekka mgiełka, widelce i noże zajęły pozycje startowe, można było zacząć.


Pierwszy kęs klopsika, mniam, pierwszy łyk wina. Zacząłem od białego, Müller-Thurgau z Becksteiner Winzer, półwytrawny, rocznik 2009, alkoholu procent jedenaście. Nos mineralny i cytrusowy, usta kwaskowate i owocowe z odrobiną goryczki, finisz średnio długi. Jak na wino stołowe, bardzo przyzwoite. Ziemniaczek, sałata, drugi kęs klopsika, drugi łyk wina. Teraz czerwone, Schwarzriesling także z Becksteiner Winzer, także półwytrawny. Rocznik 2008, alkoholu procent dwanaście i pół. Nos owocowy, silnie owocowy (malina, poziomka). Usta kwaskowate i owocowe, z odrobiną goryczki, finisz średnio długi. Chyba mam déjà vu. Ocena podobnie jak przy winie białym, w kategorii win stołowych, bardzo przyzwoicie.

Kęs, za kęsem, łyk za łykiem, doszedłem do punktu, w którym temperatura obu win zaczęła się podnosić. Czerwone wino znosiło to dzielnie, dla niego stopni kolejno osiemnaście, dziewiętnaście, dwadzieścia to nadal strefa komfortu. A różnica stopni prawie dziesięciu między otoczeniem, a napojem walor orzeźwienia zapewnia nadal. Białe wino zaś czuło się słabiej i słabiej z czasem. Początkowo krystaliczne, świeże, orzeźwiające stawało się coraz bardziej okrągłe, soczyste, raczej sycące niż orzeźwiające.

Czy z powyższych obserwacji można wnioski jakiekolwiek wysnuć? Zapewne tak i zapewne nie. Żeby notkę konstruktywnie zakończyć, powiem tak. Klasyczny podział win da się obronić, ale jeśli w środku dnia skwarnego orzeźwienia szukacie ku lekkim, winom czerwonym skierować się proponuję. Białe wina sprawdzą się raczej słonecznym porankiem, czy ciepłym wieczorem.

A do win samych, dziś opisanych, się odnosząc. W kategorii win stołowych, codziennych niemieccy winiarze sporo do zaoferowania mają. Mnie w winach tych szczególnie rzetelność wykonania ujmuje. Nie ma tam powidoków drożdży, alkoholu odorów i innych niedoróbek trocinami maskowanych. Dodając do tego cenę całkiem kieszeni przyjazną, pomysłowi niemieckich win picia przyklasnąć mi tylko pozostaje. Przy westchnieniu ku przyszłości, w której polskie winnice równie uczciwe wina, za równie rozsądne pieniądze oferować będą. Obecnie zaś niemieckimi się racząc, do polowania na wino polskie jakiekolwiek**, w sklepach winnych Polski północnej powracam.

biale-i-czerwone

* wedle tego przepisu, sprawdziliśmy, jest smacznie

** chyba, że Zbrodzice Herbowe Regent, wtedy dziękuję na razie postoję

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz