sobota, 31 marca 2012

Wino: Wybory ekstremalne

szampan_lidl

Dwa wina, dwa wybory co najmniej nieoczywiste. Daleko poza bezpiecznym obszarem, w którym wina może nie zawsze zachwycą, ale i nie zabiją swoją marnością względem ceny, tudzież po prostu marnością. Kupując wina w Polsce zazwyczaj takich wyborów unikam*. Ale czasem to za mnie ktoś wybierze, a czasem powstrzymać się nie mogę i już.

Tym razem oba te warianty się nałożyły. Szampana, prawdziwego z Szampanii wicie rozumicie, Lidl w paczce przysłał. Dziewięćdziesiąt złotych bez grosza, robi wrażenie, wyglądem zresztą też. Ale czy warto? O tym za chwilę, najpierw wybór numer dwa przedstawię. Lat czternaście prawie gdyż rocznik 1998, wreszcie złota siatka, Gran Reserva i złotych zaledwie trzydzieści. W Makro znaczy się tyle kosztuje, bo w sklepach innych wołają za wino to złotych ponad czterdzieści. Co mnie nie zabije, to mnie wzmocni pomyślałem i kupiłem.


Wybór numer jeden, szczegóły techniczne. Bissinger & Co. Champagne Brut Rosé, nierocznikowy. Wzrok: już butelka prezentuje się godnie, miedziane etykiety, różowa bardziej truskawkowa, mniej łososiowa zawartość. W kieliszku także zacnie jest. Bąbelki drobne w eleganckie sznury się układające, musują przez czas dłuższy pozwalając oczy widokiem nacieszyć do woli. Wino w wyglądzie błyszczące. Nos: o ile szampana pić schłodzonego do stopni Celsjusza paru należy, to oceniać także w temperaturze pokojowej wypada. Pokazuje to wady, przez schłodzenie ukryte i ujawnia delikatne aromaty schłodzeniem przytłumione. W przypadku szampana od Bissingera i spółki wad nie było, brawo. Natomiast aromatów poza truskawką, świeżą szczęśliwie, także nie za wiele. Cynamonu szczypta by się znalazła, trochę metalicznego węgla dwutlenku posmaku i tyle. Czysto, schludnie, świeżo i tyle. Usta: stopni Celsjusza parę mając kwaskowate do bólu, cytrynowe, kredowe. Ogrzane znacznie przyjaźniejsze, owocowe truskawką i pikantne. Zatem potencjał jest, lecz go kwaskowość zabija. Szkoda. Kwartami, pierwsza kwaskowata (wysoki) ze sporą dozą goryczki (średni). Druga, pół tonu niżej kwaskowata, goryczka zanika, owoc w tle się pojawia (niski / średni). W trzeciej całość się kończy. Finisz tym samym średni w długości co najwyżej, posmak kwaskowato-wapienny. W dotyku wino porowate, bąbelki robią swoje. Punktacja i wykresy szczegółowe – tutaj.

Podsumowując szampana z Szampanii. Wróć, szampana z Lidla. A właściwie jedno i drugie. Podając na rodzinnym raucie takowego: najpierw wszyscy głośno skomplementują trunek, że prawdziwy, że nie włoski czy hiszpański ersatz**, że cudnie wygląda, że te sznury bąbelków to ą, ę i wewogle. Później łyk z namaszczeniem wezmą i choć po sobie nic znać nie dadzą, to pomyślą: ale kwachol, po taniości pojechał***. Cóż smak do Bissingera et consortes wysublimowany mieć trzeba, otwarty i nietuzinkowy. A przynajmniej zdawać sobie sprawę z rzeczy dwóch. Że brut to nie dolce i że za oryginał płaci się ekstra, na moje oko złotych sześćdziesiąt jakieś.

arcus_jumilla

Wybór numer dwa, szczegóły techniczne. Hiszpańskie wino czerwone Arcus Gran Reserva. Rocznik 1998, czyli wiek dwudziesty jeszcze, a że gran reserva to w beczkach dębowych dwa lata przynajmniej starzona była. Region Jumilla, wino w 100% ze szczepu monastrell, światu szerzej pod nazwą mourvèdre znanego. Znawcy twierdzą, że monastrell do picia dopiero po latach przynajmniej siedmiu się nadaje więc światełko w tunelu jest. Sprawdźmy czy to nie pociąg przez przypadek. Wzrok: zaskakujący żwawy jak na lat czternaście prawie. Średnio czerwony, raczej wiśniowy niż miedziany. Śladów wieku jedynie w refleksach delikatnie pomarańczą muśniętych doszukiwać się można. Poza tym kolor równomierny, wino klarowne i błyszczące. Nos: po odkorkowaniu sporo wanilii, dębiny, mokrego drewna w winie moczonego i strychu powidoki. Czegoś innego trudno się spodziewać było, w tym wieku oddech niezbędny jest. Godzin później czternaście**** można wreszcie oceniać. Wino z karafki do kieliszka chlup i zaczynam. Jest bardzo nieźle mówiąc krótko. Bardziej opisowo zaś, aromat owocowy: owoce leśne, bukiet rozbudowany: goździki, ciastka imbirowe, atrament, smoła, mokre drewno w tle. Jak dla mnie gdzieś pomiędzy przyzwoitym chianti, a niezgorszym barolo. Wiem, wiem, kraj inny, winogrona też inne, ale tak to już bywa ze skojarzeniami. Zaś wracając do Arcusa, to w tym przypadku monastrell wcale na winogrono nieśmiałe i nie wybijające się nie wygląda. Z cech mu typowych zaś, w dalekim tle stajnia, stryszek pozostaje i nie przeszkadza. Usta: kwaskowate i goryczkowe, sporo dębu na policzkach, owoc tylko w tle. Niestety bajka się skończyła. Kwartami: w pierwszej bardziej od kwaskowatości (średnia plus) uderza goryczka (średnia). W drugiej kwaskowatość pół tonu niżej, goryczka o ton niżej. Dołączają garbniki winogron i dębu (średnie), a także owoc (średni minus). Trzecia pół tonu niżej od drugiej, z wyjątkiem mocno trzymających się garbników winogron. Początek czwartej to smaków początek końca. Posmak kiepski, dębina ocierająca się o trocinę. Finisz średnio długi, wino w dotyku kredowe. Punktacja i wykresy szczegółowe – tutaj.

Podsumowując. Arcus Gran Reserva potwierdza, że w życiu nie ma nic za darmo. Rocznik dwudziestowieczny dumnie bije po oczach, złota siatka uwodzi, kategoria gran reserva dodaje majestatu. Przy tej kombinacji cena złotych trzydziestu wydaje się być wyprzedażą roku. Niestety o ile wzrok i nos oczekiwaniom sprostać potrafią, to przy ustach czar pryska. Tragedii nie ma, ale pierwsza, lepsza crianza potrafi więcej i to bez złotej siatki. Zatem wyprzedażą roku Arcus Gran Reserva nie jest, ale zapłaconych pieniędzy wart mi się absolutnie wydaje. Szczególnie jeśli go z posiłkiem aromatycznym, mocnym smakowo się zestawi. Wtedy nosem olśnieni pozostaniecie, słabości ust nie zauważając.

Dwa wybory ryzykowne, dwie oceny niejednoznaczne. Szampan prawdziwy, lecz kwaskowaty. Gran Reserva leciwa, acz aromatyczna niezmiernie. Mądrzejszym po fakcie będąc oba wybory powtórki się nie doczekają. Bissinger zbyt mało ma do zaoferowania przy cenie swojej, zaś Arcus zbyt brutalnie smakiem po nosa orgii aromatycznej rozczarowuje. I tyle na dzisiaj, dobranoc.

* Natomiast zwiedzając regiony różne, mniej lub bardziej winiarskie, bliżej lub dalej położone w takich wyborach się lubuję. W końcu co miejscowych nie zabije, to może i przyjezdnego oszczędzi. A czasem nawet zachwyci.
** Namiastka, substytut, podróbka. Znów się powstrzymać nie mogłem, w końcu szampan z Szampanii, zatem łatwych słów używać nie wypada.
*** Im wyższe oczekiwania tym boleśniejszy upadek.
**** Zastosowałem przelicznik: rok jeden – minut sześćdziesiąt.

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

Kolejny świetny - i zarazem zabawny wpis, czytało się jak zwykle znakomicie.

Miało być w tym roku mniej notek, a mam wrażenie, że ilościowo jest podobnie, a wpisy jeszcze ciekawsze niż w poprzednich latach.

pozdrawiam i czekam na kolejne notki

Wojtek, Toruń

Photo Solo Jam pisze...

@Wojtek

Nic tylko podziękować za miłe słowa mi pozostaje.

Prześlij komentarz