środa, 29 czerwca 2011

Wino: A. P. Nr. 052-66-10

spatburgunder

Niemcy były dla mnie dotąd krajem tranzytowym, niezbędnym etapem do pokonania na drodze do, lub z Italii. W tym roku jednak, z moją lepszą połową zdecydowaliśmy się właśnie w Niemczech spędzić znaczną część urlopu. Wybór padł na “Romantische Strasse”, czyli w skrócie trzysta pięćdziesiąt kilometrów dróg różnych na pograniczu Badenii-Wirtembergii i Bawarii, usianych uroczymi miasteczkami, w których czas się zatrzymał. Więcej o tym w notkach późniejszych, zaś dziś otwieram na blogu temat win niemieckich. Bo choć regiony przez które wspomniana droga romantyczna przebiega nie są Hesją Nadreńską, Mozelą czy Palatynatem, to przynajmniej w teorii wina się tam produkuje. A jak praktyka wygląda?

O tym za chwilę, gdyż wstęp teoretyczny dla zrozumienia dalszej opowieści jest niezbędny. Wstęp dotyczący win niemieckich cech szczególnych w ogóle, a także oznaczeń na etykietach w szczególe. Po pierwsze, Niemcy na arenie międzynarodowej są znane z win białych. Natomiast niemieckie wina czerwone są głównie przeznaczone na rynek krajowy. Dlaczego tak się dzieje? Otóż niemieckie winnice są jednymi z najdalej wysuniętych na północ w Europie. A to oznacza niższe temperatury, co faworyzuje szczepy winogron wykorzystywane w produkcji win białych (riesling, müller-thurgau, silvaner). Przechodząc teraz do etykiet. Niemiecka klasyfikacja win jest jedną z najbardziej szczegółowych na świecie. Oprócz tradycyjnego podziału na wina słodkie (fruchtig), półwytrawne (halbtrocken) i wytrawne (trocken), mamy podział win według jakości:

  1. Tafelwein – najniższa kategoria, wina “przemysłowe” rzec by można, będące często kupażem win pochodzących z wielu winnic.
  2. Qualitätswein – zakwalifikowałbym wina z tej kategorii jako “stołowe”, codzienne. Qualitätswein muszą pochodzić z jednego z trzynastu niemieckich regionów winnych.
  3. Prädikatswein – oznaczenie win “lepszych”, na specjalne okazje. W ramach prädikatswein wyróżniane są następujące podkategorie, których znajomość powie nam, czego się po danym winie spodziewać:
    • Kabinett – wina wytwarzane z normalnych winogron (nie przejrzałych), ale z wybranych winnic
    • Spätlese – w wolnym tłumaczeniu “późno zebrane”, czyli wina z winogron zbieranych juz po terminie, dzięki czemu powinny być pełniejsze, zarówno w zapachu, jak i w ustach.
    • Auslese – w wolnym tłumaczeniu “wyselekcjonowane”, wina z wybranych, najbardziej dojrzałych w momencie zbioru winogron. W teorii jeszcze bardziej aromatyczne i pełne.
    • Beerenauslese (BA) – od tego poziomu zaczynają się sławne niemieckie wina deserowe, powstające jak to się ładnie ujmuje z “winogron dotkniętych szlachetną pleśnią”.
    • Trockenbeerenauslese (TBA) – w przypadku win tego rodzaju winogrona dotknięte szlachetną pleśnią, są dodatkowo podsuszane (skojarzenia z włoskim passito jak najbardziej na miejscu). Celem jest stworzenie win po trzykroć “naj-“, czyli najsłodszych, najintensywniejszych, najdroższych.
    • Eiswein – wino z winogron zbieranych wczesnym rankiem przy pierwszym przymrozku wystarczająco silnym, by zamrozić wodę w gronach. Co ciekawe w produkcji “wina lodowego” Niemcom wyrósł poważny konkurent w postaci Kanady.*

Wystarczy teorii, przejdźmy do praktyki.

czwartek, 23 czerwca 2011

Wino: Sangiovese na salonach

piwniczka_1

Umawiałem się z Andrzejem na degustację czas już jakiś, a w zasadzie umawiałem się, że się umówię. Bo samo dookreślenie niedookreślonego terminu spotkania zajęło moment, tylko nastąpić musiało. I stało się tak, że ostatni weekend spędziłem w Poznaniu biorąc udział w degustacji pod roboczym tytułem „Wielkie wina z małej piwniczki”. Degustacji, podczas której wzięliśmy na tapetę wina ze szczepu sangiovese.

