wtorek, 20 września 2011

Winne Wtorki: Wtorek zaczyna się w Sobotę

pinot-noir

Kolejny Winny Wtorek, kolejne wino. No to jedziemy. Miał być pinot noir, jest pinot noir. Miał być z Nowego Świata, jest z RPA. Czyli można by się sprzeczać geograficznie, ale winiarsko to nowy świat. Miał być rocznik 2009, jest rocznik 2009. Nabyty w moim ulubionym sklepie winnym, drogą kupna, plastikową kartą za złotych sześćdziesiąt i pięć.


Przechodząc do szczegółów technicznych. Wytwórca Glen Carlou, wino Pinot Noir, rocznik 2009. Alkoholu czternaście procent, sporo. W beczkach starzone, francuskich dębowych, miesięcy dziesięć. Wzrok: kolor lekki, średnio czerwony, wpadający w ceglaste odcienie. W wyglądzie krystaliczne, klarowne, przyczepić się do czego nie ma. Nos: aromat owocowy, truskawka na pierwszy rzut, sporo truskawki, później także jeżyny. Bukiet wyraźny i obecny, równoważący i wzbogacający aromat. Dym, słodkie drewno. Alkohol pod kontrolą, choć nie przy każdym wdechu. Lekki szczep, nielekki woltaż, tak to się kończy. Suma summarum na plus, głównie dzięki atrakcjom bukietu dopełniającym owocowe bogactwo aromatu. Usta: truskawka wszechobecna, na początku li tylko. Później zaś kwaskowatość, goryczka i pierność (alkoholowa?). Kwartami: pierwsza to kwaskowatość średnia plus i goryczka niska plus. W drugiej kwaskowatość z goryczką średnie minus, podobnie garbniki winogron i dębu, a także owoc. Choć może garbniki winogron, ciut silniejsze, tak na poziomie średnim. Trzecia podobnie, jedynie kwaskowatość słabnie. W czwartej łagodny zjazd do bazy, na poziomach niskich, średnich minus. Finisz zatem długi, posmak kwaskowaty i pierny (znów alkohol?). W dotyku gładkie, ale nie aksamitne.

Podsumowując. Zacznę nietypowo, od odniesienia sie do wpisu innego z Winnych Wtorkowiczów, który znajdziecie tutaj. Tam rocznik 2008 Glen Carlou Pinot Noir został zdemolowany bezlitośnie. Powstaje pytanie, czy to trefna butelka była, czy też taka przepaść oba roczniki dzieli? Odpowiedzieć ciężko, ale taka rozpiętość jakościowa może niepokoić.

Natomiast problemy butelki wina z rocznika 2008 na bok odkładając, jak oceniam Glen Carlou Pinot Noir, rocznik 2009? Jako wino z potencjałem i zróżnicowane. Opinię tą buduje przede wszystkim wielowymiarowy nos. Tu owocowość to nie tylko domyślna truskawka, ale też jeżyna. Co więcej na owocowości, dzięki wyraźnemu bukietowi, się nie kończy. A zestawienie owoców, dymu, słodkiego drewna daje intrygujące kombinacje, zahaczające momentami o rejony aptekarsko-atramentowe. Usta to także coś więcej niż truskawkowa bomba. Wręcz przeciwnie rzec można, gdyż uderzenie truskawkowego aromatu to zaledwie preludium. Dalej główne skrzypce grają garbniki, kwaskowatość i goryczka. Ta ostatnia pasuje mi tym razem bardzo, co mnie zadziwia. Schodząc na ziemię, zanim laurkę napiszę, Glen Carlou Pinot Noir ma też swoją ciemną stronę – alkohol. Owszem maskuje się dobrze, mimo to czasem w nosie zaszczypie, choć odorem nie zawieje, co na plus zaliczam. Czyli nie gorzelnia, jednak wnikliwy nos skrzywić się może. Cóż taka maniera nowoświatowa z tymi woltażami kosmicznymi. Maniera, która przy szczepach delikatnych czkawką się odbić potrafi.

Kończąc, szczegóły techniczne z punktacją – tutaj. A czy to wino dla was, czy też nie? Sami zdecydować musicie.

ww Pinot Noir u pozostałych:
Bordowe
Winne Przygody
WINniczek
Kontretykieta
Viniculture
Uncle Matt in travel
Sstarwines
Czerwony czy Białe?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz