wtorek, 30 sierpnia 2011

Wino: San Francesco – Mediolan – Gdynia

tokaj-cantuccini

Mimo że jutrzenka wydawała się jeszcze odległym marzeniem, słupek rtęci rozpoczął już niestrudzoną wspinaczkę. Zakończy ją, jak codziennie od blisko miesiąca, na stopniach czterdziestu i paru. Tymczasem, nad miasteczko San Francesco znad rzeki Sieve nadciągnęła mgła. Rozlała się po uliczkach niczym mleko i zastygła. Ale nie na długo. Przytłumiony klekot czterocylindrowego diesla wdarł się na via Albizi, poprzedzając masywny samochód. Kłęby mgły zawirowały i rozstąpiły się dając przejść intruzowi, po czym zamknęły za nim niczym aksamitna pięść. Samochód zatrzymał się pod numerem 11. Krótki zgrzyt hamulca ręcznego, plask zamykanych drzwi samochodu, ciche skrzypienie otwieranych drzwi w kamienicy. Dwie, jeszcze gorące paczki przeszły z rąk do rąk. A. zawsze dotrzymuje terminów, nawet na urlopie.

Kiedy koła rejsowego Airbusa oderwały się od pasa startowego lotniska Bergamo, L. mógł wreszcie odetchnąć. Cztery godziny wcześniej z piskiem opon ruszył z San Francesco i pognał krętą drogą przez mgłę, by zdążyć na czerwoną strzałę Florencja-Mediolan. Później jeszcze nerwy przy odprawie. Funkcjonariusz prześwietlający bagaż chciał go zatrzymać za wszelką cenę. L. przewidująco miał jedną, mniejszą paczkę ekstra. Wystarczyło. Dobrze że u celu, odprawy nie będzie. Włoski łącznik uśmiechnął się, cantuccini zostaną dostarczone.

I rzeczywiście zostały. Jednak dwudziestu pięciu stopni różnicy temperatur i przenikliwego wiatru, L. nie przewidział. Ale przeżył. A teraz możemy przejść do wina.

czwartek, 25 sierpnia 2011

Wino: Kamienna gęba

wino-gruzinskie-2

Aksjomat winny numer pięćdziesiąt i trzy:
“Im dziwniejsza butelka, tym kiepściejsze wino”.

Dzień dobry, witam na zajęciach z winnej fizyki. Dzisiaj zajmiemy się zasadą zachowania energii w układzie podwójnym zespolonym butelka / wino. Jak dowiedli amerykańscy naukowcy na niereprezentatywnej i nieokreślonej próbie win, ilość energii włożona w stworzenie układu butelka / wino jest różna w zależności od rodzaju wina, ale stała w obrębie danego regionu winnego. Teoria ta została w sposób krytyczny rozwinięta i uściślona przez rosyjskich naukowców. W dysertacji opublikowanej w kwartalniku “Musztardówa” stwierdzają oni jasno – wypasiastość butelki jest odwrotnie proporcjonalna do jakości wina. W obliczu milczenia polskich naukowców w tej ważnej kwestii czuję się zobowiązany do przeprowadzenia eksperymentu sam. Tu i teraz, przed szacownym audytorium.

Obiektem badawczym będzie wino gruzińskie starzone w butelce, której design (bo przecież nie projekt) został oparty na licencji greckich amfor z IV wieku p.n.e. Wypasiona butelka, zatem można spodziewać się ekstremalnych doznań. Zaczynamy.

wtorek, 16 sierpnia 2011

Winne Wtorki: Nowozelandzki Francuz

woodthorpe_syrah

Temat na ten tydzień – syrah, ale nie shiraz i nie z Australii. Zatem Bleasdale’a odpuszczam sobie i kieruję się w stronę klasyki, czyli stylu Côte-Rôtie. Ale żeby było ciekawiej, choć zgodnie z francuskim kanonem przygotowywana, z nowozelandzkiego terroir* pochodzić ona będzie. Dokładniej zaś z Wyspy Północnej, regionu Hawkes Bay.

Jeśli zaś wino z Nowej Zelandii, to [short commercial break] ciężko się w nie zaopatrzyć w innym miejscu, niż w moim ulubionym sklepie z winem, czyli w Wine Express. [/short commercial break] Ja zaś wino w tej notce opisywane od Wine Express do oceny dostałem, co nie ukrywam cieszy mnie. Bo dostać syraha, a nie kupić syraha, to jak mieć dwa syrahy, czy jakoś tak.

Się mi dygresja rozrosła, może do wina wrócę. Francuską apelację Côte-Rôtie, na której oceniany Nowozelandczyk się wzoruje, znajdziemy w północnej części Doliny Rodanu. Pochodzące stamtąd wina, tworzy się wspólnie fermentując winogrona szczepów syrah i viognier (do 20%). Zwracam uwagę na sformułowanie “wspólnie fermentując”. To nie jest typowy kupaż, w przypadku którego fermentujemy winogrona poszczególnych szczepów w osobnych kadziach, a następnie mieszamy uzyskane płyny razem. W przypadku Côte-Rôtie czerwone winogrona syrah i białe winogrona viognier** od samego początku lądują w tych samych zbiornikach. Zalety i wady kofermentacji, bo tak się ta metoda nazywa? Zacznę od minusów. Raz ustalonych proporcji wsadu winogronowego zmienić się nie da, czyli od intuicji i doświadczenia winiarza zależy bardzo wiele. A plusy. Podobno na kofermentacji zyskuje głównie kolor czerwonego wina, dzięki turbodoładowaniu otrzymanemu od, niespodzianka, pigmentów zawartych w białych winogronach.

piątek, 12 sierpnia 2011

Lato, Wino i inne przypadłości

kiepskie-chardonnay-2

Z pamiętnika młodego degustatora.*

Środa. Gorąco, parno i co tam jeszcze. No może nie parno, ale przynajmniej słońce świeci. Trochę wieje, no może trochę bardziej niż trochę, tak naprawdę to nieźle duje, ale da się żyć. Znaczy się gorąco to może też nie jest, choć ciepło jest, jak słońce świeci. Znaczy się czas jakieś białe wyjąć z chłodziarki i ocenić. Nakrętka trzask, butelka glup, w kieliszku zakręciło się. Kartka, długopis, notujemy. Producent, woltaż, szczep, region. Wzrok. Jest super. Nos. Jest dobrze. Usta. O ja cię niewysłowienie pozdrowić bym chciał. Albo mi kubki smakowe nawaliły, albo korek zardzewiał. Słońce zaszło, ciepło zniknęło, butelka do chłodziarki wróciła.

niedziela, 7 sierpnia 2011

Wino: Czerwone czy białe?

kieliszki-dwa

Klasyczny podział win stanowi: czerwone wino - mięsiwa i kontemplacja, białe wino - ryby i orzeźwienie. Sprowokowany atakiem słupka rtęci na stopni trzydzieści, wreszcie, postanowiłem klasyki zasadność sprawdzić. Moja lepsza połowa wyczarowała stosowny odpowiednik schabowego, czyli klopsiki kurczakowo-cukiniowe*, ziemniaczki gotowane i sałatę w śmietanie jogurcie. Ja zaś z chłodziarki wyciągnąłem dwa qualitätswein z Frankonii, czerwonego schwarzrieslinga (czyli pinot meunier) i białego müller-thurgau. Oba w regionalnie typowych, pękatych buteleczkach o pojemności 250ml, każda.

Ponieważ tym razem miała być to degustacja w środowisku naturalnym, a nie laboratoryjna ocena, zatem schwarzriesling był schłodzony do stopni Celsjusza siedemnastu, a müller-thurgau do stopni Celsjusza dziesięciu. Sucho trzasnął odkręcany korek, wino zakręciło się w kieliszkach, szkło pokryła lekka mgiełka, widelce i noże zajęły pozycje startowe, można było zacząć.

wtorek, 2 sierpnia 2011

Winne Wtorki: Trzy tria z Veneto

cesari_mara

Trio numer jeden - bardolino, valpolicella, amarone. Temat dzisiejszych winnych wtorków. Bardolino to nie moja bajka, są cienkusze bardziej pijalne w tej cenie, albo zdecydowanie lepsze i niewiele droższe. Amarone w piwniczce ma leżeć czas jakiś jeszcze, zatem dziś nie wystąpi. Zostaje valpolicella. Ta zwykła ciut lepsza jest od bardolino być może, ale zapominam o niej tuż po wypiciu. Szkoda czasu i atłasu zatem na jej recenzowanie. Jest także valpolicella przyozdobiona słowem ripasso, nad nią można się chwilę zatrzymać. Zrobiłem to zresztą rok temu niecały, efekty opisany tutaj, był zadowalający. Dziś natomiast notka z rodzaju „rok później”, czyli jak Cesari Mara Valpolicella Superiore Ripasso 2007 smakuje w roku 2011.

Trio numer dwa - corvina, rondinella, molinara. Trzy szczepy winogron, które do win powyższych trójcy wykorzystywane być mogą. Prym wśród nich wiedzie księżniczka corvina, kusząc aromatem malin, jeżyn i migdałów, jędrną czerwienią barwy i przyzwoitymi garbnikami. Niestety jest szczepem delikatnym, trudnym w uprawie i kosztownym zarazem. Dlatego też w trójcy występuje, dopełniana przez grubo ciosaną i prostą smakowo służkę rondinellę (zresztą spokrewnioną) i charakteryzującą się kwaśnym smakiem oraz zapewne humoru poczuciem trefnisię molinarię.