Degustujących było nas łącznie osób dziewięć, a win degustowanych sześć. Pięć z piwniczki Andrzeja i jedno przez Stanisława przemycone, o czym za chwilę. Dzięki piwniczki obszerności udało się przy tym znaleźć wina reprezentujące wszystkie główne sangiovese nurty: codzienne rosso di montepulciano i chianti colli senesi, odświętne vino nobile di montepulciano i brunello di montalcino, a także sangiovese nietoskańskie, lecz emilio-romańskie.

Wszystkie zaś wina powyższe były nie z półek supermarketowych zdjęte, lecz w mniejszych i większych kantynach bezpośrednio przez Andrzeja kupione w Italii, po głębokim wcześniej w oczy spojrzeniu winiarzom je produkującym. Wyjątkiem, choć nie supermarketowym bynajmniej, było tu chianti od Mielżyńskiego, co je Stanisław przyniósł. I namieszało to chianti, oj namieszało, ale po kolei.

środa, 15 czerwca 2011

Vinum 2011: Barolo i barbaresco unplugged

vinum_bb_01

Jak obiecałem dwa wpisy temu, relację z Vinum 2011 zakończy opis degustacji zatytułowanej “Barolo i Barbaresco – konfrontacja roczników ciepłych i chłodnych”. Zatem zaczynajmy.

Pojęcie roczników ciepłych i chłodnych, jest tym rodzajem podziału, który początkowo wydaje się prostym i oczywistym. Bo przecież każdy z nas potrafi określić, czy dany rok był ciepły, czy chłodny. A jeśli akurat nas na miejscu nie było (np. w Piemoncie), to przecież wystarczy rzut oka na średnie temperatury roczne i wszystko już wiemy. Nieprawdaż?

A kiedy wiemy już, które roczniki były ciepłe, które zaś chłodne to sprawa jest prosta. Rocznik ciepły znaczy wino będzie “cielistszejsze”, “otwarciejsze”, “owocowiejsze”. Rocznik chłodny natomiast każe spodziewać się wina “wodnistszego”, “zamkniętejszego”, “szorstkiejszego” . Nieprawdaż po dwakroć?

Okazuje się, że nie całkiem, tudzież nie do końca. Dlaczego zaś nie, pokazała właśnie degustacja konfrontująca ze sobą win barolo i barbaresco roczniki ciepłe z chłodnymi.

piątek, 10 czerwca 2011

Wino: Picie, degustowanie i ocenianie

wino

We wtorek piłem doskonałe białe wino. Orzeźwiająco kwaskowate, wyraźnie owocowe i mineralne też, zapewne. Słupek rtęci pokazywał stopni trzydzieści parę, a ja wróciłem skonany po pracy dniu całym i jeszcze sprawunków godzinach paru. Proste spaghetti winu towarzyszące było wręcz obłędne. A może to wino towarzyszyło spaghetti.

niedziela, 5 czerwca 2011

Vinum 2011: Siorbanie, przeżuwanie i spluwanie

vinum_moscato

Dwa dni, cztery sesje tematyczne, trzydzieści trzy wina, siedemdziesiąt euro w kieszeni mniej – tak można by najkrócej podsumować degustacje win piemonckich na Vinum 2011. Czy było warto? Uważam, że tak, gdyż szczegółów tudzież ciekawostek, których nie znajdzie się w przewodnikach sporo było.

Zatem zapraszam do lektury.