wtorek, 3 kwietnia 2012

Winne Wtorki: Germański przekręt

eiswein

Jest sobie na północy Bawarii, a w środku Frankonii miasteczko wiekowe, acz urocze co się Dinkelsbühl zwie. Romantyczne też jest zapewne, w końcu na Romantische Strasse się znajduje.* I kiedy już tak się człowiek w tym uroku, romantyzmie i historii zagubi, trafia na sklepik niepozorny przy skrzyżowaniu głównym się znajdujący, po przekątnej względem katedry, która nad miasteczkiem wspomnianym góruje. A może to kościół zwykły jest? Nieważne. W każdym razie obiekt sakralny, monumentalny zdecydowanie, patyną brudu wiekowego przyczerniony.


Wracając zaś do sklepiku wspomnianego. Niepozorne wejście, choć odpowiednio historyczne, niepozorna sala pierwsza, spożywka i tym podobne, ale w głębi już poblask szkła kuszący widać. Przechodzimy zatem do sali numer dwa, a tam butelek mrowie, winnych butelek dodać należy. Od lewej do prawej na regałach ciągną się szeregi, długie, szerokie itd. itp. A wprost na wprost regały wyróżnione, gdzie za szybą spatynowane butelki, niskie acz pękate stoją. Ich etykiety gotyckim pismem pokryte i herbami zapewne jeszcze jedno z cesarstw pamiętającymi. Roczniki zaś na nich ubiegłowieczne.** I wtedy, zanim oko ześlizgnie się z winnych etykiet olśniewających na cen etykiety obezwładniające pojawia się sam właściciel. Elegancki, ale nie za elegancki, dystyngowany, ciut przykurzony może, wydaje się win antykwariusz prawdziwy.

Widząc że człowiek choć zainteresowany, to sum trzycyfrowych na wino wydać nieskory, nie ofuknie takiego, nie zostawi w potrzebie. O nie, on wskaże rozwiązanie, zawsze. Na przykład powie „Dziś na eisweiny promocja specjalna, może nie tak wiekowe, ale eiswein to wino najszlachetniejsze od wieku niezależnie. Ostatnie tutaj stoją, jedyne dwadzieścia euro butelka. Ma Pan szczęście.” Czegóż więcej by uradować duszę winomaniaka trzeba.***

I tak winomaniak miasteczko Dinkelsbühl, urocze i wiekowe, opuszcza kontentym będąc niezmiernie. Może nie ubiegłowiecznego eisweina, ale jednak eisweina pod pachą dzierżąc, którego po cenie najlepszej z możliwych zakupił. I tu koniec szczęśliwy nastąpić powinien, ale przecież to polski blog, równie się happy endami brzydzący co polskie kino.

Zatem kilometrów na południe dwieście, w innym miasteczku, być może jeszcze urokliwszym i wiekowym w Edece bułki kupując, winomaniak tego samego eisweina butelki widzi. Choć nie w promocji, to za obłędną kwotę sześciu euro bez eurocenta oferowane. Kurtyna.

P.S.

Jak wyborny eiswein, choć nie germański smakować potrafi – tutaj. Natomiast o tym jak się eiswein w klasyfikacji win niemieckich lokuje – tutaj. O eisweinie z notki pisać nie warto: nos owocowy, usta kwaskowate, posmak nawet, nawet. Niestety wszystko to płaskie, sterylne jakieś. Zaś eiswein to przecież sama esencja wina być powinna, obezwładniająca niczym grecka, czy turecka bakława. Niby się więcej nie da, bo zbyt słodko, aromatycznie, bogato, ale przestać też się nie da, bo zbyt słodko, aromatycznie, bogato. Jednak za sześć euro, czy nawet dwadzieścia doświadczyć tego nie sposób. Kurtyna po raz drugi, ostatni.

* która to trasa się notki na tym blogu doczeka, kiedyś.
** czyż to nie brzmi, za samo brzmienie plus czterdzieści euro się należy.
*** no może jeszcze umiejętności takiego poruszania się między butelkami luzem wystawionymi, by plecakiem żadnej nie stłuc. Co w wersji „niech stracę” kolejne piętnaście euro kosztować może.

ww Eiswein u pozostałych:


Winne Przygody
WINniczek
Czerwone czy Białe?
Bordowe

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz