sobota, 31 grudnia 2011

Wino: Siarczysta gorączka Sylwestra

monte_saline

Co roku jest ta jedna noc w roku, kiedy wino i bąbelki pasują najbardziej. I co roku jest okazja do napisania notki o winie i bąbelkach. Choć w tym roku, będzie także co nie co dla niebąbelkowych czytelników. Ale o tym pod koniec. Zacznę zaś od, niespodzianka, wina i bąbelków. Dokładniej zaś, sugestii jak do win z bąbelkami podejść, by miłe wspomnienia zachować. Bo zdradliwa to materia jest.

Na początek zajmę się końcem, czyli porankiem po, kiedy to nos i kubki smakowe zamknięte są na głucho, a w głowie nadal wybrzmiewają fajerwerki, tylko jakby głośniej niż nocą. Zatem aromat nas nie obchodzi, smak nas nie obchodzi, ale wzrok z chęcią byśmy na czymś pięknym zawiesili. Może na frapującym swym kolorem Bardolino Chiaretto Spumante? Ot choćby takim od producenta Monte Saline, wytwarzanego metodą szampańską. Ostatnio była okazja, by właśnie taką butelkę znad Gardy przywiezioną otworzyć. Co prawda butelkowaną w roku 2009, zatem już nieco leciwą, ale radę dała. Aromat i smak można pominąć, czyste i delikatne, wszystko. Za to kolor poezja, między apetycznym różem, a równie apetycznym łososiem bałtyckim. Wraz ze sznurami delikatnych bąbelków tworzyło to w kieliszku widowisko do zapamiętania, na dłużej.

wina_imprezowe_1 

Zanim jednak poranka po, doczekać będzie dane, impreza cała przed nami. Jeśli wam powidoki białych kotów* niestraszne czytajcie dalej. Decyzja zapadła, idziemy w bąbelki, wino i bąbelki. Według mnie kluczem do sukcesu jest właściwa kolejność. Zaczynam od win i bąbelków najsłodszych, kończę na najwytrawniejszych. Czyli odwrotnie niż w przypadku win bez bąbelków. Czemuż tak? Wytłumaczę na trójcy ze zdjęcia powyższego.

Kiedym jeszcze nocą nie zmęczony i żądny organoleptycznych wrażeń, jakby to nie zabrzmiało, kieruję się w stronę wina mogącego szybko i łatwo takowych, wraz z bąbelkami, dostarczyć. Na przykład Moscato d’Asti od Cà de Balos, DOCG, rocznik 2010. Czyli wina mocno aromatycznego, wręcz perfumowanego, choć nie ordynarnie ekshibicjonistycznego. Jest wszakże jeden haczyk. Przy alkoholu procentach pięciu, muskaty są winami słodkimi, wyraźnie słodkimi. Dobre, takie jak wspomniany wyżej Cà de Balos serwują tą słodycz elegancko. Kiepskie, jak choćby jeden taki opisywany rok temu prawie, niestety zabić słodyczą potrafią. Zatem zanim muskata na imprezę zabierzecie, warto najpierw takowego w domowym zaciszu przetestować.


Otwarcie słodyczą i bąbelkami potrafi zmysły zmęczyć, nawet przy paru zaledwie alkoholu procentach. Zatem czas na orzeźwienie. Powinno być eleganckie, ale nie spartańskie. W końcu choć kubki smakowe nieco przylukrowane zostały, to nadal wrażeń spragnione są. Czyli idziemy w spumante, przykładowo Demi-Sec (półwytrawne), DOC, alkoholu 12,5%, od producenta o bodajże najbardziej znanej z włoskich nazw – Ferrari. Sylwestrowo może być bez rocznika, ale nadal jest to trunek wytwarzany metodą szampańską, a nie nadymany węgla dwutlenkiem w bezdusznych, stalowych kadziach. Co otrzymujemy w zamian? Kwiaty i jabłka w aromacie, spłukującą nadmiar lukru kwaskowość w smaku i delikatne sznury bąbelków. Podelektujmy się.

