niedziela, 27 lutego 2011

Wino: Piemoncka mgła

winonebbiolo

Dwa najbardziej znane włoskie regiony winiarskie to Toskania i Piemont. Co ciekawe jeżeli chodzi sztandarowe wina i szczepy winogron ciężko o dwa bardziej odmienne regiony. Toskania, ze swoim chianti to wręcz wina dla ludu. Sangiovese jest najbardziej popularnym szczepem włoskim, a moda na ekskluzywne chianti to kwestia zaledwie ostatnich dwudziestu lat. Piemont chce natomiast kojarzyć się z winami arystokratycznymi. Czyż o sławnym barolo nie mówi się - “król win i wino królów”. A szczep nebbiolo, z którego barolo jest produkowane nie mieści się nawet w pierwszej dwudziestce najpopularniejszych szczepów włoskich.

Nazwą szczep nebbiolo nawiązuje podobno do piemonckich mgieł (z jęz. włoskiego - nebbia). W ich otulinie ze szczepu nebbiolo powstają trzy rodzaje win. Pierwsze dwa to barolo i barbaresco, których produkcja obwarowana jest licznymi wymogami. Pozostałe to wina nazwą własną i szczepu oznaczane, których proces wytwarzania bardziej przez winiarza niż normę regulowanym jest.

Z tych win ekstraklasowe barolo już na swoim blogu oceniałem – tutaj. Na aspirujące do ekstraklasy barbaresco czas przyjdzie wkrótce. Dziś zaś będzie o mglistym Mirinè, do trzeciej kategorii się zaliczającym.

wtorek, 22 lutego 2011

Saeco Xelsis, czyli automatyczne espresso

espresso

Początek roku 2011 okazał się dla mojego ekspresu Krups 7240 początkiem końca. To że odmówił mielenia kawy specjalnie mnie nie zdziwiło, w końcu od ostatniej awarii upłynął już prawie rok, czyli na nową usterkę nadszedł po prostu czas. Zdziwił mnie jednak serwis, który oprócz młynka (niecałe sto złotych) znalazł jeszcze jedną usterkę, poważniejszą i wycenił naprawę na złotych trzysta pięćdziesiąt. Mówiąc krótko w tym momencie straciłem cierpliwość do Krupsa i zacząłem poszukiwania nowego ekspresu.

Kryteria, którymi się kierowałem były jasne. Chciałem kupić ekspres równie prosty w obsłudze i konserwacji jak Krups 7240, umożliwiający dodatkowo łatwe przygotowywanie kaw z mlekiem (cappuccino, caffe latte, latte macchiato) i stosowanie oprócz kawy ziarnistej, także kawy mielonej. Po wstępnej kwerendzie w Internecie, połączonej z wielce interesującą lekturą forum caffeprego.pl, zawęziłem wybór do dwóch marek: Saeco i Jura. Ostatecznie wybrałem model Saeco Xelsis, który przebił konkurencję między innymi automatycznym systemem czyszczenia przewodów mleka po każdym użyciu, tym samym będąc w swojej kategorii cenowej najbardziej “wszystko mogącym i samo robiącym” ekspresem.

Ponieważ od zakupu minęły dwa tygodnie uznałem, że nadszedł czas na podzielenie się pierwszymi wrażeniami z użytkowania ekspresu Saeco Xelsis. W przyszłości wpis ten będę aktualizować o wrażenia z długoterminowego użytkowania.

czwartek, 17 lutego 2011

Wino: Czarna rozpacz i czarna magia

wino

Zacznę od szczegółów technicznych. Czerwone wino włoskie Russu du Custella z winnicy “I Pussi”. Szczep Apelacja Colline del Genovesato, spotkanie numer dwa. Pierwsze, opisane tutaj, wino z tego szczepu tej apelacji i tej winnicy wolałbym jak najszybciej zapomnieć. No ale tamto było winem białym. Kontynuując: rocznik 2010, alkoholu 12,5%, IGT. Region – Liguria, dlatego też kontretykiety brak, wszystko co chcielibyśmy/powinniśmy o tym winie wiedzieć znajdziemy na etykiecie. Przechodząc do oceny. Wzrok: wygląd czysty, bez błysku. Kolor purpurowy, co nie dziwi bo to młode wino. Martwi słaba intensywność koloru i wodnista obwódka winnego języka. Nos: w aromacie średnio-słaba wiśnia i cytryna. Bukietu praktycznie brak, jedynie słabo wyczuwalne drożdże i alkohol. Usta: jednostronne, mocno kwaskowate, metaliczne w dotyku. Owoc to głównie cytryna (kwaskowatość), bardzo słabo wiśnia. Pierwsza kwarta: kwaskowatość nabiera mocy i stabilizuje się na wysokim poziomie. Druga kwarta: pojawiają się garbniki winogron i owoc (cytryna), ale nie równoważą kwaskowatości. Trzecia kwarta: pod koniec pozostaje sama kwaskowatość. Czwarta kwarta: kwaskowatości ciąg dalszy. Finisz: średnio długi, kwaśny. Rozwinięcie oceny wraz z punktacją – tutaj.

Podsumowując. Russu du Custella winem godnym polecenia nie jest. Jest winem zbyt niezrównoważonym, jednostronnym aby chciało się do niego wracać. Według mnie jego jedyną zaletą, jest brak dyskwalifikujących, odrzucających wad. I w tym miejscu mógłbym w zasadzie zakończyć, gdyby nie iście szatański pomysł, który przy okazji Russu du Custella w życie wprowadziłem.

niedziela, 13 lutego 2011

Wino: Czerwona klasyka

bordeaux

O zmianach w metodyce oceny win ostatnio trochę się rozpisałem, zatem czas teorię wprowadzić w życie. Na pierwszy ogień wybrałem wino pochodzące z kraju, który z winem kojarzy się jak żaden inny*. Będzie to wino, cóż za niespodzianka, czerwone. A żeby dalej tropem skojarzeń podążać, wino z gatunku będącego obok burgundów win czerwonych ikoną**. Bo przecież cytując Kevina Zraly, cytującego Samuela Johnson - “kto chce poważnie myśleć na temat wina, musi spróbować dobrego klareta”. Tylko, co ma leksykograf amerykański wspólnego z francuskim bordeaux? Tą kwestię pozostawiam bez odpowiedzi, licząc na wasze sugestie w komentarzach.

środa, 9 lutego 2011

Ocen wina na blogu przeszłość, teraźniejszość i przyszłość

kieliszek wina

Poczytałem sobie ostatnio literatury mniej lub bardziej fachowej o winie i jego ocenach. Co więcej, zdobytą wiedzę przetrawiłem, ułożyłem w mózgu przegródkach właściwych i w ćwiczeniach praktycznych przetestowałem. Czas zatem nadszedł, aby ją w praktyce na blogu swoim zastosować. Zatem zmian etap kolejny, tym razem na szerszą skalę zakrojonych „Środkową Półkę” czeka.

Zanim jednak do zmian samych opisu przejdę, to o bloga historii i zmian skutku zakładanym słów parę. „Środkową Półkę” stworzyłem jako pamiętnik zachowujący dla mnie wspomnienia i oceny win konsumowanych, a także grapp  i whiskaczy co po drodze się zdarzają. Zakładałem przy tym, że spostrzeżeń regularne spisywanie, pozwoli mi poziom tych ocen podnieść. I tak się, w moim mniemaniu, stało. Nie osiągnąłem tego od razu, w pułapki różne po drodze wpadałem, ale te sześćdziesiąt win opisanych sporo mnie nauczyło.

Tym samym czuję się na siłach, aby jeszcze jeden krok wykonać prostując pewne „błędy młodości” z jednej strony, a z drugiej dokładając elementy, które ocen wina tu dokonywanych miarodajność podnieść powinny. Nie chcę jednak, ciesząc się zdobytą wiedzą i doświadczeniem, bloga hermetycznym i strawnym tylko dla zaawansowanych winomaniaków uczynić, dlatego zmiany dwutorowo zaplanowałem. Przechodząc do szczegółów.

sobota, 5 lutego 2011

Taste, flavour i inne niuanse

ksiazka-o-winie 

Stare polskie przysłowie mówi, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Nie da się ukryć, coś w tym jest. Pozycja “Wino: Kurs wiedzy” Kevina Zraly, recenzowana przeze mnie na początku stycznia pozostawiła we mnie pewien niedosyt w kwestii wytłumaczenia metod całościowej oceny wina. Na szczęście w tekście zawarta była propozycja, czym ten głód wiedzy zaspokoić. Postanowiłem z niej skorzystać i tak miesiąc później na moim biurku znalazła się książka “Making Sense of Wine Tasting” napisana przez Alana Young. Autora, który swoje pierwsze wino wyprodukował w 1951 roku i który przez kilkadziesiąt lat zajmował się zarówno produkcją wina, jak i jego oceną.

Napisana w języku lengłydż, w brytyjskim Amazonie kosztowała prawie 18 funtów. Biorąc pod uwagę, że ma stron zaledwie 174, z indeksem włącznie i jest w miękkiej okładce, ciężko taką cenę nazwać przystępną. A do tego w kategoriach wagi, objętości i wyglądu na półce z książkami z niewiele droższą pozycją “Wino: Kurs wiedzy” zdecydowanie przegrywa. Jednak żarty na bok, czas odpowiedzieć sobie na pytanie, czy Alanowi Young udało się wytłumaczyć jak oceniać wino?

wtorek, 1 lutego 2011

Wino: Chianti od chłopa

chianti

Italia jest jednym z tych szczęśliwych miejsc na świecie, gdzie termin “wino domowe” w menu nie oznacza bynajmniej przelanego do karafki najtańszego wina z pobliskiego supermarketu. Jeżeli zdecydujemy się na “wino domowe” powinniśmy otrzymać wino, które pochodzi z pobliskiej, nienazwanej i niezaznaczonej na mapach mikro winnicy. No chyba, że zasiedliśmy w pizzerii tuż obok Krzywej Wieży w Pizie, czy innym równie turystycznym miejscu. Tam w roli “vino di casa” najtańsze wino supermarketowe mamy jak w banku. W potrójnej cenie.

Ale wracając do wina. Pochodzenie z lokalnej, bezimiennej winnicy nie oznacza, że kupując takie wino trafiamy na nieoszlifowany diament, nieodkryty przez świat. Takie przypadki bardzo szybko dorabiają się etykiet, marki i kartonami są słane za Wielką Wodę. Kupno włoskiego wina domowego najczęściej oznacza, że dostaniemy przyzwoite wino, naturalne wino, czasem także wino ciekawe. Zresztą żeby nie teoretyzować dłużej, przyjrzę się takiemu przypadkowi bliżej. Przedstawiam Chianti Colli Senesi, kupione prosto od chłopa, które otrzymałem od znajomego poznaniaka.