piątek, 28 stycznia 2011

Wino: Death by Moscato

wino

Odwiedzając lat temu ze dwa bodajże, urocze szwedzkie miasto portowe Karlskrona trafiłem w sklepie na wino praktycznie bezalkoholowe. Legitymowało się bodajże 1,5%  zawartością alkoholu i przyjechało z Austrii. Dziś żałuję, że go wtedy nie kupiłem i nie przekonałem się czy jest to już woltaż pozwalający sok z winogron nazywać winem. Dlaczego o tym wspominam? Otóż tematem tej notki będzie wino może nie tak ekstremalne, ale też wzbudzające masochistyczną ciekawość. Piemoncka “La Rosa Selvatica” ma bowiem całe 5,5% alkoholu, co w ciemno każe oczekiwać niesamowicie słodkiej piguły na powitanie. Czy da się ją znieść? Zobaczymy. Pamiętam, że degustując nowozelandzkiego muskata, który miał aż 8,5% alkoholu byłem już na granicy. Czas zatem ją przekroczyć i sprawdzić, czy w tym szaleństwie jest metoda.

wtorek, 25 stycznia 2011

Wino: Kandyzowane mandarynki w słońcu

marsala

Pogoda za oknem ponura i mokra, z hałdami brudnego wilgotnego śniegu. Warto zatem sięgnąć po trunek gęsty, złocisty ze słonecznej Sycylii, aby przywołać wspomnienie gorących, letnich dni. Myślę tu o winie marsala, które mocą i sposobem wzmacnia (poprzez dolanie brandy) podobne jest opisywanej przeze mnie wcześniej portugalskiej maderze. A że marsala to także nieodłączny składnik zabajone, zatem dziś oprócz wina oceniania też o słodkościach słów parę będzie.

piątek, 21 stycznia 2011

Wino: Dolce znaczy słodki, a Dolcetto?

wino

Panie i panowie win piemonckich ciąg dalszy. Mocno wątek piemoncki otworzyło Barolo Brunate. Dlatego teraz proponuję chwilę wyciszenia przy czerwonym winie wytrawnym, można by rzec pospolitym, ale ze szczepu o intrygującej nazwie. Bo przecież “dolce” to po włosku “słodki”. Zatem szczep Dolcetto z brzmienia jednoznacznie kojarzy się ze słodttością, przepraszam słodkością.

Reprezentantem szczepu Dolcetto będzie wino z regionu Dolcetto d’Alba, położonego kilkadziesiąt kilometrów na południowy wschód od Turynu. Z winnicy niedużej, rodzinnej, produkującej wszystkiego trzydzieści pięć tysięcy butelek rocznie. Zatem trawestując klasyka - niech się przekonam, ile słodyczy jest w winie Dolcetto?

wtorek, 18 stycznia 2011

Wino: O metodyce degustacyjnej rozważania

wino

(Aktualizacja 9 lutego 2011r. - Opis dalszej ewolucji ocen wina na tym blogu znajdziecie tutaj.)

O miejscu zwanym Cinque Terre już trochę pisałem, o grappie stamtąd także, na liście oczekujących zostało zatem wino. Dzisiaj tą zaległość nadrobię.

Zanim jednak do degustacji wina Cinque Terre przejdę o formie notek degustacyjnych na moim blogu słów parę. Otóż ten opis będzie ostatnim wina pitego jeszcze w roku 2010, wina ocenianego według “starej formuły”. Formuły, która sprawdzała się od strony barwności i poetyki,  przyzwoicie obrazowała głębię i kapryśność wina, ale niedomagała przy porównaniach pomiędzy różnymi winami. Aby to zmienić, przyznam się, nad systemem punktowym nawet myślałem. Jednak wtedy musiałbym mieć wino bazowe, taki “wzorzec metra”, do którego każde kolejne wino porównać bym mógł. Co więcej powinno ono każdą degustację otwierać, pomagając “skalibrować” skalę odczuć. Przy blogu poświęconym bogactwu smaków wina przede wszystkim, a nie zabawom statystycznym rozwiązanie takie cokolwiek problematycznym, o ile nie absurdalnym mi się wydało. Dlatego szukałem dalej. I znalazłem.

czwartek, 13 stycznia 2011

Wino: Homar i cava

wino-musujace

Homary wypada podawać z rocznikowym szampanem. Ale dotyczy to świeżych homarów, a co z mrożonymi? “Mrożone homary to zło” – już słyszę komentarze. Ale te dwa patrzyły na mnie z zamrażarki w Almie prawie przez rok, aż w końcu uległem. Dlaczego? Otóż na starcie były po sześćdziesiąt złotych polskich sztuka, czyli w cenie żywego homara w Makro. Jakieś dwa, trzy miesiące temu zeszły do trzydziestu złotych za sztukę. Przykuły moją uwagę, ale się powstrzymałem. Aż ostatniego dnia roku 2010 zobaczyłem je w cenie dwóch złotych za sztukę. Uległem, kupiłem, homary wygrały, przekonały mnie do siebie. Teraz pozostał tylko problem jak je zjeść. Ale za nim do tego przejdę, może najpierw słów parę o winie, które homarom towarzyszyło. Czyli nierocznikowej hiszpańskiej cavie brut, iberyjskim odpowiedniku francuskiego szampana.

poniedziałek, 10 stycznia 2011

Wino: Sparingpartnerzy wagi ciężkiej

chianti-barolo-nobile

Kiedy wspomnienie noworocznych fajerwerków zaczęło zanikać, a świeża warstwa białego puchu przykryła nadpalone łuski po sztucznych i zimnych ogniach nadszedł czas zrobienia remanentu w chłodziarce na wino. Jego efekt? Znalezione trzy niedokończone butelki, trzech poważnych, wytrawnych czerwonych win włoskich. Znaczy się, doskonała okazja do porównania rewelacyjnego wina Chianti Classico Riserva I Fabbri 2003, opisanego tutaj, z konkurentami z tej samej półki. W narożniku niebieskim toskańskie wino Nobile di Montepulciano Riserva V. Innocenti, rocznik 2004. W narożniku czerwonym piemonckie wino Barolo Brunate Borgogno Francesco, rocznik 2006. Degustację czas zacząć.

sobota, 8 stycznia 2011

Post scriptum: Dębina, beczka, trocina

beczka

Myśląc dojrzałe, esencjonalne czerwone wino myślimy wino dojrzewające w beczce. Dlatego też wyczuwając aromaty charakterystyczne dla dębiny, z której beczki do starzenia wina najczęściej powstają, bez zastanowienia mówimy, że wino ma zapach, aromat, smak beczki. Tym samym nieświadomie wpadając w pułapkę zastawioną przez winną nomenklaturę. Dlaczego?

czwartek, 6 stycznia 2011

Wino: Trzy pionowo, znaczy Chianti

wino-chianti

W Nowy Rok miałem okazję zorganizować małą degustację dla przyjaciół, z trzema chianti obsadzonymi w rolach głównych. Rolę supportu odgrywały: hiszpańska cava Mas Geroni - której przyjrzę się w jednej z kolejnych notek, a która posłużyła do wzniesienia noworocznego toastu i Soave Classico Nibai znad Gardy - gładkie, aromatyczne  białe wino, które swój opis na blogu już ma, tutaj.

Przechodząc jednak do clue wieczoru. Ponieważ szczep winny Sangiovese niejedno oblicze potrafi zaprezentować, tym bardziej jeżeli w kupażu z innymi winogronami występuje, zaplanowałem degustację tak aby stopniowo przechodzić od właściwego młodości nieokrzesania do dojrzałej elegancji. Tym samym na pierwszy ogień poszło prostolinijne wino Chianti Classico I Fabbri, rocznik 2008 z białoczerwoną etykietą, opisane tutaj. Kolejne wino, czyli Chianti Classico Castellinuzza, rocznik 2006, opisane tutaj, zaprezentowało jak pięknie bukiet kupażowanego Sangiovese potrafi się rozwinąć jeżeli damy mu parę lat. Przygotowało tym samym grunt pod, w założeniu, absolutną gwiazdę wieczoru – wino Chianti Classico Riserva I Fabbri, rocznik 2003. Wino w sprzedaży sklepowej już nieobecne, którego butelkę nabyłem bezpośrednio w winnicy I Fabbri późną wiosną tego roku.

wtorek, 4 stycznia 2011

Światowe wina i polskie sztachety

 kevin-zraly-wino

Pod choinką znalazłem opasłe tomiszcze. Twarda oprawa, kredowy papier, 350 stron tegoż papieru. Łącznie trochę ponad półtora kilograma wiedzy o winie kosztujące tyle co flaszka dojrzałego dobrego wina. Znaczy się znalazłem książkę “Wino: Kurs wiedzy” Kevina Zraly. Książkę udoskonalaną przez ostatnie dwadzieścia pięć lat, książkę którą chciałem przeczytać i którą warto zrecenzować.

Zacznę od osoby autora. Kevin Zraly – winomaniak, winny obieżyświat, osoba przez wiele lat zajmująca się winami w restauracji “Windows on the World”. Restauracji, której niestety już nie ma, tak jak nie ma budynku WTC, w którym się znajdowała. Ale nie obiegajmy od tematu. Oprócz tworzenia karty win i odwiedzania winnic na całym świecie, Kevin Zraly od ćwierć wieku prowadzi kursy dla winomaniaków pragnących poszerzyć swoją wiedzę o winie. Kursy, do których książka “Wino: Kurs wiedzy” jest podręcznikiem. Zajrzyjmy zatem do środka i oceńmy.