wtorek, 25 października 2011

Tri Citi: Butik

smak_wina_pl

Trzy pomysły na wino, trzy miasta, trzydzieści godzin.

Miesiąc temu odezwało się Makro: 22 X, południe, degustacja, Warszawa, zapraszamy. Czemuż miałbym nie jechać? Następnie zadzwonił z Poznania A.: zostaw pieluchy żonie, tanie wina bez tanin czekają, 22 X, wieczór. Ja nie dam rady? No pewnie, że radę dam. Zatem sobota obstawiona, co z piątkiem? Kolega blog polecił, sklep z winami francuskimi na otwarcie zaprosił. Ja, plan na weekend domknąłem.

Trzymając się chronologii zdarzeń (nie zaproszeń) od Gdyni i otwarcia sklepu Smak-Wina.pl zacznę. W skrócie - było miło, wina smakowały, koniak na koniec także zacnym był. W wersji bardziej rozbudowanej – właściciele prosto z Francji rzec by można, panowie Nicolas Lapp i Patrick Danner. Oferta starannie przemyślana, nie przytłaczająca, uwzględniająca ważne apelacje i stawiająca na mniejszych producentów. Jak wieść gminna niesie, właściciele pół roku na selekcji winnic spędzili. Cenowo od środkowej półki w górę, ale że oprócz pierwszych etykiet także drugie się znajdą, zatem da się wybrać coś dla siebie. No i rzecz, której przemilczeć nie sposób. Petrus za jedenaście i pół tysiąca złotych polskich w gablotce. Choćby dla zdjęcia z TĄ butelką warto Smak Wina odwiedzić.*

Wystarczy o sklepie, przejdźmy do win.


Zaczęło się szampanem, Moutard, Grande Réserve, 100% Chardonnay, alkoholu 12%. Zacny, lekki i orzeźwiający był, bąbelki eleganckie miał. Następnie, białe wino oczywiście. Domaine des Malandes, Chablis Premiere Cru Vau de Vey, 2009. 100% Chardonnay rzecz jasna, alkoholu 13%, beczki nie widziało. Pełne, mineralne, ale krystaliczne, kwarcowe, nie kredowe, wapienne. Czyste, eleganckie, słowem idealne do zmycia kurzu dnia codziennego z kubków smakowych. Tylko ta cena, raczej w lidze win niecodziennych.

bordeaux_fp

I tak naturalną koleją rzeczy doszliśmy do win czerwonych. Były dwa. Pierwsze, bordeaux, Château Franc-Pourret, producent Ets Ouzoulias. Rocznik 2003, alkoholu zacnie mało, czyli 13%. Kupaż merlota i cabernet franc, pół na pół. W beczkach dębowych starzone rok. Ponieważ z takąż butelką (czy też flaszką) do domu wróciłem, dokładniej przyjrzeć mu się okazję miałem. Wzrok: krystaliczne w wyglądzie, lekko przygaszone w klarowności. Kolor ciemnoczerwony z ceglastymi refleksami, intensywny i równomierny. Nos: aromat owocowy, zbudowany na czarnej porzeczce i śliwce. Owocowość ciekawa, nie dżemowa, lecz kwaskowata, nasza taka, północna. W tle zioła. Od strony bukietu także dzieje się sporo. Zapachy medyczne, co nieodparcie kojarzy mi się z cabernet franc oraz ziemia, skórzane meble i dym. Słowem, na bogato, jednak bez dominacji nad aromatem. Usta: wytrawność i kwaskowatość porzeczek, czarnych i czerwonych. No i stajnia, czyli element folklorystyczny. Z ciekawostek. Château Franc-Pourret pite po wspomnianym wcześniej chablis wydawało się winem lekkim, gładkim i uniwersalnym. Oceniane w samotności pokazuje pazur. Kwaskowatość podszyta jest goryczką, a garbniki winogron wybrzmiewają aż do końca, długiego finiszu. Nie żebym protestował, tylko notuję dla potomności. Kwartami. W pierwszej kwasowość i goryczka (średnie). Druga włącza garbniki winogron (średnie plus), dębiny (średnie minus) oraz owoc (średni). Kwasowość i goryczka schodzą na drugi plan. Trzecia i czwarta podobnie jak druga, tylko o pół tonu niżej. Finisz długi, pozostawiający garbnikowy posmak, smakujący czarną porzeczką. W dotyku lekkie, gładkie, lub szorstkie. Zależy od kontekstu win wcześniejszych. Punktacja i technikalia – tutaj.

Podsumowując. Bordeaux Château Franc-Pourret to wino zacne, które od pierwszej chwili urzekło mnie swoim aromatem i bukietem. A dalej bynajmniej nie rozczarowało, raczej utwierdziło w opinii. Polecam bez zastrzeżeń, szczególnie że cena nie zabija portfela. Tylko pamiętajcie, by dać mu dwie, trzy godziny na oddech przed wypiciem.

I tak dochodzimy do wina ostatniego, drugiego z czerwonych. Domaine Mathieu, Châteneuf-du-Pape, 2008, kupaż z dominacją grenache. Alkoholu tu sporo, 14,5%, acz w zgodzie z innymi winami z tej apelacji, które ostatnio napotykałem. A jak się prezentuje? Tutaj zamilknę, gdyż może pora była późna, może otworzyć się nie zdążyło, a może moje kubki smakowe już fajrant sobie zrobiły. Ale jak to mówią, co się odwlecze, to nie uciecze. Zatem do następnego razu.

Notkę zaś kończąc. Cieszę się, że mam wreszcie miejsce tuż za rogiem prawie, gdzie win francuskich wybór atrakcyjny jest. Bo przecież Francja i wino to prawie synonimy. Zatem jakby się nie opierać, to przychodzi taki moment w życiu każdego winomaniaka, kiedy po flaszki francuskie po prostu sięgnąć musi.

wlasciciele

*osoby bez poczucia humoru mogą wyjść z sali

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz