czwartek, 24 listopada 2011

Wino: Złota siatka

rioja

Butelka w złotej siatce, etykieta z markiza portretem koniecznie. Dębowe trociny w ustach i sankcjonujący je złoty medal w Niemczech zdobyty. Jednym słowem wina czerwonego, hiszpańskiego, obraz mój. Wróć, riojy obraz mój. Bo kto by tam kieliszek hiszpańskiego, czerwonego wina zamawiał? Mówi się “kieliszek riojy poproszę”, a pan starszy zrozumie i już.

Chcąc obraz powyższy, skrzywiony jak mniemam, sobie wyprostować trochę, wziąłem na warsztat hiszpańskie flaszki cztery. Bez złotych siatek i złotych medali germańskich. Co prawda markiza nie uniknąłem, ale przynajmniej etykiety portret jego nie przyozdobił. A jak już flaszki wspomniane cztery pękły, to Lidl przysłał swoje cztery. Zatem osiem się łącznie zrobiło i cava. Egoistycznie zacznę od swoich, następnie kwartet z Lidla ocenię, a cava zostanie na deser. Znaczy się jedną z notek kolejnych.

Jednak zanim do win oceny, o winach hiszpańskich, czerwonych, w telegraficznym skrócie. Najbardziej znany region winiarski Hiszpanii – Rioja. Najbardziej ekskluzywny region* – Priorat, zdaje się. Najbardziej znany szczep winny Riojy – tempranillo. Nisko kwaskowaty, raczej garbnikowy, owocowy, ziołowy i stajenny**. Nadmiar dębiny zdecydowanie mu szkodzi. Jego główny towarzysz – garnacha, we Francji zwana grenache.

Regiony były, szczepy winogron były, zostaje klasyfikacja. Regionalnie to DO i DOC (3 najlepsze regiony). Natomiast jakościowo dla czerwonych win, to crianza, reserva, gran reserva. Odpowiednio dojrzewające 2 / 3 / 5-7 lat, z czego przynajmniej 12 / 12 / 24 miesiące w dębowych beczkach. Teorii starczy, panu Zraly i innym źródłom dziękuję, przejdźmy do win.

niedziela, 13 listopada 2011

Tri Citi: T.W.B.T.

poznan_X2

Kończąc weekendu utracjuszowskiego podsumowanie, po GdyniWarszawie, czas na Poznań. Tutaj busów nie znalazłem, zatem w ramiona narodowego przewoźnika kolejowego oddać się musiałem. I tak w żółwim tempie dotarłem na degustację około godziny 21, czyli bardzo po włosku.

Sama impreza u Andrzeja i Danusi, doskonała jak zwykle. Towarzystwo przednie, kulinaria niezapomniane, anegdoty i celne riposty w ilości zdolnej ożywić i wrócić do żywych każdego. Nawet znużonego drogą wędrowca, któremu już retronosowe myli się z… zupełnie nie nosowym bynajmniej. Było trochę o Sardynii i Korsyce, gdzie wrześniową porą Italianissima, znaczy się większość przy stole zgromadzonych, żeglugę przybrzeżną pod okiem kapitana żeglugi wielkiej uprawiała. Standardowo w luksusach*, hedonistycznie z enokulinarnych frykasów wysp korzystając.

Zaś punktem głównym, tytułowym spotkania, były tanie wina bez tanin. Znaczy się wina z Apulii, które w założeniu powinny być:

  • tanie, bo przecież to Italii dalekie południe,
  • bombastyczno owocowe, bo przecież słońca w bród i primitivo między innymi,
  • bez nadmiaru tanin, bo przecież nie Piemont czy Toskania.

niedziela, 6 listopada 2011

Tri Citi: Wina we mgle

we_mgle

Wracając do winnego weekendu sprzed dwóch weekendów. Po akcie pierwszym, nastąpił rzecz jasna akt drugi. Sobotnim porankiem, nocą właściwie, udałem się do stolicy. Celem było spotkanie winnych blogerów, organizowane przez Makro Cash & Carry. Zanim o spotkaniu, o środku transportu słów parę najpierw. Otóż kolejom państwowym polskim podziękowałem, osiem godzin to absurd. I zgodnie z nazwą strony internetowej (kolejnabusa.pl) wybrałem busa. Pozwoliło mi to, dostać się z mojej północnej prowincji do stolicy w rozsądnym czasie godzin czterech i pół. Polecam, bezinteresownie.

Samo spotkanie zaś podzielone zostało na trzy części. W pierwszej spróbowaliśmy pięć win z aktualnej oferty Makro. Pamięć i notatki podpowiadają mi, że musujący, austriacki Royal Brut i wytrawna czerwona, hiszpańska CataRegia Gran Reserva są zakupu warte. Następnie zimny bufet i pojawili się właściciele Guccio Domagoj Sp. z o.o., wraz z przedstawicielem chorwackiej winnicy Kutjevo. Prezentacja była interesująca, wina ciekawe, tylko cenowo dość wymagające. Pozostaje nadzieja, że po wejściu Chorwacji do Unii Europejskiej sytuacja ulegnie zmianie. W przerwie bufet gorący, kuchnia chorwacka. Mili goście specjalnie sprowadzili z Chorwacji liście kiszonej kapusty, by uraczyć nas tradycyjnymi chorwackimi gołąbkami. Część trzecia i ostatnia była degustacją w ciemno. Bezpiecznie zająłem miejsce w środku stawki, a z win zapamiętałem różowego, węgierskiego pinot noir o urzekającym łososiowym kolorze.

Notki degustacyjne wspomnianych powyżej win po kliknięciu. Natomiast pracownikom Makro dziękuję za zaproszenie na ciekawe spotkanie.

wtorek, 1 listopada 2011

Lidl: Rewolucja październikowa

lidl_logo

“Lidl przesłał mi ostatnio sześć win do oceny”
Gazeta Wyborcza, 26 października 2011r

Jedno zdanie a telefony się urywają, mail rozgrzewa się do czerwoności, komórka zapycha od SMSów. Sława, zaszczyty, pieniądze. Ups, wróć. Tłum na blogu, darmowe flaszki, kasy nie widać. Choć tu i ówdzie już obywatele wątki korupcjogenne wyczuwają, jakbym nie napisał i tak niektórzy to za ustawione, z darczyńcą uzgodnione uznają. Cóż, każdemu jego porno, doszukujcie się w niniejszej notce czego chcecie, a ja sobie wina z najnowszej oferty Lidla ocenię. Jedno po drugim.

Do oferty samej przechodząc. Ulotka na kredowym papierze, wina za złotych pięćdziesiąt, sześćdziesiąt pięć, prawie osiemdziesiąt nawet. Geograficznie Francja elegancja i słoneczna Italia. Są wina klasyczne i znane: bordeaux, chianti, amarone, barolo. Są także i te mniej popularne, negroamaro chociażby. Słowem do wyboru, do koloru, na papierze przynajmniej. Każde zaś opisem wygląda, pachnie i smakuje tak, że aż chciałoby się z ulotki samej, choćby seteczkę wycisnąć.

Nie przedłużając już bardziej do win sześciu wspomnianych przechodzę. Trzy francuskie, trzy włoskie. Bordeaux, negroamaro, amarone, barolo. To ostatnie zresztą w roli gwiazdy obsadzone, w ulotce przynajmniej.