wtorek, 13 grudnia 2011

Słowenia: Artyści i potwory

blazic

Była Chorwacja, była Rumunia, czas na Słowenię. Na zaproszenie organizatora, Tratoria – DOM PRzyjaciół Wina, uczestniczyłem pod koniec listopada w przekrojowej degustacji, win słoweńskich właśnie. Było win sto kilkanaście od dwudziestu pięciu producentów, spróbowałem win prawie osiemdziesiąt od producentów dwudziestu. I o własnych siłach do busa na Gdańsk dotarłem, zatem umiar zachowany został. A wrażenia?

Zacznę od ogólnych. Terytorialnie Słowenia to tereny wyżynne, tereny górskie, tereny nadmorskie i wręcz morskie, bo jak inaczej nazwać winnicę z trzech stron otoczoną wodami Adriatyku. Szczepowo zaś, mamy szczepy międzynarodowe, regionalne i autochtoniczne. Międzynarodówka w białych to głównie: chardonnay, robione na świeżo, tudzież po francusku, sauvignon blanc w stylu piernym, nowozelandzkim, rieslingi mineralne, owocowe i te z pól naftowych, a także muskaty nie tylko słodkie, ale i wytrawne. Natomiast w czerwonych internacjonałach przeważają merlot i cabernet sauvignon w wersjach świeżych, soczystych lub zdębiałych, waniliowych.

Przechodząc do szczepów regionalnych, najbardziej rozpoznawalny zapewne to malwazja w Słowenii malvaziją zwana. Oprócz tego z białych rebula, zbratana z ribollą giallą włoską blisko. Z czerwonych zaś teran i refošk, oba z włoskim refosco powinowate. Jednak słowom jednego z winiarzy zawierzając teran to dandysowate włoskie refosco*, zaś refošk to słoweński, charakterny, jedyny. Autochtonów natomiast namierzyłem wyłącznie białych, pinelę i zelena z zielonością kojarzącego się prawidłowo. Zatem do wyboru i koloru. Terytorialnie kraj skromny, ofertą szczepów wielki. Czy również różnorodnością aromatów i smaków?

I tak, i nie. Wśród win prezentowanych, różnorodność i wierność winogronu była cechą dominującą u win świeżych, niebeczkowanych. Tu dygresja krótka. Najbardziej ze szczepów wszystkich aromat rebuli mi w pamięci utkwił, farbki plakatowe z lat młodzieńczych przypominający. Zaś brak różnorodności i wierności winogronu był cechą dominującą wśród win beczkowanych, niestety. Choć winiarze, jeden przez drugiego, zapewniali w rozmowach, że beczki używane po wielokroć, że dębina ma uzupełniać nie dominować, że robić chcą wina słoweńskie nie internacjonalne, to rzeczywistość skrzeczała. W przypadków większości znakomitej. Może dlatego, że nie odetchnęły, że z butelek nie karafek serwowane były. Nieważne, nie mój problem brutalnie mówiąc. Spośród win beczkowanych, osiem na dziesięć waniliowymi potworami było. Smutne acz prawdziwe. Zatem uogólniając, jeśli wino słoweńskie to raczej ze stali, niż z dębu.

Uwag ogólnych wystarczy, czas skupić się na producentach. Zacznę od trójki, która mi w pamięci zapadła najmocniej, czyli arystokraty, technokraty i artysty ludowego. Następnie zaś w streszczeniu pozostałych omówię.


marof

Mówiąc arystokrata mam na myśli Vino Graben, producenta którego lista klientów zaczyna się od Białego Domu i brytyjskiej rodziny królewskiej. Jednak zanim o liście klientów rozmawialiśmy, ujęły mnie wina. Zacząłem od Chardonnay 2009, w wersji słodkiej. Ziołowego, miodowego, pełnego ale bez maślanej przesady. Następnie był Sivi Pinot, czyli pinot gris. Wytrawny, rocznik 2009, macerowany ze skórkami dni czterdzieści i pięć, a co za tym idzie różowy nie biały. Gładki, owocowy, pełny, maślany. Małmazja w wersji wytrawnej, mówiąc krótko. Po doznaniach dostarczonych przez pierwszą dwójkę, Rumeni Muškat 2009 wypadł normalnie, nie zaskoczył i nie rozczarował. Natomiast wytrawne Gamay z późnego zbioru 2003, oszołomiło. Nigdy bym się po tym szczepie takiej smaku pełni i długości nie spodziewał, widać można. Oprócz doskonałości win prezentowanych, zwróciłem uwagę na atencję do szczegółów przywiązywaną. Wina w karafkach oddech chwytały, kieliszki przepłukiwano winem, by konflikt między pH wody i wina pracy winiarzy nie niweczył. Ten perfekcjonizm do win prezentowanych pasował doskonale.

Technokratą nazwałbym natomiast Marof Vinska Klet Winery, producenta specjalizującego się w winach białych. Jak z rozmowy wynikło, win czystych, skrytych w sobie, medytacyjnych. A jak się założenia do rzeczywistości miały? Beli križ, 2009, czyli kupaż rieslinga (50%), chardonnay (30%) i sauvignon blanc (20%) to była stal, mineralność i pierność. Sauvignon Breg, 2009, był wytrawny, ziołowy, zielony, z dębem w dalekim tle. Natomiast w Chardonnay 2009 dominowała stajnia, przecięta dębiną. W porównaniu z nim Chardonnay SJI 2007, wersja przedpremierowa, było zdecydowanie ciekawsze z mnóstwem owocu i polami naftowymi. Wszystkie zaś powyższe założeniom producenta odpowiadały, będąc początkowo winami nieśmiałymi, zamkniętymi eksplodowały w kieliszku dopiero po czasie jakimś smażąc zmysły bogactwem aromatów. Co zaś ciekawe alkoholu odorów czuć zupełnie nie było, choć jak na koniec usłyszałem wina powyższe woltażem w rejony niedopuszczalne i skandaliczne się zapuszczają, procent alkoholu piętnaście, a nawet piętnaście i pół mając. Cóż, szaleństwo i artyzm bywają nierozłączne.

Ostatni z wielkiej trójcy, artysta ludowy, czyli Blažič, bez strony internetowej. Tutaj rozmowa z uwagi na barierę językową kleiła się najmniej, ale wina mówiły same za siebie, najgłośniej zaś jedno nazwane po prostu Rdeče, czyli czerwone, rocznik 2002. Wino jednocześnie fascynujące i odpychające, wino piękne w swojej brzydocie, wino którego palety zapachowej opisywać nie będę, gdyż opis ten nie zachęciłby nikogo. Jak powiedział winiarz, wino robione w starym stylu, w starych, wielkich dębowych kadziach. I to było czuć, tę historię, tą naturalność. Ups, chyba puściłem się kredensu, przepraszam. Wracając zaś do win pozostałych. Mineralna, ostra Rebula (2010) z farbkami plakatowymi, a także pieprzowy Sauvignon (blanc, 2008) były bardzo przyzwoite, i jednocześnie rozczarowująco nienaganne. W kontekście Rdeče rzecz jasna.

ronk

Pozostali jak powiedziałem skrótowo, by główne zalety i ewentualnie wady pokazać, a notki nadmiernie nie rozbuchać i czytelników nie zanudzić:

  • Vinakras z.o.o. Sežana to specjaliści od refoška, pod nazwą teran prezentowanego. Na plus: Kraška penina i Izbrani teran. Pierwszy to refošk z bąbelkami, wyrazisty, bez landrynkowości. Drugi zaś owocowy, kwaskowaty, zapadający w pamięć. Na minus: zdębiałe Teran Prestige i Taranton, wanilia dominowała.
  • Dveri-Pax zwrócił moją uwagę rieslingami. Owocowymi, kwaskowatymi, mineralnymi. Kwarc bez kredowości.
  • Emeran Reya to znów rebula (2010), łatwa, mocno farbkowa i cabernet franc (2008), owocowy, wyrazisty.
  • Family Winery Jakončič z białych miało ciekawą rebulę (2010), kwiatową, lekką, do picia kieliszek po kieliszku, a także chardonnay (2010), pikantne i aromatyczne. Z czerwonych cabernet sauvignon (2009), świeża czarna porzeczka podoba mi się.
  • Guerila Vina, czyli wina autochtoniczne i wina modernistyczne. Wybierałbym te pierwsze, na razie przynajmniej. Skromnego, pełnego zieleni zelena i wyrazistszą, kwaskowato-owocową (ananas) pinelę. Oba rocznik 2010.
  • Hiša vina Doppler zaoferował wina czyste, naturalne, słowem ciekawe. Pieprzowo-warzywnego sauvignon blanc, okrągłego Muskata ottonel z dobrą strukturą i beczką trzymaną w ryzach, a także owocowy w nosie, orzeźwiający w ustach kupaż rieslingów. Na deser egzotyka, czyli wyraźnie stajenny kupaż zweigelta i blaufränkisch, nazwany Efekt i efekt wywierający.
  • Istenič D.O.O. przedstawiał wina bąbelkowe. Jeśli bym wybierał, to Gourmet Rose – 100% pinot noir, rocznik 2006, z jego ostrym aromatem i pełnym ciałem.
  • Korenika & Moškon to malvazija razy trzy. Najlepiej wypadł intensywny ananasowo-kwiatowy rocznik 2008. Miejsce drugie dla rocznika 2010, podobnego, ale słabszego i aromatem, i ciałem. Rocznik 2007, choć dorobił się własnej marki – Paderno i spędził w dębie trzy lata, właśnie przez ten dąb zajmuje miejsce trzecie. Z win czerwonych Refošk Kortinca (2007) i cabernet sauvignon (2006) dały radę. Pierwszy był owocowo-stajenny w zapachu, kwaskowaty i ściągający w ustach. Drugi do sporej ilości porzeczki dodał zioła. W obu dębina została utrzymana w ryzach.

jankocic

  • Ludvik Nazarij Glavina / Santomas z dębiną przegrał, ale świeża malvazija (2008) i refošk (2009) dały radę. Pierwsze owocowością doprawioną nutami medycznymi, drugie pokazując pazur kwaskowatości.
  • Ronk zaoferował wina świeże i czyste. Rebulę (2010) osadzoną w farbkach plakatowych, porzeczkowego cabernet sauvignon (2009) i ziołowego merlota (2007).
  • Vina Dornberg D.O.O. zapamiętałem orzeźwiającym, truskawkowym pinot noir (2010) i gwiazdorskim, wytrawnym Yellow Muscat (2009). Ten ostatni, to nad wyraz udane połączenie gęstego aromatu muskata z wyraźną wytrawnością, przy niemałym woltażu – 14,5%.
  • Vinakoper D.O.O. to kolejna ofiara zabaw z dębiną, Capo D’istria Shiraz to była sama wanilia. Na plus świeży, gładki, pełny Capris Refošk (2009) i Capris Pemenito rdeče cuvee. To ostatnie będące kupażem w stylu bordoskim z 5% udziałem szczepu refošk. Te parę procent rzeczywiście robi różnicę.
  • Vinar Kupljen D.O.O. przedstawił wina bez ekstrawagancji, ale wierne winogronu. Warto wspomnieć naftowy Renski Rizling, perfumowany Traminec, ziołowy Rumeni Muskat, i brzoskwiniowe Chardonnay PT z późnego zbioru 2007.
  • Vinska Klet Černe, czyli jeden szczep, jedno wino, wiele winnicy. Według nich taka mieszanka jest lepsza niż wybór tego właściwego spłachetka ziemi. Do dyskusji, jednak malvazija (2010) i refošk (2009) dały radę. Pierwsza świeża i owocowa, gruszka i ananas. Drugi kwaskowaty i owocowy, jabłko. Refošk Kvi (2008), który otarł się o beczkę, już tak ponętny nie był.
  • Vinska Klet Goriška Brda z.o.o to producent win w stylu międzynarodowym, z dominującą wszem i wobec dębową wanilią. Zatem bez szału.
  • Vina Zajc, dobra prezentacja, fajny pomysł, efekt już nie tak bardzo. Mało wina w winie, a jedyny plus to fakt, że nawet diabetycy mogą te wina pić. Choć Cviček Zajc Renome, czyli kupaż wina białego i czerwonego na lodzie ujdzie.

moskon

Podsumowując. Wina słoweńskie, wróć, winiarzy słoweńskich poznać, ich wina spróbować warto było. Jak się w sklepach szerzej pokażą, a ceny nie zabiją to wracać do nich będę. Bo słoweńskie winiarstwo reprezentuje poziom międzynarodowy, udanie wyszło z wschodnioeuropejskiego skansenu i prze śmiało do przodu. Oby się tylko zbytnio nie zinternacjonalizowało, w końcu w różnorodności siła. Czy jakoś tak.

* o ile kruszącą zęby kwasowość można uznać za dandysowatą.

1 komentarz:

Białe nad czerwonym pisze...

Nie tylko winiarstwo, ale cała Słowenia wyszła dawno z nasze postkomunistycznego badziewia. Wspaniały kraj, świetni ludzie, a wina też dają radę.

Prześlij komentarz