wtorek, 7 lutego 2012

Winne Wtorki: Winny brutalizm

cerretello

Jongleur chianti na Winny Wtorek zaproponował, jakże mogłem przejść obojętnie. Tym bardziej, że całkiem zacną butelkę chianti akurat na podorędziu miałem. Przynajmniej po jej współtowarzyszkach, już wypitych, sądząc. Zatem picie i degustowanie porzucając chwilowo, do oceny przystąpiłem. Rześki, zwarty i gotowy, w sobotni poranek. Bliski popołudniu, jakby ktoś się pytał.


Przechodząc do szczegółów technicznych. Producent Pieve de’ Pitti, wino Cerretello, DOCG. Rocznik 2006, alkoholu czternaście procent, klasyfikowane jako Chianti Superiore. Znaczy się spoza obszaru Chianti Classico, zawierające winogrona wyłącznie toskańskie, dojrzewające przed sprzedażą miesięcy minimum dziewięć. W wina tego przypadku, w betonowych kadziach miesięcy sześć i w butelkach kolejne trzy. Nie mylić z Chianti Riserva, wymagającym dojrzewania w beczkach dębowych. Wystarczy marketingowych zawiłości, czas na wrażenia zmysłowe. Wzrok: w wyglądzie wino klarowne i błyszczące. Kolor równomierny, średniointensywny, ciemnowiśniowy. Nos: bogaty aromat, fiołki, wiśnie, atrament. I równie bogaty bukiet, tytoń, dym, palone drewno, stajnia gdzieś w oddali. Jest dobrze, jest bardzo dobrze. Alkohol zaś choć na etykiecie spory, tutaj niewidoczny. Usta: pulsujące garbnikami, na przemian z suchą kwasowością podszytą owocem i dymem. Gęste, lecz bez dżemowatości, znaczy się dobrze. Kwartami: pierwszą zaczyna kwasowość, szybko przytłoczona garbnikami winogron, które zadziorne tu są, bardzo. Kończy goryczka, eksplodująca do poziomu średniego z plusem i na początku kwarty drugiej zanikająca. A dalej garbniki winogron lekko uspokojone, lecz nadal wyraziste (średnie) i garbniki dębu okruchy betonu podobnie. Owoc w tle, wystarczająco odczuwalny, choć może trochę go brakuje. W kwarcie trzeciej podobnie, owoc pół tonu słabszy. Kwarty czwartej koniec, początkiem końca całości jest. Zatem finisz długi, posmak dymny i suchy. Określenie herbaciany, które ostatnio w odniesieniu do posmaku chianti przeczytałem*, pasuje tu jak ulał. W dotyku jest to chianti szorstkie, niczym burta pancernika**. Technikalia z punktacją, wykresami – tutaj.

Podsumowując. Kupiłem powyższego chianti buteleczek cztery, podczas pewnej licytacji. Więcej nie było, a szkoda, bo nawet jakbym kartony dwa kupił to uznałbym, że mało. Za złotych jedenaście, tyle kosztowało, interesem roku zeszłego jest. Nos według mnie klasyka, małmazja i na długie zimowe wieczory afrodyzjak doskonały. Usta też niezgorsze, choć w stylu który nie wszystkim do gustu przypadnie. Nazwałbym go brutalistycznym, piemonckie orgie garbnikowe momentami przywołującym. Nie ma tu owocowej kwaskowatości z garbnikami w tle. Są nagie, szorstkie ściany betonowych kadzi. Ale tym razem, w przeciwieństwie do pewnego kindzmarauli, narzekać nie sposób. Polecam, nawet w cenie oryginalnej***.

ww Chianti u pozostałych:
Jongleur
WINniczek
Uncle Matt in Travel
Czerwone czy białe?
Winne Przygody
Sstar

* u niejakiego Oza Clarke w “Grapes & Wines”, szerzej o tej pozycji za czas jakiś, jak czas pozwoli
** jakoś mnie na cytaty wzięło, ten z pozycji tu opisanej pochodzi
*** u producenta 13 euro

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz