sobota, 24 grudnia 2011

Bez Alkoholu: Wino, czy sok?

carl_jung_merlot

Wigilia i przedostatnia notka w roku 2011*. A ponieważ Wigilia zawsze u nas bezalkoholowa**, zatem będzie dziś o winie bezalkoholowym. Dostałem je od dystrybutora prawie dwa miesiące temu, oceniłem niedługo później, ale widać temat swoje musiał odleżeć. Dziś czas nadrobić tą zaległość.


Przechodząc do szczegółów technicznych. Carl Jung Merlot, czerwone wino francuskie bezalkoholowe. No prawie bezalkoholowe, bo 0,09% alkoholu jest. Czyli wątkiem przewodnim tej oceny, będzie odpowiedź na pytanie: Czy bliżej temu winu do prawdziwego wina, czy do soku owocowego? Bardzo drogiego soku owocowego, bo trzydzieści złotych bez groszy dziesięciu, za litra trzy czwarte, wrażenie robi. Wzrok: w wyglądzie błyszczące, o średniointensywnym wiśniowym kolorze. Czyli raczej wino, niż sok. Nos: aromat wyczuwalny, owocowy, czarna porzeczka i śliwka. Jest i bukiet, ziemisto-skórzany. Całość dymna, słodkawa, gęsta. Ale nadal raczej wino, niż sok. Usta: po pierwsze owocowe, w stronę soku. Po drugie jest kwaskowatość, winna nie cytrynowa. Są też garbniki na poziomie niskim plus. Na długość znów bardziej w stronę soku, bo krótko, dwie kwarty i koniec. Natomiast posmak winny, owocowo-garbnikowy. W dotyku gładkie. Punktacja i wykresy aromatyczno-smakowe – tutaj.

Podsumowując. Wzrok wino, nos także, usta pół na pół, tutaj braku alkoholu zamaskować w pełni nie sposób. Jest nieźle i jest alternatywa, jeśli wino posączyć sobie chcemy, a alkohol opcją nie jest. Kończąc zaś napiszę następująco, spodziewałem się masakry, zaś wyszło całkiem, całkiem. Oby więcej takich niespodzianek w nadchodzącym roku, teraz zaś zostawiam was z życzeniami “Zdrowych i Spokojnych Świąt”.

* ostatnia, przedsylwestrowa będzie o winach bąbelkujących, musujących, deserowych i ogólnie życie imprezowicza osładzających.
** tradycja jest tradycja, a poza tym kiedy jak nie w Wigilię kompot z suszonych owoców pić?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz