niedziela, 27 maja 2012

Bułgaria: Złote piaski, czarne morze

bulgaria

Z win bułgarskich najwięcej wypiłem Kadarki, w odmianach wszelakich, najmniej zaś Sophii także w odmianach wszelakich. O ile większość Kadarek wspominam bez wstrętu, o tyle Sophię znienawidziłem od łyku pierwszego.

Cóż dziś już Kadarek nie pijam, gdyż są smaki smakujące mi w danym czasie, z których wyrosłem. Próba powrotu bywa bolesna. Wiem bo próbowałem. Ale traumy odnośnie win bułgarskich nie mam. Odnośnie Sophii tak, jednak nie stosujmy odpowiedzialności zbiorowej.

Do czego zmierzam? Ano do tego, że ofertę win bułgarskich spróbowania, przez firmę Mardec złożoną przyjąłem z chęcią. W końcu jak wspominałem, wina i pacierza nie odmawiam. Czy jakoś tak. W każdym razie wina w paczce dotarły trzy: białe, różowe i czerwone. Jak na fotce powyżej.

Przechodząc do szczegółów technicznych. Wina jak wspomniałem były trzy: białe, różowe i czerwone. Białe 4 Friends od niejakiego Todoroffa. Szczep Muskat, rocznik 2010, alkoholu bardzo przyjemne 11,5%. Różowe nazwane wprost szczepami, zatem Gamza*& Cabernet Franc firmowane przez LS (Lovico Suchnidol). O szczepach już było, rocznik 2010, alkoholu abstrakcyjnie dużo, 14%. Czerwone Mavrud Special Reserve od Puldena. Szczep mavrud, rocznik 2003, alkoholu rozsądne 12,5%.

Zaczynając od wrażeń wzrokowych. Trzy razy błysk w kieliszku był i klarowność oko ciesząca. Różnice rzecz jasna dotyczyły koloru. Białe wino słomkowym nazwać by można, lecz barwie tej równie blisko do koloru co do koloru braku było. Różowe cały efekt zaś na kolor postawiło, różowy acz krwisty, wrażenie robiąc należyte. Czerwone zaś solidnie lekcję odrobiło, zaufanie budzącą średnio ciemną czerwień z wiśniowym odcieniem prezentując. Słowem trzy razy dobrze, ze wskazaniem na różowe, ale różowe tak mają po prostu.

Nos. Tutaj etykieta białego nie kłamała bynajmniej, o eksplozywnej naturze aromatu i bukietu wspominając. Pieprz, brzoskwinia, stajnia. Intensywnie i różnorodnie, na tak. Różowe aromat utrzymało w ryzach, owocowy: malina, truskawka. Niestety alkoholowego woltażu nie ukryło. Tym samym trochę na poły landrynkowatości, na poły nalewkowatości do palety zapachowej dodając. Szkoda. Czerwone zaś najtrudniejsze się okazało. Aromat owoce leśne i maliny, bukiet ze stajnią w tle. Niby prosto, a bardzo zmiennie w czasie i w ilości wina licząc. Dekantować i oddychać potrzeby nie ma, natomiast chwilę na zrozumienie poświęcić warto. Raz bowiem niczym młody, nieokrzesany cabernet sauvignon się jawi, innym razem zaś dostojeństwem zaskakuje. Dwa oblicza w czasie się przeplatające, niełatwe ale ciekawe. Podsumowując nos razy trzy. Czysto i schludnie, miejscami nieszablonowo i ciekawie, gdyby nie alkohol w różowym byłoby bez zastrzeżeń.

Usta. Białe eksplozywność zapachową, podparło solidnością smaku. Pierne, kwaskowate, ziemiste to w skrócie. W szczególe trzy solidne kwarty, w czwartej wygasanie. Finisz zatem średni, wino w dotyku szorstkie raczej, posmak pieprz z brzoskwinią, broni się. Różowe nie zaskoczyło na plus, ani na minus. Truskawki z cytryną, trzy kwarty na długość. Posmak truskawkowy a jakże, w dotyku kredowe, finisz średni. Czerwone podobnie jak białe solidność swoją potwierdziło. Figi i pieprz, cztery solidne kwarty i kawałek jeszcze. Garbników winogron i dębiny nie za dużo (niski plus), ale wyczuwalne. Owoc zacny (średni) i kwaskowatość dobra (średni / średni minus). Wino w dotyku gładkie posmak gęsty, figowy. Finisz długi. Podsumowując smakowo trójkę powyższą. Białe i czerwone zacnie, nieszablonowo miejscami, a różowe, jak to różowe, ma wyglądać i schłodzonym mocno być pite. Punktacja i szczegóły palety aromatyczno-smakowej – tutaj.

Jakie wrażenie bułgarska trójka pozostawiła? Dobre. A odpowiedź rozwijając. Białe najbliżej do trendów międzynarodowych ma, zatem najłatwiejsze w przyjęciu będzie, jeśli etykietowa eksplozywność aromatu i bukietu wam nie straszna. Mi nie. Różowe prezentuje się pięknie, a resztę można pominąć**, nie straszy ale też nie zachwyca. Tylko o schłodzeniu nie zapomnijcie. Czerwone natomiast do sączenia wieczorem, solo się nadaje. Nie ma stylu międzynarodowego, ma styl regionalny. Jednego uwiedzie, innego zdziwi, nikogo nie zostawi obojętnym. Spróbować na pewno warto.

* zwana kadarką inaczej, lub na odwrót.
** jak to przy innym różowym w innym miejscu i czasie usłyszałem, cytując niedokładnie: „poświęciliśmy trochę smaku, by zyskać ten niepowtarzalny kolor”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz