sobota, 3 września 2011

Wino: Lekko, łatwo i Makro

visiega-brut

Lato roku 2011 jakie było, każdy odczuł. Można by rzec, że w zasadzie to bardziej go nie było, niż było. Jednak w Makro liczą chyba na prawdziwie letni gorący finisz. Przynajmniej tak sądzę po winach, które otrzymałem do oceny w ramach “Pożegnania Lata”. Winach lekkich, łatwych i potencjalnie przyjemnych. Zobaczmy jak z tą przyjemnością w rzeczywistości jest*.


Ponieważ w zestawie win trzech znalazły się bąbelki, zaczynam od nich. Visiega Cava Brut, czyli hiszpańska, wytrawna wariacja na temat win szampańskich. Produkowana metodą tradycyjną w Sant Sadurni d’Anoia, u źródeł powiedzieć można. Nierocznikowa, alkoholu 11,5%, kupaż szczepów Macabeo, Xarel.lo i Parellada. Wzrok: są bąbelki, zatem o bąbelkach słów parę wypada. Słów parę brzmi: zajebiście wielgachne, pardon my french seniority i seniorowie. Bardziej opisowo, długo utrzymujących się, delikatnych, formujących perliste łańcuchy bąbelków tu nie uświadczycie. Czy to źle? Nie najlepiej. Reszta natomiast w porządku. Wino klarowne, błyszczące, praktycznie bezbarwne. Nos: pojawia się poszukiwana przyjemność. Delikatne, zwiewne poziomki i równie łagodna cytryna w aromacie. Owocowo, letnio, słonecznie. Bukietu nie stwierdzono, podobnie jak odorów wadliwych przyjemność psujących. Usta: tutaj najtrafniejsze określenie to “profil smakowy bez cech charakterystycznych, ale przyjemny”. Siadaj zdałeś. Jest kwaskowatość i lekka cierpkość. Kwartami. Mamy pierwszą – kwaskowatość na poziomie średnim plus, goryczka niski minus. Mamy też drugą z kwaskowatością na poziomie średnim. A później jest już koniec. Tym samym finisz krótki, ale z przyjemnym cytrynowym, lekko cierpkim posmakiem.

Podsumowując hiszpańskie bąbelki. Jest lekko, łatwo i przyjemnie. Pełną harmonię zaś osiągniemy łącząc Visiega Cava Brut z aperolem w drinku zwanym spritz. Mniam.

gewurtztraminer

Kontynuując poszukiwanie przyjemności przejdźmy do wina numer dwa. Arthur Metz Gewurztraminer, francuskie białe wino wytrawne z Alzacji. Rocznik 2010, alkoholu procent trzynaście. Wino, jak sama nazwa wskazuje, wytwarzane z winogron szczepu gewurztraminer. Wzrok: błyszczący, klarowny, jasnożółty. Na zdjęciu powyższym wino jest lekko matowe w kieliszku, ale jak wiadomo zdjęcia kłamią, żadnych zmatowień live nie zauważyłem. Nos: aromat typowy dla gewurztraminera, to znaczy perfumowany, kwiatowy, słodki. Oprócz kwiatów, owoc – liczi. Bukietu nie stwierdziłem. Suma summarum przyjemnie, acz ubogo. Usta: jest delikatnie, ale znacząco. Jest też typowa dla gewurztraminera przemiana. Schłodzone wino jest pierne, przyprawowe, krystaliczne. Ocieplając się w kieliszku ewoluuje w kierunku owocowego (liczi) i kwiatowego. Kwartami. Pierwsza to kwaskowatość na poziomie średnim, a także niska goryczka i słodycz. W drugiej, trzeciej i czwartej kwaskowatość pozostaje na poziomie średnim, goryczka niskim i dochodzi owoc (średni minus). Finisz: średnio długi, posmak przyprawowy (pierny), przyjemny. W dotyku wino krystaliczne do gładkiego, w zależności od temperatury.

Podsumowując gewurztraminera od Arthura Metz. Nos jest zaledwie poprawny, ale typowy dla szczepu. Natomiast usta i posmak uwodzą swoją zmiennością i trwałością. Jak dla mnie solidny przedstawiciel szczepu, więcej niż wino stołowe.

nederburg_rose

Akt trzeci i ostatni, znaczy wino trzecie i ostatnie. Różowy pinotage** z RPA – Nederburg Foundation Rosé. Rocznik 2010, alkoholu 12,5%. Wzrok: gdzie, jak gdzie, ale przy winach różowych wygląd liczy się bardzo, jeśli nie najbardziej. Niedoścignionym wzorcem według mnie jest w tym przypadku wino Diamante z położonej na zachodnim brzegu jeziora Garda winnicy Comincioli. Foundation Rosé gra w tym przypadku w innej, niższej lidze. Jest błyszczące i klarowne, ale kolor nie ten. Zamiast intensywnego, fluorescencyjnego różu jest pastelowy, przygaszony różyk, wodnisty na obrzeżach. Tragedii nie ma, ale zachwytu też nie. Nos: niestety aromat praktycznie nie istnieje. Po dłuższym jego poszukiwaniu znajdziemy ulotną truskawkę, trochę pieprzu. W bukiecie stal, sporo stali. Słabo, niewidocznie, ale odorów niepożądanych brak szczęśliwie. Nawet w temperaturze pokojowej. Usta: odrobina truskawki, trochę kwaskowatości. Kwartami: pierwsza kwaskowata (niska), goryczka (niska minus) i słodycz (niska). Druga kwaskowata (średnia), owocowa (średnia minus) i garbnikowa (winogrona, niskie plus). Dalej nie ma nic, zatem finisz krótki, posmak słaby, kwaskowato-garbnikowy. Wino w dotyku gładkie.

Podsumowując pinotage od Nederburga. Wino bez wina bym powiedział, taki kompocik w ładnej butelce. Tylko kolor jak na dobry kompocik babuni zbyt sprany, pastelowy. Aksjomat winny numer pięćdziesiąt i trzy w działaniu, rzec by można. Zaś podsumowanie techniczne całej trójki, z wykresami i zdjęciami znajdziecie tutaj.

A jak z tą przyjemnością przy winach lekkich i łatwych jest? Na powyższej, niereprezentatywnej grupie stwierdzam, że przyjemność jest, tylko czasem wina brakuje***. Zatem pamiętajcie, cava brut z aperolem jako aperitif, gewurztraminer do przystawek i dań pierwszych jako gwiazda popołudnia, a różowy pinotage do dania głównego zamiast kompotu. I wszyscy będą zadowoleni.

* disklajmer w tym miejscu dodam. Ocena poniższa win została przeprowadzona równie skrupulatnie i z zachowaniem tych samych standardów co win, które kupuję, a nie otrzymuję. Nie jest to zatem w żadnym razie notka reklamowa.
** rocznik opisywany 2010 według producenta jest produkowany wyłącznie z winogron szczepu pinotage. Rocznik 2009 był kupażem cabernet sauvignon, cinsault, merlot, cabernet franc, pinotage i malbec.
*** w winie rzecz jasna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz