środa, 30 maja 2012

"Wino" truskawkowe

wino-truskawkowe

Notka będzie krótka. Była niedziela, słońce świeciło, produkty regionalne na straganach stały. Moja lepsza połowa znalazła “wino” truskawkowe i kupić się uparła. Żeby je tylko kupić chciała, jeszcze notkę na blogu o tymże wynalazku na mnie wymogła. Cóżem miał robić? Uległem i oto notka jest.

A jak już jest to o samym “winie” truskawkowym słów parę. Po pierwsze nazwać sfermentowane truskawki winem, to woła o pomstę gdziekolwiek. Nawet jak te truskawki w butelce dwa lata dojrzewały. Tak jak destylatu z bananów za wódkę nie uznam, tak i tego wynalazku winem bym nie nazwał. Co do walorów smakowych zaś. Obok wina napój ów nawet nie stał. Truskawki, truskawki i jeszcze raz truskawki, z alkoholem w tle i imbirem dla pikantności. Truskawki świeże i soczyste, przyznać trzeba.

Schłodzić, na kostkach lodu podać, wypić ze smakiem, da się. Wziąć za wino nie sposób. Koniec.

4 komentarze:

blurppp pisze...

Masz babcię ?

Photo Solo Jam pisze...

Zgadnij.

blurppp pisze...

Moja babcia robiła wino truskawkowe i spróbował byś powiedzieć że to nie jest wino. Babcia już nie żyje, niestety to były lepsze czasy. A ja miałem lat 15 albo 17 a nie 42

Photo Solo Jam pisze...

Babcinych win tematu w notce nawet bym poruszać nie śmiał. Świętości szargać nie będę i już.

Zrzędzę zaś tu sobie na sprzedawców, sprzedawcę właściwie, co to oznaczył truskawkowe wino domowe jakby to co najmniej klaret był. Rocznik podał, że półwytrawne jest podał. A do tego jeszcze w ulotce opisał jak to bez dodatku wody zrobione. Słowem wino pełną gębą. A winem nie jest. I tyle.

Prześlij komentarz