niedziela, 30 grudnia 2012

Książka: Pożądane wina nieurodzajnej krainy

bordeaux

Od czego by tu zacząć? Może od wyjaśnienia pewnej kwestii? Dwa miesiące temu napisałem w notki przypisie, że książki o winach z Bordeaux nie kupię, przynajmniej w dającej się przewidzieć przyszłości. Jak to w życiu mi się zdarza, ta niedająca się przewidzieć przyszłość nastąpiła dość szybko. Niecały miesiąc po napisaniu wspomnianej notki.

Po pierwsze, na spotkaniu u S. w Poznaniu traf chciał, że większość przyniosła akurat klarety. Nawet jak się wino włoskie trafiło, to z apelacji Bolgheri, zatem klaretów sobowtór. Po drugie, Lidl znów francuszczyznę podesłał, a w niej bordoskie wina dwa, czerwone wytrawne i słodkie białe. Po trzecie, na Amazonie pojawiło się nowe wydanie pewnej książki o Bordeaux. Książka ta, patrząc po autorze, czytającemu śmierci przez deklinację apelacji zgotować nie powinna. Zatem, choć zdania nie zmieniam, że z klaretów to popłuczyny* zaledwie zwykłemu śmiertelnikowi są dostępne, zdecydowałem się poczytać o Bordeaux. W zamyśle, by dowiedzieć się wystarczająco, by móc ocenić jak bordoscy trzecio i czwarto ligowcy mają się do legendy regionu tworzonej przez ekstraklasę i jej zaplecze.

środa, 26 grudnia 2012

Książka: Od abouriou do zinfandela

grapes-and-wines

Kontynuując wątek bibliofilski, będzie dziś o leksykonie szczepów winnych. Zacznę może od wytłumaczenia, po kiego sobie takowy kupiłem? Na przypadkach.

Przypadek pierwszy – wino ze szczepu wcześniej nie smakowanego. Może być to szczep popularny, który mi w drogę wcześniej nie wszedł, przykładowo takie albariño. Może też być to szczep niszowy, który akurat się trafił, bo prezent, bo butelka ładna była, bo tranzyt Wenus*, przykładowo taka mencia. Jak się do wspomnianych trunków odnieść, wcześniejszych doświadczeń nie mając? Trzeba znaleźć godne zaufania źródło. Nazwijcie mnie staromodnym, ale nadal wierzę, że takim jest uczciwie napisana książka. Taka, gdzie są informacje z pierwszej ręki, zaś praca zespołu redakcyjnego wygładza brzegi i składa się na efekt końcowy nieosiągalny samotnemu strzelcowi.

środa, 19 grudnia 2012

Książka: Wina włoskie, literki angielskie

vino-italiano

Katar minął, zaś na odcinku opisywania win trwają prace nad wersją kolejną. W styczniu premiera, tymczasem grudzień niech książkami stoi. Trzy będą, kolejno, przy trzeciej, do notki wina się nawet jakieś załapią, niezobowiązująco.

Zacznę od pozycji, którą prawie dwa lata temu kupiłem. Za psi pieniądz, w brytyjskim Amazonie, przy okazji rzec można, akurat tyle kosztowała co bym się na darmową przesyłkę załapał. Zatem zamiast za przesyłkę płacić, wolałem wzbogacić się o pięćset stron dedykowanych winom włoskim. I nie żałuję.

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Wino: Katar

alessi-mami-kieliszek

Mam katar. Już jakiś tydzień mam katar. Nie ciągiem co prawda, raz mam katar bardziej, raz mam mniej. W każdym razie wyczuwam niewiele, raz bardziej niewiele, raz mniej. Kiedyś przejdzie, nie ma wyjścia, doczekam.

Czekając aż przejdzie wino sobie sączę, jedno, drugie, trzecie dopijam. Nie że naraz, tudzież zaraz. Tydzień mam katar, zatem tydzień już sobie sączę. Bez oceniania, bez degustowania, pamiętacie, mam katar. Picie też w grę nie wchodzi, zbyt szybko senny się robię. Senny, no bo mam katar. Zatem sączę, wino sobie sączę.

Wzroku katar nie ruszył, czyli kolory, refleksy, głębie pooglądać sobie pooglądam. To nawet do sączenia pasuje, to wgapianie się przez kwadrans w kieliszek. Do połowy pełny, tudzież pusty, nie pamiętam przez ten katar. Z tych trzech win, dwa czerwone były, może na nich się skupię. Białe dopijałem. Oceniłem je przed katarem, zatem o nim innym razem będzie.

sobota, 1 grudnia 2012

Winna szklarnia 2.0

kieliszki

Notka o kieliszkach do wina była jedną z pierwszych na moim blogu. Pojawiła się dwadzieścia dziewięć miesięcy temu, szmat czasu. W międzyczasie, posiadany komplet kieliszków z IKEI wymieniłem na nowy, zmywarka zrobiła swoje. A półtora miesiąca temu, jeden z moich flagowych kieliszków, z Krosna, zahaczył o kran, z dającym się przewidzieć efektem.

Zacząłem się rozglądać za nowym szkłem. Prawie jednocześnie, Michał, z Fabryki Form, napisał do mnie maila z pytaniem, czy chcę opisać kieliszki z ich oferty?* Ofercie się przyjrzałem, zaciekawiła mnie, zgodziłem się. Budżet ustalony na czterysta złotych, po wyborze kieliszków zamknął się w złotych czterystu pięćdziesięciu jeden. Zatem notka ta jest sponsorowana, ale nie jest redagowana i autoryzowana, przez Fabrykę Form.

Wybrałem pięć rodzajów kieliszków, liczbowo dostałem kieliszków siedem. Klucz wyboru przyjąłem następujący:

  • kieliszek szklany do białego wina, w rozsądnej cenie,
  • kieliszek szklany do czerwonego wina, w rozsądnej cenie. W obu tych przypadkach postawiłem na linię Grand Cru firmy Rosendahl. Kieliszki są pakowane i sprzedawane parami. Cena za parę, w momencie pisania notki, to osiemdziesiąt dziewięć złotych. Jak dla mnie, kieliszkowa środkowa półka.
  • kieliszek kryształowy do białego wina,
  • kieliszek kryształowy do czerwonego wina. Oba wybrane z linii Mami firmy Alessi. Kieliszki te są sprzedawane na sztuki. Cena, to odpowiednio, siedemdziesiąt i siedemdziesiąt pięć złotych.
  • kieliszek luksusowy i designerski, by zobaczyć różnicę, lub jej brak. Mając pomysł na “oszukanego burgunda”, zamówiłem kieliszek do win burgundzkich firmy Eva Trio. Szklany, ręcznie dmuchany, kosztujący słone sto dwadzieścia osiem złotych za sztukę.

piątek, 23 listopada 2012

Polskie wina: Mgła, iluminacja i dygresje

karta-polskich-win

Zacznę od końca, no prawie od końca. Nasycony duchowo, sztuką trudną i nudną, acz piękną i satysfakcjonującą udałem się z Kasią na poszukiwanie nasycenia życiem nocnym. Był piątek wieczór, był Kraków, było chłodno, było mgłą światło latarni rozproszone i był mgły efektem bruk uliczek Kazimierza lśniący. Przygarnęło nas przytulne i nostalgiczne wnętrze “Dawno temu na Kazimierzu”, gdzie natrafiliśmy na kartę win polskich, z winnicy Płochockich. Dwa dni wcześniej, na krytyce cen w karcie bym się skupił, nierozsądnie nierozsądnych. Tam i wtedy pomyślałem jednak - fajnie w tej Galicji mają, mogąc, ot tak po prostu wypić lampkę polskiego cienkusza. Winnymi tej zmiany zdają się: jedno miejsce, parę godzin i kilkanaście osób. I o tym dziś będzie, z dygresjami kilkoma. Bo jakżeby inaczej.

niedziela, 11 listopada 2012

Bleasdale: Dżem, czy konfitura?

bleasdale-wina

Kontynent Australia, kraj tożsamy, producent Bleasdale, wina z linii budżetowej. Znaczy się kontynuacja tematów nowoświatowych. W wydaniu błyskawicznym rzecz jasna.

Wina z Bleasdale darzę sympatią, były z Australii pierwszymi godnymi zapamiętania, które mi w drogę weszły. Zresztą o winach tego producenta, notka to na moim blogu nie pierwsza. Dwa lata temu linię premium opisywałem:

Dwa lata regularnego win oceniania i opisywania to szmat czasu. Percepcja się zmienia, metoda się zmienia, wreszcie styl się zmienia. Pewnie Bleasdalea linii premium warto byłoby się przyjrzeć ponownie.* Kończę dygresję, wracam do linii budżetowej z Bleasdale.

Tradycyjnie ostatnio, wina będą cztery:

  • Bleasdale Langhorne Crossing (35 zł), 2011, według producenta wino łatwe i przyjemne,
  • Bleasdale Mulberry Tree (55 zł), 2010, elegancki cabernet,
  • Bleasdale Second Innings (48 zł), 2010, żwawy malbec,
  • Bleasdale Bremerview (54 zł), 2009, intensywny shiraz,

Sugestii producenta wystarczy. Czas do kieliszka zajrzeć, zakręcić, niuchnąć i siorbnąć.

poniedziałek, 5 listopada 2012

Piemont: Róż i stal, heretycy i klasycy

nebbiolo-wina

Zeszłoroczna ekskursja piemoncka zostawiła mi w piwniczce przykładów szczepu nebbiolo kreatywnego wykorzystania kilka. Przykładów wychodzących poza klasyczny duet barolo i barbaresco. Dzisiaj trzy z nich: róż, stal i “super-piemontczyk” w kontrze do klasyka.

piątek, 26 października 2012

Lidl: Młode wina

lidl-bordeaux

Cztery klarety Lidl przesłał, cztery klarety oceniłem, opisałem i wypiłem. Bez przykrości raczej. O nich historia dzisiejsza będzie. Historia czterech kumpli z Bordeaux. Historia iluzjonisty, bawidamka, starca i elegancika. Historia prawdziwa, jeśli wierzyć temu co na mieście mówią.

wtorek, 16 października 2012

TerraMater: Zepsuta taksówka*

terramater-etykiety

Naszło mnie ostatnio na nowoświatowych tematów eksploracje. Zacząłem od chilijskiego producenta TerraMater, którego zinfandel shirazem podbity, pół roku temu skutecznie pozwolił mi się otrząsnąć po apulijskich primitivach. Udałem się zatem do mojego ulubionego sklepu winnego i nabyłem butelek sztuk sześć, kartonik znaczy się. Kompletując tym samym dostępną na miejscu winnicy ofertę.

Wina przeznaczyłem do codziennej konsumpcji, tym samym notki degustacyjne będą zwięzłe i krótkie. Tak dla odmiany. Jednocześnie przyznam, że ocenianie błyskawiczne, jakby podatnym na wpływ chwili nie było, dobrym ćwiczeniem jest. Jeden wdech, jeden łyk, jedno przełknięcie, sześćdziesiąt sekund. I już, opis, werdykt, szlus. Marketowe, poprawne, ciekawe, wybitne. Do przyszłych decyzji zakupowych wystarczy. Zatem do win.

wtorek, 9 października 2012

Apulia: Spiekota południa

salice-salentino

[Aktualizacja 10.11.2012 - Namieszałem z ostatnim winem w notce, posypuję głowę popiołem. Dokładniej zaś namieszałem z jego pochodzeniem, w sensie przypisania do regionu. Jakoś tak sobie przełożyłem, że skoro A. opowiadał o tym winie w kontekście wyjazdu do Apulii, to wszystkie wina stamtąd pochodzić będą, które w opowieści się znalazły. A jednak Tramonti pochodzi z Kampanii, południowych okolic Neapolu uściślając, gdzie Tenuta San Francesco swoje winnice ma. Mogłem sprawdzić stronę producenta, mógł szczep aglianico zapalić lampki ostrzegawcze w mojej głowie. A przede wszystkim mogłem etykietę ze zrozumieniem przeczytać, z której Costa d'Amalfi po oczach bije. W każdym razie koniec końców mnie oświeciło i zmiany konieczne poniżej nanoszę.]

Za oknem szaruga jesienna, mżawka, siąpawka, strugawka, gradobicie, będzie dziś zatem o winach ze słońcem w butelce. Winach z regionu, gdzie mieszkańcy dla odmiany narzekają na suszę, upał, udar słoneczny, skwar i żar. Bo czymże życie bez narzekania byłoby, no czymże?

Wracając do win. Apulia widziana przez pryzmat tamtejszego zinfandela wypadła prymitywnie. Zamiast dżemowatości owoców znalazłem alkoholowość odorów. Smutne, acz się zdarzyło. Tym smutniejsze, że flaszki cztery kolejne, tyle że ze szczepów innych, w kartoniku zostały.

Cóż było robić, trza było ocenić. Pół roku to z górką trwało, ale koniec końców ostatnia z nich pękła i kartkę punktami zapełniła. Dwoma zdaniami kwartet [tercet z solistą] tenże opisując: Momenty były, owoc wyczekiwany także. Woltażu miarkowanie w słońcu dobre jest, kwaskowatości doza tym bardziej. Do win zatem.

niedziela, 30 września 2012

Wino: Drugi plan

polgesek

Trafił mi się półgęsek marzenie, krwistością różowy, soczystością ociekający, z tłuszczu paskiem słusznym, acz nie przesadzonym. Wędzenia powidokiem nozdrza muskał, aromatami na kubkach smakowych się rozpływał, pełnością swą ślinianki wzbudzał, aksamitnym filmem gardło wyściełał. Zderzył swej gładkości aksamit z rukoli pikantną chrupkością, wędzenia dym z parmezanu włoskim orzechem, krwistości drapieżność z oliwy zieloną harmonią. Zabrzmiał pełniej i trwał, aż zmysły nasycił, aż ku pustce przesytu zmierzać począł.

Łyk burgunda bękarta, orgię mięsożercy przerwał. Nozdrza malinami wypełnił, kubki smakowe źródlaną ambrozją spłukał, ślinianki goryczką ścisnął, gardło kwasowością oczyścił. W kontekście jedyny właściwy, bez niego z wielu jeden.

Z rozmarzenia wyrwany, warknąłem, kęs kolejny półgęska odgryzłem, by zmysły wysycić ponownie. Trunku krystalicznością szkło przymglone w oka peryferiach zostało. Od nicości nirwany chroniące, do tu i teraz sprowadzając, kiedy czas nadejdzie. Tego wieczoru, jeszcze nie raz nadchodził.

wtorek, 18 września 2012

Winne Wtorki: Dwadzieścia procent

brunello

Miasteczko Montalcino odwiedziłem lat temu dwa. Twierdzę obejrzałem, przy wystawce brunello roczników zabytkowych ślinka pociekła, butelkę w rozsądnej cenie, rozsądnej jakości, nabyłem w sklepie za rogiem i wypiłem niezwłocznie.* Fajnie w kieliszku trunek wyglądał, fajnie smakował, wspomnienia zacne zostawił.

Rok temu, żeby brunello się napić, wystarczyło mi do Poznania zawitać. Przeglądowa degustacja sangiovese u Andrzeja zacną była, choć wspomniane brunello od stawki odstawało. Zwyklaście trunek w kieliszku wyglądał, zwyklaście smakował, wspomnień nie zostawił.

Kolejny rok minął, tradycja zobowiązuje, czas się brunello napić ponownie. Będzie to butelka producenta całkiem sporego, kupiona właściwie przypadkiem, co sobie stała gdzieś w rogu, w markecie piemonckim, nie toskańskim wcale. Dlaczego kupiona została? O tym na koniec będzie.

czwartek, 13 września 2012

101 win: Uwodząca zwodniczość

top10

Byli liderzy w negatywie, czas na liderów pozytywnych. Zanim zaś w szeregu zbiórka, słowo wstępu, góra dwa, nie więcej niż pięćdziesiąt. Opisując dno i okolice na brak emocji nie narzekałem. U szczytu natomiast jakoś to wszystko poukładane, zacne i zrównoważone, w większości. Zatem dłużyzny być mogą, choć smakowo małmazja za małmazją. Cóż począć, szwarccharaktery tak już mają, że zaintrygować potrafią. Od tych dobrych, po prostu się wymaga.

Jeśli zachęciłem wystarczająco, to do rankingu zapraszam.

czwartek, 6 września 2012

101 win: Słysząc pukanie od spodu

bottom10

Winnowtorkowe barbery z 21 sierpnia okazały się być setnym i sto pierwszym winem, które doczekało się oceny punktowej na moim blogu. Jest okazja, żeby zanurzyć się w cyferki i statystyki. Zaczynając od ostatnich.

Setkę wypunktowałem od 13 lutego 2011 roku, zatem średnio oceniałem wino co sześć dni. W rzeczywistości tak regularnie to nie wyglądało. Jak już była okazja, to więcej niż jedno wino na tapetę szło. Dlaczego? Wynika to z mojej win oceniania metody. Na początku tej zabawy ustaliłem sobie pewne oceny środowisko, którego jednolitości do dziś pilnuję. Mówiąc zaś po polsku, oceniam rankiem*, przed śniadaniem i pierwszą kawą, na czczo rzec można. Dni robocze odpadają, zostają soboty, niedziele i święta. Po drugie ocenę taką przeprowadzam gdy nos i gardło funkcjonują bez zakłóceń. Zakaz palenia w knajpkach wiele tu ułatwił, jeśli o sobotach myśleć. Choć po imprezie do nocy późnej, tak czy inaczej oceniać nie sposób.

Nagimnastykuję się przy ocenie trochę, lecz efekt jest tego wart. Nie raz, nie dwa takie spojrzenie na wino odkryło przede mną głębię trunku, która umknęłaby mi niechybnie przy zmysłach przygaszonych, tudzież potrawą smakowitą zajętych. Ewentualnie jej skali bym nie docenił, przykładowo soczystym stekiem eksplozję garbników wytłumiając. A że na akord bloga nie piszę, tylko hobbystycznie to mogę sobie rzemieślnictwo uprawiać. Bo nie oszukujmy się, 101 win to niewiele więcej niż podczas solidnej degustacji przekrojowej kraju lub regionu spróbować się zdarza. Przy założeniu chęci zachowania pod jej koniec pionu i zmysłowości zmysłów resztek.

niedziela, 26 sierpnia 2012

Grappa: Od destylatu do baryłki

grappa-razy-osiem

Ostatni raz grappa na moim blogu gościła w lipcu, roku 2011. Od tego czasu, choć tu i ówdzie grappy spróbować było mi dane, do notki kolejnej zebrać się nie potrafiłem. Jednak gdyśmy się wreszcie z Z. na długo umawianą grappy degustację spotkali, wyjścia nie było. Trzeba było wypić, ocenić i na bloga przelać. Co też dzisiaj czynię.

Spotkaliśmy się u Z., sobotnim popołudniem przy stole zastawionym bogato potrawami na kuchnię włoską stylizowanymi, które pod grappę podkładem doskonałym się okazały.* Flaszek siedem Z. wyjął, ja skromne trzy przywiozłem.** Łącznie jeden destylat był, jedna grappa biała „przemysłowa”, pięć białych jednoszczepowych lub o określonym miejscu pochodzenia i trzy grappy starzone, z których najstarsza piętnastoletnia. Zatem pełen przekrój włoskiej grappy na jednym stole, w jednym polskim mieszkaniu, w tysiącletnim hanzeatyckim mieście G.

wtorek, 21 sierpnia 2012

Winne Wtorki:15sty Równoleżnik

barbera-d-alba

Mam leżeć* w chłodziarce i piwniczce jeszcze win z wyprawy piemonckiej zeszłorocznej sztuk kilkanaście. Zatem kiedy w Winnych Wtorkach temat wina ze szczepu barbera się pojawił ze znalezieniem takowego problemu nie miałem. Powiem więcej, nawet dwa się znalazły.

środa, 15 sierpnia 2012

Makro: Krwawy róż i nafta

senorio-real-rosado

Przesyłka kolejna z Makro Cash & Carry trafiła mnie tygodnie ze trzy temu. Jedno różowe wino pod makrową marką Senorio Real, jedno czerwone wino o dumnie brzmiącej nazwie Contemplations. Okazji do oceny jakoś nie było, aż się na Mazury spędzić dni parę wybrałem. Wiadomo, środek sierpnia, niebieskie niebo, złociste plaże, plus trzydzieści, na delektowanie się winem w kolorze różu czas idealny.

Wróć, środek sierpnia, szarobure niebo, mokre plaże, plus piętnaście w porywach, jakie by wino nie było żeby o pogodzie zapomnieć dobrym będzie. No to żem odkorkował najpierw jedno, potem drugie, żem ocenił najpierw jedno, potem drugie, a co żem wyniuchał i wysmakował, to żem opisał poniżej.

niedziela, 22 lipca 2012

Toskania: Zapiski po podróży

trattoria-del-papero

Jest godzina dwudziesta druga, jest trzydzieści jeden stopni. Stopklatka i cisza. Dyskretne oświetlenie, gwiaździste niebo, roślinność i architektura. Dodajmy dynamikę. Chromowany trójząb kruszy osmaloną skorupę. Stalowe ostrze tnie gładko, głęboko przez czerwone mięso. Nie pojawia się nawet kropla krwi. Siekacze sieką, trzonowce miażdżą, kęs rozpływa się w ustach. Przełknięcie, płynny ruch szkła po spirali. Owocowa kwaskowatość dopełnia soczystość Bistecca alla Fiorentina, cierpkość garbników spłukuje gardło. Bańka ciszy pęka, scena eksploduje gwarem rozmów. Jest godzina dwudziesta druga, jest trzydzieści jeden stopni.

piątek, 6 lipca 2012

Toskania: Zapiski z podróży (IV)

Sassicaia. Uzasadnienia kupna butelki wina za sto kilkanaście euro, nie znalazłem choć próbowałem. Umówić się na zwiedzanie winnicy nie zdołałem, choć próbowałem.* Zostały enoteki w miasteczku Bolgheri. Pierwsza miała Sasscicaię w menu, ale nie miała otwartej. Druga, trzecia i czwarta wina na kieliszki nie sprzedawały. Wreszcie piąta, w drodze powrotnej napotkana, była tą której szukałem. Tą, gdzie Sasscicaia zarówno w menu jak i w dostępności była. Jedyne jedenaście euro za pięćdziesiątkę.** Przepłukałem usta wodą, odetchnąłem głęboko, zakręciłem kieliszkiem i …

wtorek, 3 lipca 2012

Toskania: Zapiski z podróży (III)

[Zdjęcie będzie, na razie jego opis. Zdjęcie jest, opis zostanie bo mi się spodobał. Głównym motywem obrazu są pomarańczowo-białe parasole słoneczne ustawione rzędami na szarobrunatnej plaży. W drugim planie widzimy lazurowe morze i błękitne niebo. Kompozycję obustronnie domykają drewniane, białe okiennice, umieszczone poza głębią ostrości. Autor nieznany, druga dekada XXI wieku, piksele na matrycy, 510 x 287]

Chciałem zacząć od plaży, zacznę od ciszy. Ciszy, która zapanowała tutaj w niedzielny wieczór. Miała być fiesta, była stypa. Po całym dniu podkręcania atmosfery, wywieszania flag, wypuszczania pęków zielono-biało-czerwonych balonów, entuzjazm utrzymał się do czternastej minuty. Do pierwszej straconej bramki. Potem była już tylko cisza, w okolicach trzeciej i czwartej bramki zaakcentowana krótkim trzaskiem kufli tłuczonych o bruk, tu i tam. To nie był mecz, to była egzekucja.

Plaża włoska, plaża polska. W Cecina di Mare królują parasole, w Polsce ścianki plażowe. Tutaj szuka się ochrony przed nadmiarem słońca, a poszukuje choćby delikatnego podmuchu bryzy. U nas odwrotnie. Rozczarowuje zaś piasek, żwir właściwie. Szarobrunatny, kłujący, daleki i biedny kuzyn nadbałtyckich złotych piasków.

piątek, 29 czerwca 2012

Toskania: Zapiski z podróży (II)

Wino i woda, woda i wino. Przy temperaturze w cieniu równej stopniom trzydziestu sześciu, w słońcu odczuwalnej na poziomie stopni czterdziestu paru kolejność ma znaczenie. I ilość. Jeśli lunch, czy kolację zaczniecie od kieliszka wina, kuszącego szronem ścianek, to już właściwie po was. Spragnione wody ciało wyssie zażytą porcję wilgoci do cna wraz z zawartym w niej alkoholem. Po krótkim momencie euforii skręcicie się w bólu, bólu na poziomie komórek.

Może trochę przejaskrawiłem, ale nie bez powodu woda jest nieodłącznym elementem włoskich posiłków. Stranieri wiosną, jesienią czy zimą często tą pozycję ignorują, bez konsekwencji. Natomiast latem ignorować wody przy posiłku nie sposób. Jedna, druga, trzecia, czwarta szklanka. Tak przy piątej można wreszcie sięgnąć po kieliszek wina. I wypić ze smakiem, bez konsekwencji.

środa, 27 czerwca 2012

Toskania: Zapiski z podróży

Za oknem stopni trzydzieści i siedem, odczuwalne pewnie czterdzieści i pięć bo godzina siedemnasta już prawie, a słońce od rana bezlitośnie wypraża okolicę. Okiennice zamknięte na głucho, rolety dociągnięte do ziemi, jedyna nadzieja w kamiennej posadzce. Oddawany przez nią chłód chłodzi w takie dni jakoś bardziej i tłumaczy, dlaczego drewniana podłoga w Toskanii dobrym pomysłem być nie może.

Wracając do kwestii słońca. Oglądałem kiedyś film pod tytułem “Sunshine”, film obrazami związany z gorącem i potęgą Słońca tak, że już bardziej nie można. Toskański koniec czerwca roku 2012 nieodmiennie przywołuje u mnie te obrazy. Już rano, kiedy temperatura to zaledwie dwadzieścia sześć stopni psychika wyczuwa gorejącą, buzującą kulę oślepiającego blasku tuż nad horyzontem. Wręcz słyszy się przyszłe skwierczenie okolicy, roślin, dachów, chodników, ludzi, którzy przez przypadek akurat wyszli na otwartą przestrzeń. Około południa nie trzeba sobie już niczego wyobrażać, powyższe dzieje się tu teraz. Tak jak w Polsce przy minus trzydziestu paru miewałem kłopoty z dogrzaniem samochodu, tak tutaj przy plus trzydziestu paru mam kłopot z jego schłodzeniem. Ech, życie jest nieustannym ciągiem klisz, czasem w negatywie.

piątek, 22 czerwca 2012

Terras Gauda: Hiszpańska armada

terras-gauda-pitacum

Zacznę najprościej jak się da. Sześć flaszek pocztą lotniczą otrzymałem, sześć flaszek z Hiszpanii wprost, od producenta Terras Gauda. Trzy wina białe, trzy wina czerwone, potencjalnie mniam i mlask. Zatem sobie ostatniej niedzieli porą poranną usiadłem i za ocenę się zabrałem. A że tydzień przedurlopowy intensywnym dość był, zatem notka dopiero dziś się pojawia. Akurat w momencie kiedy ostatnie krople, z ostatniej flaszki dopijam.

niedziela, 17 czerwca 2012

Wino: Etykieta zastępcza

vacqueyras_chablis

Po zawartości chłodziarki widzę, że zaczął się sezon na winne przesyłki. Lidl, oprócz opisywanych już tu barolo i klareta podesłał dwie nowości. Obie francuskie, obie poniżej złotych trzydziestu, jedną białą (Chablis), jedną czerwoną (Vacqueyras). Podobny w kolorystyce i cenie (około dwudziestu złotych za butelkę) zestaw dostałem też z Makro, choć hiszpański, nie francuski. Białe Verdejo z regionu Rueda i czerwone Roble z Ribera del Duero. Cóż było począć, trzeba było obie przesyłki ocenić. Co też uczyniłem.

wtorek, 12 czerwca 2012

Wino: W pozytywie i w kontrze

[Jakość dźwięku w powyższym klipie kiepska jest, zatem warto przyciszyć głośniki]

W kieliszkach wygrała Hiszpania, na murawie zaś padł remis. Zanim do szczegółów pojedynku winnego przejdę, o samym meczu, turnieju i kibicach zdania dosłownie trzy. Zatem po primo, w meczu momenty były, nudnawo też bywało, jak chcecie więcej to poczytajcie u tych, którzy coś o piłce wiedzą.* Po secundo, odnośnie turnieju, to my tym turniejem udowadniamy wszelkim parówkowym skrytożercom, że radę dać potrafimy a białe niedźwiedzie już dawno z naszych ulic zniknęły. Po tertio, tak jak Hiszpanie rozkręcili fiestę przed meczem, tak Polacy potrafili ożywić stadion. Zatem działo się, było głośno i czas do win przejść.

niedziela, 10 czerwca 2012

Wino: W cieniu Euro

lalama-i-roero

Jest sprawiedliwość, tudzież bywa, na tym świecie. Ja, futbolowy ignorant, biletów na Euro nie wylosowałem. Kolega, kibic prawdziwy, bilety wylosował. Także idę dziś zobaczyć na gdański stadion miejski, areną zwany, o co tyle hałasu przez ostatnie dni, tygodnie, miesiące było. A że Hiszpanie z Włochami grają, to i pretekst do pojedynku winnego się znalazł. Teraz powiem tyle, że choć Italia walczyła dzielnie, to Hiszpania zagrała wybitnie.* Zobaczymy jak będzie na murawie.

Obu pojedynków szczegóły pojawią się zaś w notki części drugiej jutro, wieczorową porą.

* ocena techniczna – tutaj, dla niecierpliwych. A tutaj link do notki części drugiej z pojedynku szczegółami.

czwartek, 31 maja 2012

Wino: Pocztówka spoza krawędzi

czterdziestolatek

Dostałem wino, białe, niemieckie.* Etykieta w stanie jak widać, kontretykiety nie przewidziano. Rocznika brak, alkoholu woltażu brak, szczęśliwie reszta się uchowała. Zatem producent Niersteiner Spiegelberg, szczep silvaner, typ kabinett. Co więcej kod oficjalnej degustacji się uchował - Amtliche Prüfungsnummer 4 382 017 / 3 73. Tym samym i rocznik się odnalazł – 1973.** Ups, przestraszyłem się nieco. Czterdziestoletni kabinett to sporo poza moim rozumieniem winnych sportów ekstremalnych. Zatem prawie butelkę darczyńcy oddałem. Prawie robi dużą różnicę.

środa, 30 maja 2012

"Wino" truskawkowe

wino-truskawkowe

Notka będzie krótka. Była niedziela, słońce świeciło, produkty regionalne na straganach stały. Moja lepsza połowa znalazła “wino” truskawkowe i kupić się uparła. Żeby je tylko kupić chciała, jeszcze notkę na blogu o tymże wynalazku na mnie wymogła. Cóżem miał robić? Uległem i oto notka jest.

A jak już jest to o samym “winie” truskawkowym słów parę. Po pierwsze nazwać sfermentowane truskawki winem, to woła o pomstę gdziekolwiek. Nawet jak te truskawki w butelce dwa lata dojrzewały. Tak jak destylatu z bananów za wódkę nie uznam, tak i tego wynalazku winem bym nie nazwał. Co do walorów smakowych zaś. Obok wina napój ów nawet nie stał. Truskawki, truskawki i jeszcze raz truskawki, z alkoholem w tle i imbirem dla pikantności. Truskawki świeże i soczyste, przyznać trzeba.

Schłodzić, na kostkach lodu podać, wypić ze smakiem, da się. Wziąć za wino nie sposób. Koniec.

niedziela, 27 maja 2012

Bułgaria: Złote piaski, czarne morze

bulgaria

Z win bułgarskich najwięcej wypiłem Kadarki, w odmianach wszelakich, najmniej zaś Sophii także w odmianach wszelakich. O ile większość Kadarek wspominam bez wstrętu, o tyle Sophię znienawidziłem od łyku pierwszego.

Cóż dziś już Kadarek nie pijam, gdyż są smaki smakujące mi w danym czasie, z których wyrosłem. Próba powrotu bywa bolesna. Wiem bo próbowałem. Ale traumy odnośnie win bułgarskich nie mam. Odnośnie Sophii tak, jednak nie stosujmy odpowiedzialności zbiorowej.

Do czego zmierzam? Ano do tego, że ofertę win bułgarskich spróbowania, przez firmę Mardec złożoną przyjąłem z chęcią. W końcu jak wspominałem, wina i pacierza nie odmawiam. Czy jakoś tak. W każdym razie wina w paczce dotarły trzy: białe, różowe i czerwone. Jak na fotce powyżej.

niedziela, 20 maja 2012

Wino: Gitarra

butelki

Istnieje zapewne alternatywna linia czasowa, gdzie siedzę z gitarą w jednej ręce i winem w drugiej na dachu swej hacjendy. Tam czasu na win picie i ocenianie mam ilość dowolną, podobnie jak na pisanie notek. Tu i teraz jednakże tak nie jest. Dlatego też widząc ilość win zakolejkowanych do opisania uznałem, że nadszedł czas na notkę zbiorczą. Remanent ni mniej ni więcej. Tym bardziej że część z win wspomnianych udało mi się nawet ocenić.

sobota, 19 maja 2012

Lidl: Grill

lidl_grandcru

Grand Cru za trzydzieści pięć złotych polskich bez grosza, Nobile di Montepulciano za trzydzieści złotych polskich bez grosza. Oglądając etykietę oba wina z kategorii “przemysłowych”, co to dziesiątkami, jak nie setkami tysięcy butelek z taśmy schodzą. Kontretykieta w sześciu językach słowiańskich, a dokładniej pięciu słowiańskich i jednym z ugrofińskich rodziny, trafność oceny potwierdza. Znaczy się wina, których sam bym nie wybrał, ale że Lidl podesłał spróbować wypada. Nie oceniać wnikliwie, tylko przy okazji przemycić. Na przykład przy grillu. O, to się może udać.

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Apulia: Ubogi bliźniak

primitivoX3

Zobowiązania zobowiązują, terminy się przeterminowują, czyli kwietnia dzień ostatni, a tu notki trzy zamiast czterech. A północ za minut sto osiemdziesiąt i sześć. Trzeba pisać i to szybko.

Zatem bez zwłoki dalszej do tematu notki przechodzę. Dziś o winach z Apulii odcinek pierwszy z dwóch. Z kartonika przez Andrzeja dostarczonego trzy zinfandele apulijskie, tamże primitivami zwane. Nadzieje spore, wszak zinfandel / primitivo to owoce, jeszcze więcej owoców, perfumy i południowe słońce. A gdzież jak nie na Italii kresach południowych słońca tegoż więcej być może. Co prawda Andrzej coś o tanich winach bez tanin wspominał, ale sekretu nie zdradzę, jeśli powiem że on tak o każdym winie mówi. Z wyjątkiem tych dwóch piemonckich na B może. No i chianti od Antinoriego.*

niedziela, 29 kwietnia 2012

Wino: Kontekst

2worlds_reserva

Ocena obiektywna nie istnieje, subiektywność jest oceny cechą immanentną. Subiektywność oceny jest zaś niezmiennie powodowana oceny kontekstem. Co na przykładzie zilustrować warto.

wtorek, 24 kwietnia 2012

Wino: Boskość sklasyfikowana

bacchusX3

Legendarna wręcz już na moim blogu Romantische Strasse po raz kolejny*. Było wino czerwone, było wino lodowe, nawet rieslingi się jakieś zdarzyły, tamże zakupione, choć nie z tamże pochodzące. Dziś zaś sprawa poważna, poważniejsza niż zwykle, otóż bóg wina w boskości własnej, w trójcy butelek ucieleśniony. A że sprawy duchowe, sprawami duchowymi, ale w germańskich ostępach porządek musi być to i sklasyfikowany należycie.

Zatem będzie dziś, od najpośledniejszego poczynając, o kabinettcie, spätlese i auslese. Czyli z germańskiego na nasze przekładając, o przyzwoitym białym, białym z późnego zbioru i białym z winogron wyselekcjonowanych, co już je pleśń szlachetna** dopadła. Zanim jednak szczegóły techniczne, smakowe i tym podobne nastąpią obowiązkowa dygresja odnośnie czasu i miejsca win dzisiejszych pozyskania.

wtorek, 3 kwietnia 2012

Winne Wtorki: Germański przekręt

eiswein

Jest sobie na północy Bawarii, a w środku Frankonii miasteczko wiekowe, acz urocze co się Dinkelsbühl zwie. Romantyczne też jest zapewne, w końcu na Romantische Strasse się znajduje.* I kiedy już tak się człowiek w tym uroku, romantyzmie i historii zagubi, trafia na sklepik niepozorny przy skrzyżowaniu głównym się znajdujący, po przekątnej względem katedry, która nad miasteczkiem wspomnianym góruje. A może to kościół zwykły jest? Nieważne. W każdym razie obiekt sakralny, monumentalny zdecydowanie, patyną brudu wiekowego przyczerniony.

sobota, 31 marca 2012

Wino: Wybory ekstremalne

szampan_lidl

Dwa wina, dwa wybory co najmniej nieoczywiste. Daleko poza bezpiecznym obszarem, w którym wina może nie zawsze zachwycą, ale i nie zabiją swoją marnością względem ceny, tudzież po prostu marnością. Kupując wina w Polsce zazwyczaj takich wyborów unikam*. Ale czasem to za mnie ktoś wybierze, a czasem powstrzymać się nie mogę i już.

Tym razem oba te warianty się nałożyły. Szampana, prawdziwego z Szampanii wicie rozumicie, Lidl w paczce przysłał. Dziewięćdziesiąt złotych bez grosza, robi wrażenie, wyglądem zresztą też. Ale czy warto? O tym za chwilę, najpierw wybór numer dwa przedstawię. Lat czternaście prawie gdyż rocznik 1998, wreszcie złota siatka, Gran Reserva i złotych zaledwie trzydzieści. W Makro znaczy się tyle kosztuje, bo w sklepach innych wołają za wino to złotych ponad czterdzieści. Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni pomyślałem i kupiłem.

niedziela, 25 marca 2012

Miejscówki siedzące, miejscówki stojące

rowery

Jest lista restauracji pięćdziesięciu na świecie najlepszych*. Jest miasto Kopenhaga, stołeczne i wietrzne. Jest restauracja Noma na miasta tego brzegu drugim, w okolicy niepozornej i budynku również. Zaczynamy.

Miejsce pierwsze listy wspomnianej dzierżąc, restauracja Noma uwagę koleżanki przyciągnęła. Był listopad roku dwa tysiące i jedenastego, znaczy się czas najwyższy rezerwacji roku następnego terminów lutowych. Zebrała nas osób naście, staff roomu rezerwację zrobiła, poszło. Plan ostateczny się wykrystalizował, piątek Noma – coś dla żołądka, sobota Traviata – coś dla ducha.

wtorek, 6 marca 2012

Winne Wtorki: Siła sugestii

soripiani

Wydawało mi się, że pierwszy raz dolcetto piłem wtedy. Dopiero później odkryłem, że parę ładnych flaszek dolcetto wypiłem pół roku wcześniej. Zmylił mnie napis ormeasco na etykiecie. Liguria nie Piemont, zatem dlaczego dolcetto mieliby dolcettem nazywać? A że teraz czerwone wina lekkie i kwaskowate modnymi być się zdają, dolcetto na Winne Wtorki zaproponowałem. Jednak nie sprawdziłem wcześniej jak z jego dostępnością w kraju naszym, pięknym jest. A łatwo zdaje się nie być. Delikatesy Bomi, tudzież delikatesy Alma dolcetto w cenach złotych czterdziestu i paru oferują. W Makro dolcetto same nie występuję, jest za to w kupażu z lagrein. Ciekawe wino, choć nietanie – tutaj się nad nim rozwodziłem.

Mam nadzieję, że pozostali winniwtorkowicze dolcetto w cenie rozsądniejszej znajdą. Trzymając się normy piemonckiej, wychodzi sześć euro za flaszkę dolcetto, jedną z trzech tysięcy dziewięciuset sześćdziesięciu wyprodukowanych z konkretnych dwóch spłachetków ziemi (nr 187 i 290), w konkretnej apelacji.

wtorek, 28 lutego 2012

Winne Wtorki: Delikatnie

caecus_rioja

Z kupieniem, ocenieniem, wypiciem i sfotografowaniem zeszło winnowtorkowego wina zdążyłem na czas. Niestety nie z napisaniem notki. Zatem dziś, spóźniona prawie niedostrzegalnie, rioja tygodnia zeszłego. Kupiona w delikatesach “Bomi”, za złotych własnych* sześćdziesiąt cztery i groszy pięćdziesiąt dziewięć. O winach hiszpańskich więcej się w jednej z notek poprzednich się rozpisałem, zatem bez zbędnych wstępów do wina czas przejść.

wtorek, 7 lutego 2012

Winne Wtorki: Winny brutalizm

cerretello

Jongleur chianti na Winny Wtorek zaproponował, jakże mogłem przejść obojętnie. Tym bardziej, że całkiem zacną butelkę chianti akurat na podorędziu miałem. Przynajmniej po jej współtowarzyszkach, już wypitych, sądząc. Zatem picie i degustowanie porzucając chwilowo, do oceny przystąpiłem. Rześki, zwarty i gotowy, w sobotni poranek. Bliski popołudniu, jakby ktoś się pytał.

niedziela, 22 stycznia 2012

Wino: Mniej, czyli więcej

3xpiemont

Czasem tak mam, że manie mniej pozwala mi na zrobienie więcej. Tym samym w rok 2012 patrzę optymistycznie. Mniej czasu mieć będę, więcej win wypiję na pewno. Mniej notek na blogu się znajdzie, więcej treści zawierać powinny. Mniej będzie ogółu, więcej tu i teraz szczegółu. Mniej opiszę win marketowych, od producentów z marką ale bez twarzy, więcej zaś win po spojrzeniu w oczy producentowi nabytych. Blog mój to zabawa słowem i winem, a nie praca u podstaw, poświęceń w postaci hektolitrów przeciętności wypitych wymagająca. Tak uściślam, jakby ktoś zabłądził.

Manifest powyższy uzupełniając, dumnie zabrzmiało, o zmianach w win ocenianiu dygresja. Tutaj mniej staranności nie będzie, bo więcej by sensu ich robić nie było. Jednak załączane arkusze ze szczegółami technicznymi (punktacja, wykresy) czas już jakiś temu zmodyfikowałem. Wyciągnąłem wnioski z rocznego ich stosowania i wszelkie informacje zduplikowane, tudzież niejasne usunąłem. Teraz jest czytelniej i konkretniej, choć prościej. I o to mi chodziło, gdyż ostatnią rzeczą jakiej w dzisiejszym zalewie informacji potrzebuję, są zduplikowane, lub niedookreślone dane źródłowe. Blog mój to dla mnie cenne źródło informacji o winach, które wypiłem, kiedy nad wina wyborem zastanawiam się akurat. Bo choć całkiem liczne grono odwiedzających, w druku cytowania, na degustacje zaproszenia, tudzież kurierów z winem wizyty przyjemną dywidendą z blogu prowadzenia są, to przede wszystkim dla siebie go piszę. A że publicznie, rozumiecie próżność, ludzka rzecz. Gryzmołów w notatniku nie zauważy nikt.

Manifestu "Mniej/Więcej" wystarczy, przechodząc do flaszek z winem na dziś. Zacznę rok, nie od oceny*, ale luźnych spostrzeżeń dotyczących win trzech wypitych w ostatnim dniu roku ubiegłego, przed imprezą główną czas jakiś. W dworku pod ruską granicą dodam, którego z uwagi na zamiłowanie właścicieli do temperatur wnętrza bliższych lodówce, niż przyjętym standardom, nie polecam. Jednak do win wracając.