wtorek, 28 lutego 2012

Winne Wtorki: Delikatnie

caecus_rioja

Z kupieniem, ocenieniem, wypiciem i sfotografowaniem zeszło winnowtorkowego wina zdążyłem na czas. Niestety nie z napisaniem notki. Zatem dziś, spóźniona prawie niedostrzegalnie, rioja tygodnia zeszłego. Kupiona w delikatesach “Bomi”, za złotych własnych* sześćdziesiąt cztery i groszy pięćdziesiąt dziewięć. O winach hiszpańskich więcej się w jednej z notek poprzednich się rozpisałem, zatem bez zbędnych wstępów do wina czas przejść.


Szczegóły techniczne. Caecus Rioja Crianza, DOC, rocznik 2007. W 100% z winogron szczepu tempranillo wytwarzana, zbieranych ręcznie przy świetle księżyca**. Alkoholu czternaście procent, w beczkach dębowych czternaście miesięcy starzone. Kraj Hiszpania, region Rioja, wszystko. Wzrok: klarowne, błyszczące, o równomiernym wiśniowym, średnioczerwonym kolorze. Nos: aromat owocowy (owoce leśne), z czasem coraz bardziej ziołowy i trawiasty. Bukiet słodki, waniliowy. Tuż po otwarciu ciężki i próbujący dominować. Dwie godziny w karafce przywracają równowagę, zatem otworzyć wcześniej warto. Usta: pełne, wręcz słodkie, zdominowane przez suszone figi, wanilię i cukier trzcinowy. Kwartami. W pierwszej kwasowość średnia minus, goryczka średnia, pod koniec garbniki dębu i winogron  niskie. W drugiej kwasowość praktycznie zanika, goryczka słabnie o pół tonu, garbniki pozostają, pojawia się średni owoc. Trzecia to garbniki niskie i owoc średni. W czwartej zostaje tylko owoc. Posmak pełen fig suszonych, finisz średnio długi, wino w dotyku gładkie. Punktacja i wykresy dla chętnych – tutaj.

Podsumowując. Caecus Rioja Crianza to wino nie dla każdego. Jednych zachwyci, a przynajmniej uwiedzie, innych zniesmaczy i odrzuci. Nos po przewietrzeniu jest świeży, owocowy, bez nachalności dębiną podszyty. Usta natomiast są przejrzałe, lekkie, prawie bez garbników i kwasowości. A posmak suszonych fig pozostaje w pamięci na długo. Czy zatem jest to wino “ugotowane”? Według mnie nie. Czy mi się do gustu przypadło? Tak, swoją innością wobec win przeze mnie normalnie pijanych. Ale świadom jestem, że częściej smakowane może się znudzić. Zatem czy polecam? Od święta tak, na co dzień nie***.

Jeszcze o kulinaria zahaczając. Przypasowało mi wino to do chińszczyzny pikantnej, na obiad jedzonej. Zamiast śliwkowego napoju winopodobnego, jak znalazł i lepsze zdecydowanie.

Kończąc zaś notkę, krótko o notek pojawiania się częstotliwości. Wir zdarzeń wciągnął mnie niemożebnie, ale widać światełko w tunelu. Tym samym jest szansa, że lista win już ocenionych na opisanie czekających, skracać się będzie, nie wydłużać. A tymczasem przyjmuję zasadę, styczeń – jedna notka, luty – dwie, zobaczymy czy w grudniu dam radę notek dwanaście napisać.

ww Rioja u pozostałych:
Sstar
Uncle Matt in Travel
WINniczek
Jongleur
Winne Przygody

*co jak z lektury blogów innych wnoszę, zaznaczyć nie tyle wypada, co trzeba.
**no dobra w dzień, nie przy świetle księżyca, ale reszta sie zgadza.
***dlaczego tego typu riojy obrzydnąć mogą, gdy je częściej pijamy, dobrze Wojciech Bońkowski opisał – tutaj. Warto przeczytać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz