czwartek, 21 kwietnia 2011

Wino: Barbara, nie barbarzyńca

wino włoskie

Piemoncie nadchodzę chciałoby się wykrzyknąć, ale najpierw jeszcze Bawaria po drodze będzie. Jednak przed wyjazdem chciałbym zakończyć przygotowanie kondycyjne do mekki włoskiego winiarstwa odwiedzin, wyczerpując listę win piemonckich, które do oceny zostały. Zatem przedstawiam dziś wino ze szczepu barbera, którego w żadnym przypadku z winem barbaresco (ze szczepu nebbiolo żeby było prościej) mylić nie należy.

Barbery bowiem tradycyjnie bywały winami o rachitycznym, wodnistym kolorze owocu i wysokiej, szorstkiej kwaskowatości. Dodajmy do tego fakty, że winogrona barbera garbników winu praktycznie nie oddają i bliżej nam do win białych i kiepskich niż czerwonych i dobrych. Ale piemonccy winiarze w miejscu nie stoją i od czasu do czasu któryś za wyburzanie starych, zakurzonych, nadgryzionych przez korniki i pokrytych pleśnią bynajmniej nieszlachetną zbiorników sie zabiera. A wtedy tradycyjne wina potrafią wystąpić w nowych odsłonach, odkrywających nieznane ich atuty. Tak i zdarzyło się w przypadku barber, które w wersji modernistycznej znacznie apetyczniejszym kąskiem, niż ich przodkowie są. Zobaczmy zatem, do której grupy należy wino dzisiejsze.

wtorek, 19 kwietnia 2011

Bywa się...

makro_kuchnia

… w stolicy rzecz jasna*. A dokładniej byłem w mieście stołecznym Warszawie w sobotę na “Warsztatach kulinarnych dla blogerów” organizowanych przez Makro w ich Centrum Rozwoju Firm. Dlatego też zdjęcie otwierające dzisiejszą notkę skupia się na kuchennych narzędziach służących do duszenia, siekania i ogólnie upewniania się, że przygotowywane danie o własnych siłach z talerza nie ucieknie.

Warsztaty rozpoczęło przygotowywanie pasztetu z drobiowych wątróbek “tylko nie nazywajcie go foie gras” i był to dla mnie bodajże najciekawszy punkt spotkania. Dlaczego? Otóż w końcu dowiedziałem się jak przygotować pasztet, a nawet pâté, nie poświęcając na to większej części dnia jak dotąd robiłem, kiedy raz w roku przed Wielkanocą na taką kuchenną ekwilibrystykę mnie nachodziło. Tutaj zmieściliśmy się w godzinie z minutami może pięcioma, od wejścia do kuchennej sali ćwiczeniowo-wykładowej do umieszczenia pâté w chłodziarce. Imponujące i fascynujące jednocześnie. Teraz pozostaje tylko powtórzyć ten wyczyn solo, bez wsparcia kuchennej załogi Makro. Może być trudno?

wtorek, 12 kwietnia 2011

Wino: Równowaga i jej brak

wino-kalifornijskie

Producenci z Nowego Świata (sprawdzić czy nie Warszawa) są zazwyczaj piętnowani za wina zbyt oczywiste, zbyt owocowe, zbyt dębowe, wina otwierające się zaraz po odkorkowaniu i napastujące biednego europejskiego winomaniaka swoją typową dla zadufanej w sobie imperialistycznej Ameryki aromatyczno-smakową przesadą. A my tu w Europie lubimy przecież wina, które łatwo nie zdradzają swoich tajemnic, wina, które wymagają dekantacji, oddechu, odpowiedniego profilu kieliszków i właściwego ciśnienia atmosferycznego aby w trzeciej nucie dolnej błysnąć tym jakże fascynującym swoją ulotnością powidokiem owocu. I nie widzę w tym zasadniczo nic złego, serio. Powiem więcej nawet sam się w to bawię, co nieraz na blogu widać. Li tylko szare, bure i zimne okoliczności przyrody jakoś mnie inaczej ostatnio nastroiły. Dlatego zamarzył mi się owocowy, ale tak naprawdę głęboko owocowy Merlot, przywołujący wspomnienia słonecznej Kalifornii, którą widziałem co prawda wyłącznie na taśmie filmowej, ale wspomnienia można mieć, no nie?

Wyboru starałem się dokonać rozsądnie, stawiając na wino, które według producenta, dla uniknięcia dominacji aromatów dębiny w 30% rocznika dojrzewa w nowych beczkach, w pozostałych zaś 70% w beczkach wykorzystywanych po raz drugi, bądź trzeci. Bo przez etap “wielbienia beczki” szczęśliwie przeszedłem już czas jakiś temu i nawet się po drodze nauczyłem, że “aromat beczki” i “aromat dębiny” to rzeczy zupełnie od siebie różne. Ale to inna historia, zresztą już tu opowiedziana.

piątek, 8 kwietnia 2011

Kiedy wino jest dobre?

rozlane-wino

Na tak postawione pytanie można odpowiedzieć na trzy sposoby. Pierwszy, najprostszy sprowadza się do stwierdzenia - kiedy mi smakuje. Takie podejście ma jednak poważną wadę. Daje fory winom efekciarskim, często jednostronnym, które są bardzo indywidualne w odbiorze. Słowem, co dla jednego lekiem, dla innego trucizną.

Drugi sposób to założenie, że wino dobre to wino bez poważnych wad. Tu już jest trochę trudniej, bo trzeba taką listę winnych grzechów głównych znać i być w stanie je w winie dostrzec. Ale że wersja podstawowa listy długa nie jest, to nawet początkujący winomaniak powinien sobie poradzić.

środa, 6 kwietnia 2011

Wino: Winogrono, które ryknęło

wino roero arneis

Barolo, Barbaresco, Alba, Asti – słowem piemoncka ziemia obiecana winomaniaków. Za niecały miesiąc nazwy te nie będą już dla mnie tylko punktami na mapie i akapitami w książkach o winie. Jednak zanim to nastąpi przyglądam się winom piemonckim w domowym zaciszu. Było bardzo dobre barolo, dobre nebbiolo, barbaresco pozostawiające pewien niedosyt, choć technicznie doskonałe, lekkie dolcetto i oczywiście zabójczo słodki muskat. Do kompletu zatem brakuje przedstawiciela win białych wytrawnych i barbery. Pierwszą lukę uzupełni dzisiejszy wpis, natomiast barbera pojawi się niebawem.

Przedstawicielem piemonckich białych wyrokiem losu stało się wino ze szczepu roero arneis, apelacji Roero. Za tą jakże oryginalnie brzmiącą nazwą kryje się odmiana winogron, która do późnych lat siedemdziesiątych służyła głównie do ochrony cennych gron nebbiolo przed ptakami i pszczołami.* Obecnie zaś jest uznawana za szczep posiadający największy potencjał z piemonckich białych. Region produkcji zaś od roku 2005 może poszczycić się oznaczeniem DOCG. Tyle teorii, zobaczmy jak wygląda praktyka.

piątek, 1 kwietnia 2011

Bimber: Legalize it

bimber-ksiezycowa

Dziś będzie krótko i na temat. Próbując grapp, whiskaczy i innych zagranicznych wynalazków nie mogę się oprzeć wrażeniu, że dobra polska księżycówka jest w stanie kręcić wokół nich kółka pod względem aromatu i smaku. Dlatego ciężko mi się pogodzić z faktem, że w Italii, Szkocji czy na Bałkanach można bezproblemowo nabyć "miejscowy bimber", a u nas nie.