Impreza się rozkręciła, zmysły nasyciły, a od tańców w gardle zasycha. Cóż robić, czas na wino i bąbelki może ubogie aromatem, ale czyste i nieco brutalne w smaku, a do tego tańsze w złotówkach. Opcje są dwie prosecco, albo cava. Dziś wybór padł na cavę, przysłaną zresztą przez Lidl, wraz z czerwonymi hiszpańskimi, bez bąbelków. Przedstawiam wino Cava Brut (wytrawne) od Amorany, alkoholu 11,5%, także metodą szampańską wytwarzane. Czy lepiej się do pragnienia gaszenia nadaje, niż Perier tudzież Vichy? A jakże. Czy eleganckie sznury bąbelków ma? A i owszem. Aromat delikatny, słowem pomijalny, smak czysty? Tak. Zatem nadaje się. Jednak pamiętajcie, cava cavie nierówna. Schodząc z ceną zbyt nisko, możecie trafić na taką, gdzie bąble niczym w jacuzzi, zamiast bąbelków znajdziecie. A co nad basenem, ze słońcem nad głową i aperolem w kieliszku uchodzi, wśród smokingów i kreacji balowych, sprawdzić się nie sprawdzi.


wina_imprezowe_2

Jak z propozycji powyższych widać w kwestii wina i bąbelków jestem zwolennikiem koloru białego, tudzież różowego. Czerwony z winem i bąbelkami jakoś mi się w Sylwestra nie komponuje. W ogóle rzadko mi się komponuje, gdyż prawdopodobieństwo trafienia landrynki jest w tym zestawieniu wysokie, zbyt wysokie. Ale jeśli ma być Sylwester i ma być na czerwono, a do tego jeszcze azjatyckie menu się szykuje, to następujący wynalazek bym zaproponował. Słodki birbet, czyli prawie że brachetto, tylko w innym miejscu rosnące. Przykładowo – Birbet z Cascina del Pozzo, rocznik 2010, alkoholu oszałamiające cztery i pół procent. Żeby było ciekawiej na etykiecie, jasno i wyraźnie, Mosto Parzialmente Fermentato. Czyli że tej fermentacji, to tak całkiem oni nie skończyli. Mniam. Na serio zaś, przy otwarciu trochę ciśnienia zejdzie, w końcu to wino żyje, dość bujnie zresztą. A dalej, różany ogród i aksamitna gładkość. Podany w temperaturze stopni Celsjusza ośmiu, birbet ten przebija wszelkie orientalne wynalazki w rodzaju „win” śliwkowych. A czyni to tak skutecznie, że dla mnie, jeśli pikantna, aromatyczna i smażona kuchnia azjatycka na talerzu to słodki birbet w kieliszku. Koniec i kropka.

wina_imprezowe_3

Teraz opcja do wykorzystania, jeśli ma być bez bąbelków, bez niedokończonych fermentacji, i z alkoholem, solidnym, nie pięcioprocentowym. Czyli wino wzmacniane, może być madera, może być marsala, może być i porto. Choćby i takie, jak z Lidla ostatnio w paczce do mnie przyszło. Od producenta Armilar, mające solidne, acz oczekiwane alkoholu procent dwadzieścia. Według etykiety dziesięcioletnie, nierocznikowe i klasyfikowane jako tawny. Zatem kupażem z różnych beczek będące. Jeśli schłodzimy je należycie**, tak do stopni Celsjusza dziesięciu, rozrywki nam trochę dostarczy. Co prawda zmywacz do paznokci przebić się próbować będzie, ale nuty korzenne, orzechowe także znajdziemy. No i gładkość, lekką kwaskowatość, uczciwą moc. W okolicach, tudzież zastępstwie deseru, przed szatańskim espresso spróbować można. Choć w tym, konkretnym przypadku, za cenę złotych pięćdziesięciu bez mała pewien zawód pozostaje. Ujmę to tak. Wśród win wzmacnianych ze środkowej półki, często pięcioletnie, już dojrzałe, aromatyczne, są lepszą propozycją niż dziesięcioletnie, na progu przejrzałości, z uwypuklającymi się nutami skrajnymi.

Podsumowując. Jeśli Sylwester, wino i bąbelki, to zawsze uczciwie schłodzone. Za bąbelki podane na ciepło kara należy się sroga. Jeśli Sylwester, wino i bez bąbelków, to świat nie kończy się na nudnych, marketowych białych i czerwonych półwytrawnych. Przy czym podobnie jak z bąbelkami, schłodzić warto.

I tą optymistyczną notką rok bieżący na blogu bym zakończył. Życząc co by w nadchodzącym, wam się wszystko udało, udaję się na odpoczynek. Jakby nie patrzeć, za godzin kilkanaście początek piemoncko-toskańskiego starcia w dworku pod ruską granicą.

* białe myszki mają w tą noc wolne, czy jakoś tak.
** co zresztą w przypadku imprez wszystkich win wzmacnianych dotyczyć powinno.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz