środa, 30 marca 2011

Wino: Dobre chianti to jest to

wino chianti rufina 

Przy okazji podwójnej, gdyż pierwszej i ostatniej na tym blogu, oceny chianti z dyskontów wspominałem o zbliżającym się zestawieniu paru “prawdziwych” chianti z Lamole i Rufiny. Patrząc z perspektywy dotychczasowych doświadczeń uważam takie grupowe zestawienia za szczególnie ciekawe, pozwalające na obiektywne wychwycenie różnic pomiędzy ocenianymi winami.

W dzisiejszym zestawieniu wystąpią trzy wina chianti z regionu Lamole, które już na blogu opisywałem i jeden debiutant z regionu Rufina. Te cztery wina reprezentują pełen przekrój jakościowy i cenowy chianti, od prostego, niestarzonego w beczkach Olinto za parę euro, do “ekskluzywnego”, spędzającego w beczkach półtora roku chianti typu riserva. Jakoś tak się złożyło, że chianti z Lamole reprezentują rocznik 2007 podobno niezły, natomiast chianti z Rufiny jest z rocznika 2006, podobno wybitnego. Warto ten szczegół wziąć pod uwagę zapoznając się z wynikami, do których teraz przejdę.

środa, 23 marca 2011

Lamole: Toskania jakiej nie znacie


Kontynuując wątek włoskich rejonów z ciekawymi winami, dzisiaj region Lamole, czyli właściwie wąska i kręta droga górska (no może pagórkowa) w samym sercu Toskanii. Historię znalezienia się na tej drodze już swego czasu opisywałem – tutaj. Natomiast teraz całość informacji dotyczących Lamole na moim blogu rozrzuconych postaram się zgrabnie podsumować.

Zacznę od samego miejsca. Jeżeli Toskania kojarzy wam się z turystami, zabytkami, jeszcze większą ilością turystów i kosmicznymi cenami macie poniekąd rację. Dokładniej zaś macie ją tak długo jak ograniczymy swoje postrzeganie Toskanii do Florencji, Pizy czy Sieny. Przekładając to na realia Polskie, to tak jakbyście Kaszuby postrzegali przez pryzmat Trójmiasta. A przecież w Toskanii, podobnie jak na Kaszubach wystarczy oddalić się od centrów turystycznych aby odnaleźć ciszę, spokój i sielskie klimaty prowincji. No ale będąc na wycieczce zorganizowanej, mając dzień na zabytki i muzea Florencji, pół dnia na Sienę i dwie godziny na Krzywą Wieżę w Pizie raczej nie dane wam będzie tego dostrzec.

Dlatego warto przyjechać do Toskanii na dłużej (przynajmniej tydzień) i wybrać na bazę wypadową miejsce takie jak region Lamole. Znajduje się on o rzut kamieniem od Florencji i pół godziny rowerami od Greve in Chianti, gdzie znajdziemy Le Cantine, będącą nieoficjalnym centrum mikrokosmosu Chianti Classico. I olbrzymią  pokusą trzeba dodać, bo wystarczy wykupić kartę za kilkanaście euro i uzyskujemy dostęp do nieprzebranej ilości win. Przynajmniej tak twierdzą wszyscy którzy tam byli, znaczy się nie ja, bo wstyd się przyznać do Le Cantine jakoś jeszcze nie trafiłem. A wszystko przez to, że ostatnia z listy winnic umówionych zamiast blisko była nadspodziewanie daleko, ale o tym za chwilę.

sobota, 19 marca 2011

Friulia-Wenecja Julijska: Kraina win nieodkrytych


Ostatnie przygody z winami tanimi i niedobrymi przypomniały mi o krainie, gdzie win tanich i dobrych znajdziemy w nadmiarze. Friulia-Wenecja Julijska, bo o niej mowa, to kraina kamieni, kamiennych rzek na kamiennych równinach i skalistych wzgórz. Słowem region mało turystyczny, chyba że lubimy kamienie i wino ma się rozumieć. Bo to ostatnie w tym ignorowanym przez turystów rejonie Włoch potrafi być przednie w smaku i przyjazne w cenie jednocześnie. No i jest jeszcze prosciutto z San Daniele. Znacząco odmienne od prosciutto z Parmy, jest według mnie lepsze bo bardziej soczyste. Ale to kwestia gustu.

Wracają do win. W tej notce pokrótce przedstawię siedem friulijskich winnic, których wina za godne polecenia uważam. Jeżeli wypadną na trasie waszych podróży odwiedźcie je, naprawdę warto.

wtorek, 15 marca 2011

Wino: Australijski Włoch

wino_australijskie

Po traumach dyskontowych czas powrócić do normalnego programu i win bardziej przewidywalnych. Tym razem zaspokoję swoje italofilskie zapędy oceniając wino, które choć australijskim jest, to przez połączenie dwóch szczepów włoskich stworzone zostało. Bo przecież Dolcetto to owocowy, kwaskowaty, orzeźwiający szczep z Piemontu. Natomiast Lagrein to intensywny w zapachu i kolorze szczep z Górnej Adygi, który zwrócił moją uwagę podczas pewnej degustacji. Wtedy co prawda wino go reprezentujące wadliwym się okazało, ale potencjał mimo wad dostrzegalnym był. Tym samym kiedy dostrzegłem w Makro za złotych pięćdziesiąt bez grosza jednego wino z dobrze mi znanego regionu australijskiego Langhorne Creek pochodzące, będące kupażem obu szczepów powyższych, długo się nad kupnem nie zastanawiałem.

środa, 9 marca 2011

Wino: Dyskontowe szaleństwo

chianti-z-dyskontow

[Aktualizacja - październik 2012] Od poniższej traumy trochę się w polskich dyskontowych realiach pozmieniało, niekiedy na lepsze nawet. Lidl zaryzykował i przysyła mi regularnie wina do oceny. A że wina i pacierza nie odmawiam, to te wina oceniam. Czasem jest zabawnie, czasem jest zaskakująco, czasem smutno i wracają upiory przeszłości. W każdym razie ofertę Lidla, z pominięciem półki najniższej, poznałem chcąc nie chcąc całkiem dobrze. Wszystko zaś znajdziecie w tych notkach. Z innych marketów, także odnośnie oferty Makro parę notek popełniłem

Stwierdzić, że tytułowy przypadek dopadł i mnie byłoby nadużyciem. Ale, że ostatnio w dyskusjach różnych Lidl i Biedronka co rusz są przedstawiane jako źródło przyzwoitych win, postanowiłem przekonać się co w trawie piszczy.

Aby porównanie obu dyskontów było miarodajne, zdecydowałem się na kupno w obu wina tego samego rodzaju, w cenie do 15 złotych. W końcu Lidl i Biedronka to tanie produkty, przynajmniej w teorii. Po przejrzeniu oferty obu dyskontów wybór mój padł na dwa wina typu chianti, oba klasyfikowane jako DOCG, z rocznika 2009. Biedronkowe chianti kosztowało złotych 13,99, natomiast lidlowe było o złotówkę droższe. Ale nadal o grosz poniżej założonego budżetu.

Potrzebne mi było także wino bazowe, do którego oba dyskontowe chianti mógłbym odnieść. Wybór padł na czerwone wino stołowe Dolce Via, które nabyłem czas jakiś temu w Makro w cenie złotych 35 za pięć litrów. Kiepskie, ale przydatne mi było do eksperymentów różnych (chipsy dębowe, kwas winowy i te sprawy).

Chianti z moich włoskich zapasów w cenie zbliżonej do Lidla i Biedronki też bym znalazł, ale stwierdziłem że zbyt wysoko zawiesi to poprzeczkę. Jednak porównanie paru win Chianti Classico i Chianti Rufina planuję w przyszłości niezbyt dalekiej, wtedy też będziecie mogli zestawić ich wyniki z winami dyskontowymi. Jeżeli będzie co zestawiać oczywiście.

Nie uprzedzajmy jednak faktów, czas butelki odkorkować i stawić czoła winom z dyskontów.

czwartek, 3 marca 2011

Wino: Nebbiolo i barbarzyńcy

 barbaresco

Dziś na blogu ostatni gatunek mglistych piemonckich, czyli barbaresco. Pomimo iście barbarzyńskiej nazwy jest to wino łagodniejsze niż barolo. Trzymając się monarchistycznej terminologii z poprzedniej notki można powiedzieć, że jeśli barolo jest królem win, to barbaresco uznaje się za królową.

Druga kwestia, która może być myląca przy barbaresco to piemonckie wina ze szczepu barbera. Otóż nie znajdziemy tu innego pokrewieństwa niż nazwa. Natomiast możemy odnaleźć sporo przeciwieństw. Winogrona barbera są słabo garbnikowe, kwaskowate i mają ciemny, rubinowy kolor. Natomiast wino barbaresco jest wytwarzane w 100% z gron nebbiolo, które są silnie garbnikowe, umiarkowanie kwaskowate i nie grzeszą nadmierną ilością pigmentu, a kolorystycznie wpadają w ceglastą czerwień.

Wystarczy tych zawiłości, czas na ocenę dzisiejszej bohaterki, domniemanej królowej win.