wtorek, 1 listopada 2011

Lidl: Rewolucja październikowa

lidl_logo

“Lidl przesłał mi ostatnio sześć win do oceny”
Gazeta Wyborcza, 26 października 2011r

Jedno zdanie a telefony się urywają, mail rozgrzewa się do czerwoności, komórka zapycha od SMSów. Sława, zaszczyty, pieniądze. Ups, wróć. Tłum na blogu, darmowe flaszki, kasy nie widać. Choć tu i ówdzie już obywatele wątki korupcjogenne wyczuwają, jakbym nie napisał i tak niektórzy to za ustawione, z darczyńcą uzgodnione uznają. Cóż, każdemu jego porno, doszukujcie się w niniejszej notce czego chcecie, a ja sobie wina z najnowszej oferty Lidla ocenię. Jedno po drugim.

Do oferty samej przechodząc. Ulotka na kredowym papierze, wina za złotych pięćdziesiąt, sześćdziesiąt pięć, prawie osiemdziesiąt nawet. Geograficznie Francja elegancja i słoneczna Italia. Są wina klasyczne i znane: bordeaux, chianti, amarone, barolo. Są także i te mniej popularne, negroamaro chociażby. Słowem do wyboru, do koloru, na papierze przynajmniej. Każde zaś opisem wygląda, pachnie i smakuje tak, że aż chciałoby się z ulotki samej, choćby seteczkę wycisnąć.

Nie przedłużając już bardziej do win sześciu wspomnianych przechodzę. Trzy francuskie, trzy włoskie. Bordeaux, negroamaro, amarone, barolo. To ostatnie zresztą w roli gwiazdy obsadzone, w ulotce przynajmniej.


wina-francuskie

Francja będzie monotematyczna, bordeux razy trzy. Za złotych dwadzieścia, dwadzieścia pięć i pięćdziesiąt. Bez grosza w każdym z przypadków, rzecz jasna. Wino numer jeden, to Blaye Côtes de Bordeaux (apelacja), Appellation d’Origine Contrôlée, bez podania nazwy château. Zatem wino stołowe, można powiedzieć. Rocznik 2009, alkoholu 13%. Kupaż typowy, szczepów winnych cabernet sauvignon, merlot i cabernet franc w nieznanych proporcjach. Wzrok: błyszcząca, rubinowa landrynka. Przywodzi na myśl kolor identyczny z naturalnym, czy jakoś tak. Z plusów, klarowne i błyszczące. Nos: aromat owocowy – truskawka. Bukiet wadliwy – drożdże. Usta: także owocowe, przy czym truskawka jest tu przejrzała, żeby nie powiedzieć spleśniała. Kwartami: pierwsza to średnia kwasowość i zaczyna straszyć truskawka. W drugiej dołączają średnie garbniki winogron. W trzeciej całe trio jeszcze jest wyczuwalne, ale przed czwartą zanika. Wino w dotyku wodniste, posmak lepiej zapomnieć. Podsumowując. Kiepskie wino, które z bordeaux ma tylko etykietę, reszta w stylu pamiętnego chianti z Lidla. Nie polecam.

Wino numer dwa. Château Maison Noble, Appelation Bordeaux Supérieur Contrôlée. Jest château, położone w regionie Entre-Deux-Mers, czyli jesteśmy poziom wyżej i pięć złotych drożej. Rocznik 2008, alkoholu 13,5%. Ponieważ to prawy brzeg Garonny, czyli kupaż z przewagą szczepu merlot (60%), a dalej cabernet sauvignon (30%) i cabernet franc (10%). Wzrok: kolor naturalny, a nie identyczny z, średnioczerwony i fioletowe refleksy. Klarowne, błyszczące. Nos: aromat owocowy (truskawka). Bukiet wyczuwalny, solidny (karmel, nuty medyczne). Całość czysta, bez niepożądanych odorów. Alkohol pod kontrolą, choć lepiej podając to wino trzymać się stopni Celsjusza dziewiętnastu, niż dwudziestu jeden. Usta: jest wino, jest lekko, jest truskawka i pieprz. Kwartami: pierwsza to średnia kwasowość z odrobiną goryczki (niska). W drugiej kwasowość słabnie, włączają się garbniki winogron (średnie minus) i dębu (niskie). Mamy także owoc (średni minus). Trzecia kwarta jak druga, w czwartej całość powoli wygasa. Wino w dotyku gładkie, lekkie, nie wodniste. Posmak: winny, zadowalający. Podsumowując. Niby tylko pięć złotych więcej, a zupełnie inny świat. Bordeaux z Château Maison Noble to rozsądne wino stołowe, w uczciwej cenie. Jako akompaniament do potraw, polecam bez zastrzeżeń.

Wino numer trzy. Château Lilian Ladouys, cru bourgeois. Nie dość, że jest château, to jeszcze jesteśmy zaledwie stopień niżej od pierwszej ligi, czyli grand cru classé. Dokładniej w jednej z 247 posiadłości mogących tytułować się stopniem cru bourgeois. Robi się poważnie. Rocznik 2006, alkoholu 12,5%, zachęcająco umiarkowanie. Kupaż prawobrzeżny lewobrzeżny, czyli tu dominuje cabernet sauvignon (58%) nad merlotem (37%) i cabernet franc (5%). Wzrok: kolor naturalny, średnioczerwony. W wyglądzie wino klarowne i błyszczące. Nos: aromat typowy, gęsty, owocowy (malina) z dodatkiem ziół. Bukiet wyczuwalny, drewno i delikatna wanilia. Ciekawie. Usta: pełne, garbnikowe, ponadto trochę drewna i wanilii, bez trocin. Kwartami: pierwsza średnio kwaskowata. W drugiej kwaskowatość słabnie do niskiej, pojawiają się średnie garbniki winogron i dębiny. Owoc średni. W trzeciej i czwartej podobnie, smak utrzymuje się długo. Wino w dotyku szorstkie. Posmak malina, drewno, garbniki. Podsumowując. Jest dostojnie, jest ciekawy owoc, jest dębowe tło, słowem jest adekwatnie do ceny. Można błysnąć na rodzinnym obiedzie. A dywagacje czy to beczka, czy sztacheta odłóżmy na później.

Uzupełnienie ocen win francuskich z Lidla (wykresy, punktacja) – tutaj.

wina-wloskie

Przechodząc do win z Italii. W zestawie pełna różnorodność, zarówno regionalna, jak i szczepowa. Na pierwszy ogień wino najmłodsze i najlżejsze, czyli Negroamaro Salento, IGT, z Apulii. Rocznik 2009, alkoholu 13%. Kosztuje złotych trzynaście bez grosza. Wzrok: błyszczące i klarowne. Kolorystycznie między jasną, a średnią czerwienią z fioletowymi refleksami. Nos: aromat uniwersalny, róża, truskawka. Bukietu brak, wyczuwalny natomiast jest odór alkoholu, dość ostry, niezbyt przyjemny. Usta: mocno kwaskowate, garbniki w tle, sporo oparów alkoholu. Kwartami: w pierwsze kwaskowatość na poziomie wysokim. W drugiej kwaskowatość średnia, garbniki winogron średnie, goryczka niska. Owoc ciężki do stwierdzenia. W trzeciej zostaje kwaskowatość i garbniki. W czwartej już tylko kwaskowatość. Podsumowując. Kiepskie wino, choć lepsze od najtańszego bordeaux. I niektórym ten styl cienkusza może przypaść do gustu, ale nie mi. Odradzam.

Wino numer dwa, to wino dla odmiany najdroższe w całym zestawie. Amarone Tenuta Pule, DOC, z Wenecji Euganejskiej. Rocznik 2006, alkoholu obłędne 15%, ale amarone tak mają. Kosztuje zaś niewyobrażalną jak na dyskont sumę, złotych siedemdziesięciu ośmiu bez grosza. Wzrok: średnioczerwone z ceglastymi refleksami, pierwszym symptomem wchodzenia w wiek dojrzały. Błyszczące, klarowne, naturalne w wyglądzie. Nos: złożony, bogaty. Aromat (śliwki, porzeczka, mięta) uzupełniony ciekawym bukietem (tytoń, mokre drewno). Niestety podane w temperaturze stopni dwudziestu zabija alkoholem. Zatem koniecznie schłodzić przed podaniem, tak do stopni siedemnastu. Wino tylko na tym skorzysta. Usta: lekkie, zbudowane na nutach mięty i pikantności z owocem (truskawką) w tle. Kwartami: pierwszą tradycyjnie otwiera kwaskowatość (średnia). W drugiej pojawiają się garbniki winogron i dębu (średnie minus), a także owoc (też średni minus). Kwaskowatość znika. Trzecia analogicznie, w czwartej następuje przedwczesny koniec. Posmak przyjemny, pikantny z lekkim owocem. Podsumowując. Amarone Tenuta Pule, to nie jest złe wino, ale nie jest to też wino pozostawiające niezapomniane wrażenia. Jeśli by kosztowało połowę, poleciłbym. W tej cenie, radzę rozejrzeć się dookoła i może spróbować dobrego ripasso, zamiast cienkuszowatego amarone.

I tak nadszedł czas na potencjalną gwiazdę wieczoru, czyli Barolo Cossano Belbo, DOCG, z Piemontu. Rocznik 2005, alkoholu 14%, wino w 100% ze szczepu nebbiolo. Cena obłędnie niska, czyli dwadzieścia osiem złotych bez grosza, podobno w ramach promocji. Pożyjemy, zobaczymy. Wzrok: kolor typowy dla nebbiolo, lekki, średnioczerwony z ceglastymi refleksami. Wino w wyglądzie krystaliczne, klarowne, naturalne. Nos: aromat także typowy, róża i wiśnia, podszyty wonią stajni z bukietu. Tradycyjna kombinacja, choć niezbyt rozbudowana. Usta: typowe barolo to garbniki, garbniki i jeszcze raz garbniki. Cała reszta pojawia się dopiero później, dużo później. Tutaj zaś garbniki są stonowane, owoc nieśmiały, gwiazd w oczach po garbnikowym uderzeniu nijak nie widać. Szkoda. Kwartami: w pierwszej kwaskowatość (średnia plus). Druga to garbniki winogron (zaledwie średnie), dębu (niskie) i owoc (niski). W trzeciej i czwartej to trio odczuwalne jest dalej, ze zmiennym natężeniem. Posmak wytrawny, z lekkim owocem. Wino w dotyku szorstkie. Podsumowując. Nie każde winogrona szczepu nebbiolo zbierane w piemonckich winnicach zamieniane są w wino zwące się barolo, czy barbaresco. Znaczna część trafia na rynek w winach pod nazwą nebbiolo. Dlaczego? Zapewne dlatego, że barolo i barbaresco to król i królowa win, jak sie w Piemoncie mawia. Zatem ich charakter powinien być nienaganny i wyrazisty. W przypadku barolo z Lidla tak nie jest. Jest to wino cywilizowane, gładkie, lekkie i przyjemne. Do obiadu w sam raz, natomiast na bycie prawdziwym barolo zdecydowanie za mało. Mimo to polecam. W tej cenie to uczciwa propozycja, o ile zapomnimy o napisie barolo na etykiecie.

Uzupełnienie ocen win włoskich z Lidla (wykresy, punktacja) – tutaj.

Kończąc recenzję oferty delux, która zawitała do Lidla parę myśli nieuczesanych. Zacznę od sugestii dotyczących podawania win opisanych powyżej. Bordeaux Château Lilian Ladouys, Amarone Tenuta Pule i Barolo Cossano Belbo należy otworzyć, przynajmniej trzy godziny wcześniej. Jeżeli możecie przelać je z butelki do karafki, tym lepiej. Bez tych paru godzin oddechu wina te będą cieniem samych siebie. Druga rzecz, o której warto pamiętać, to temperatura wina. Szczególnie amarone, z astronomicznym, ale typowym dla tego typu win poziomem alkoholu wymaga schłodzenia. Nie w lodówce, tak wino zabijemy, ale np. w chłodnej wodzie nalanej do zlewu. Wstawiamy do niej butelkę / karafkę i gotowe.

Patrząc zaś całościowo na sześć win, które dzięki uprzejmości Lidla otrzymałem. Moi faworyci to dwa bordeaux. Château Lilian Ladouys – wino dostojne, zwracające uwagę oraz Château Maison Noble – solidne wino stołowe. Wolałbym oczywiście, by zwyciężyły wina włoskie, ale amarone jest po taniości, choć kosztuje sporo*, a barolo z wzorcowym barolo wspólną ma tylko nazwę. Żeby jednak zakończyć optymistycznie. Do obiadu to barolo będzie jak znalazł, nebbiolo zacnym szczepem jest.

*ale i tak w dolnym segmencie cen amarone, nawet w słonecznej Italii.

8 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Proponuję jednak najpierw się douczyć, a dopiero potem pisać o winach. Jakie wino stołowe, jaki kupaż prawobrzeżny, jakie Entre-Deux-Mers???

Photo Solo Jam pisze...

@anonim
Po pierwsze proponuję nauczyć się czytać ze zrozumieniem. Widać u ciebie z tym trudność, gdyż nie podpisałeś komentarza. A anonim kasuję z automatu, jak jest napisane pod notką.

Po drugie może rozwiń swoje żale, żeby było wiadomo o co masz pretensje? Bo idąc pytanie po pytaniu:

"Jakie wino stołowe,"
Jeśli etykieta wina sprowadza się do szerokiego określenia regionu, bez podania apelacji, chateau, to zakładam zlewki z wielu kadzi. Znaczy się wino stołowe, co najwyżej. Choćby nazywało się bordeaux. Papier wiele wytrzyma.

"jaki kupaż prawobrzeżny"
Lewy brzeg Garonny przewaga
cabernet sauvignon, prawy przewaga merlot. Podstawy, podstaw. Może to ty powinieneś się poduczyć?

"jakie Entre-Deux-Mers"
http://en.wikipedia.org/wiki/File:Weinbaugebiete-frankreich-bordeaux.png
Apelacja numer 25 na mapie.

Dla jasności. Jeśli twój następny komentarz będzie niepodpisany się nie pojawi. Zgodnie z moimi zasadami, na moim blogu.

Anonimowy pisze...

1. Blaye Cotes de Bordeaux jest apelacją (a właściwie podapelacją w Cotes de Bordeaux). Kiedyś nazywała się Premieres Cotes de Blaye.
2. Od kiedy Saint-Estephe znajduje się na prawym brzegu i od kiedy na prawym brzegu w tradycyjnym kupażu dominuje cabernet sauvignon?
3. Apelacją tego wina jest Bordeaux Superieur AOC, na etykiecie nie ma słowa o Entre-Deux-Mers.

Photo Solo Jam pisze...

@anonimowy

Jak podarujesz sobie uszczypliwości od razu lepiej. Odpowiadając.

Ad. 1
Masz rację w kwestii apelacji. Wychodzi na to, że mapa w polskim wydaniu "Wino: Kurs wiedzy" Kevina Zraly (s. 150) pomija zupełnie apelacje na prawym brzegu Dordogne. Zobaczyłem je dopiero szukając mapki apelacji do odpowiedzi na twój poprzedni komentarz. Natomiast przy klasyfikowaniu Blaye Côtes de Bordeaux jako stołowego nadal pozostanę ze względu na oznaczenie jako Bordeaux AOC, a nie Bordeaux Superieur AOC.

Ad. 2
Błąd pisarski, myślałem "lewobrzeżny" napisałem "prawobrzeżny" jak w winie powyżej. Poprawione, dziękuję.

Ad. 3
O tym, że wina są wytwarzane z winogron zbieranych w apelacji Entre-Deux-Mers wspomina strona internetowa winnicy:
http://www.chateaumaisonnoble.com/vignoble_en.asp

Ostatni, tym razem nieodwołalnie, apel o podpisywanie komentarzy. Wystarczą inicjały u dołu.

Anonimowy pisze...

Hej,

Trafiłem tu przypadkowo, dopiero uczę się o winach, ale chciałem dodać swoje 3 grosze w kwestii formalnej.

Jeśli wino ma oznaczenie AOC, tzn że jest winem apelacyjnym. Nie jest to Vin de Table (wino stołowe). Oznacza to tylko tyle, że zostało zrobione zgodnie z prawem apelacji... nie oznacza to oczywiście, że jest lepsze:).

Posiłkuję się "Wina Europy" i "Wina Świata" (Wiedza i Życie): oprócz standardowych AOC, VdP, VdT, są w Bordeaux bardziej szczegółowe klasyfikacje, na lewym brzegu więcej (Medoc i Graves), na prawym tylko w St Emillion. Reszta to apelacje "Bordeaux AOC" i "Bordeaux Superieur AOC" - teoretycznie lepsze, ale niekoniecznie:); (Pomerol na prawym brzegu np. nie ma szczegółowej klasyfikacji, będzie więc pewnie Bordeaux Superieur AOC albo wręcz Bordeaux AOC). Ale obie AOC a nie nie VdT.

Wydaje mi się więc, że w kwestii formalnej AOC to AOC, a nie VdT. Znaczy tylko tyle, że zrobione zgodnie z prawem apelacji, a nie że super. Niektóre VdP mogą być lepsze niż AOC. Zalezy od producenta i winnicy.

To są oczywiście kupaże, ale kupaż to: mieszanka różnych odmian, ale też z różnych winnic albo różnych parceli tej samej winnicy; też mieszanka wina obciekowego i tłoczonego, albo połączenie win z różnych regionów.

Pewnie więc prawo apelacji dopuszcza mieszanie win z Entre-Deux-Mers i Blaye, skoro mogli napisać AOC. Jeśli więc jakaś butelka nie ma oznaczenia ze szczegółowej klasyfikacji (jak np wspomniane cru bourgeois z St Estephe na lewym brzegu) jest po prostu Bordeaux AOC albo Bordeaux Superieur AOC (druga teoretycznie lepsza ale nie zawsze), co znaczy tylko tyle, że (tu cytat) 'mogą trafić do nich wina z całego regionu, a muszą wina czerwone z ogromnego obszaru w widłach rzek Dorgodne i Garonne".:).

A że smakuje jak cienkie VdT to inna sprawa...:).

pozdrawiam,
Grzegorz, Warszawa

Photo Solo Jam pisze...

@Grzegorz

Zgadzam się, że bordeaux z apelacją, czy to gminną, czy regionalną to formalnie dwa poziomy wyżej niż VdT. Ale nazywając bordeaux z Blaye "winem stołowym" nie odnosiłem się do jego formalnego statusu, tylko do moich oczekiwań jakościowych.

Moim zdaniem, jeśli do wina nie przyznaje się konkretny winiarz, winnica, to nie należy oczekiwać więcej niż "wina stołowego".

Dlatego też zaklasyfikowałem bordeaux, sierotę z apelacji Blaye jako "wino stołowe". Bo są to potencjalnie zlewki resztek z wielu zbiorników. Natomiast bordeaux wytwarzane przez konkretnego winiarza (chateau na etykiecie) zaklasyfikowałem poziom wyżej. Bo tu mogę przystawić człowieka / winnicę do wina. Choć jest to wino czerwone produkowane w regionie z apelacją wyłącznie dla win białych.

Powyższe odzwierciedla też moje podejście do wyboru win. Wybierając spośród win nieznanych mi producentów, zawsze wybiorę to, do którego przyznaje się konkretny winiarz, a nie to do którego przyznaje się cały region, choćby najznamienitszy.

Na koniec uwaga. O mieszaniu win z Entre-Deux-Mers i Blaye słowa powyżej nie było. Tu się rozpędziłeś.

Anonimowy pisze...

Ok, czyli smakuje jak stołowe a nie formalnie stołowe:). Choć przyznasz, że jak ktoś nic nie czytał o winach i czyta Twoje wpisy może źle zrozumieć... Albo jak jest na początku czytania i sobie to powoli układa w głowie to pomyśli "to AOC czy stołowe VdT kurde". Dlatego ja jestem zwolennikiem ścisłości w opisie. Ktoś w końcu (ściśle INAO) klepnął mu ten AOC. Będzie to też sygnał dla czytających, że nie wszystko złoto co się świeci. Tzn etykietka AOC Bordeaux nie wystarczy.

Ale rozumiem doskonale Twój punkt widzenia i nawet mogę się zgodzić. Uzupełniony o taki komentarz jak do mojego komentarza będzie jasną wskazówką i nikomu nie pomiesza.

A z mieszaniem tak zrozumiałem Twój wpis, ale może niedokładnie...

pozdrawiam,
Grzegorz

Anonimowy pisze...

Artykuł pomocny i ciekawy, dzięki. Lekture komentarzy odpusciłem sobie... znaczniej mniej ciekawa...
Pozdrawiam
Radek

Prześlij komentarz