wtorek, 12 czerwca 2012

Wino: W pozytywie i w kontrze

[Jakość dźwięku w powyższym klipie kiepska jest, zatem warto przyciszyć głośniki]

W kieliszkach wygrała Hiszpania, na murawie zaś padł remis. Zanim do szczegółów pojedynku winnego przejdę, o samym meczu, turnieju i kibicach zdania dosłownie trzy. Zatem po primo, w meczu momenty były, nudnawo też bywało, jak chcecie więcej to poczytajcie u tych, którzy coś o piłce wiedzą.* Po secundo, odnośnie turnieju, to my tym turniejem udowadniamy wszelkim parówkowym skrytożercom, że radę dać potrafimy a białe niedźwiedzie już dawno z naszych ulic zniknęły. Po tertio, tak jak Hiszpanie rozkręcili fiestę przed meczem, tak Polacy potrafili ożywić stadion. Zatem działo się, było głośno i czas do win przejść.

Zaczynam od prezentacji gwiazd obu drużyn. W reprezentacji Italii Roero**, gracz klubu Cascina Del Pozzo od roku 2007. Wraz z klubem występuje w okręgowej lidze piemonckiej, przez pierwsze dwanaście miesięcy grał w beczce. Natomiast wśród Hiszpanów warto zwrócić uwagę na Lalamę, gracza klubu Dominio Do Bibei, także od roku 2007. Uczestnika rozgrywek elitarnej ligi regionu Ribeira Sacra, który w beczce grał pierwsze trzynaście miesięcy.

Gwizdek sędziego i rozpoczynamy. Drużyna włoska w błyszczących jasnoczerwonych koszulkach, ceglaście skrzących sie w słońcu. Zaczynają od klarownych, szybkich podań. Hiszpanie natomiast w ciemnoczerwonych koszulkach, z rubinowymi pasami i rozjaśnieniem na brzegach. W pierwszych minutach prowadza raczej mętną grę, naturalną bez technicznego filtrowania.

Dziesiąta minuta, Italia oddaje pierwszy strzał na bramkę i …

… goooooooooooooool. Jeden do zera, bramka pachnie rasowym nebbiolo. Aromat pełen jagód, atramentu i płatków róży. Bukiet zaś ze sporą dozą rozgrzanego słońcem asfaltu i drewna, z dymem w tle. Przepraszam, dym to zapewne z racy wrzuconej właśnie na murawę.

Hiszpanie rozpoczynają ze środka, dwa szybkie podania, koronkowa akcja na wysokości pola karnego i ….

… gooooooooooooool. Cóż za kontra. Aromat nietuzinkowy, szałwia, szczypiorek, jagody i maliny. Bukiet wyraźnie tytoniowy, skąd na murawie golkiper reprezentacji polski?, z dodatkiem wanilii. Przy tak intensywnej grze potomków Corteza z zagęszczeniem pressingu w środku pola czeka nas fascynujące widowisko.

Dwudziesta trzecia minuta, Roero przejmuje piłkę po błędzie hiszpańskiego obrońcy, jest sam na sam z bramkarzem, stadion szaleje. Ale Roero zwalnia, zwalnia, zatrzymuje się, traci piłkę, pozostawiając posmak zawodu, jagód i dymu. Kolejna raca? Przeanalizujmy to jeszcze raz na powtórce. Przyjęcie piłki bezbłędne jak i kwaskowatość. Zamysł soczysty, owocowy, tutaj nie ma się do czego przyczepić. Niestety zabrakło zęba wytrawności. Winogrona i dębina dały trochę garbników, ale to nie było paraliżujące włoskie nebbiolo. To było nebbiolo w wersji light. Szkoda.

Sędzia rozpoczyna drugą połowę. Zmiana stron, ożywienie w szeregach Hiszpanów, bramka wisi w powietrzu. Sześćdziesiąta ósma minuta, urodzony sto czternaście kilometrów od kamienistych plaż wybrzeża Atlantyku, pośród wzgórz zielonych, tudzież bardziej khaki***, trzymany przez trzynaście miesięcy w beczce na przekór radom zagranicznych ekspertów, Lalama nie zatracił świeżości. Po solowym rajdzie prawą stroną lewej przekątnej strzela, strzela w okienko…

…gooooooooooooool. Proszę Państwa podelektujmy się tą bramką, jej smakiem pełnym jagód ze szczypiorkiem w tle. Jej posmakiem owocowym, garbnikowym z Tytoniem w bramce. Tą równowagą między kwaskowatością a owocem, między garbnikami dębiny a garbnikami winogron. Równowagą bez zatracenia zęba, zębem bez zatracenia lekkości. Nutą goryczki wyczuwalną w pierwszej nucie, opisaną w czwartej linijce. Podelektujmy się proszę Państwa prze kolejny kwadrans. W tym meczu już nic się nie wydarzy ważnego, wynik może być tylko jeden. Campeones, Campeones, Olé, Olé, Olé!

P.S.
Po końcowym gwizdku na boisko wtargnęła grupa hiszpańskich kibiców, widoczna na poniższym zdjęciu z kamer monitoringu. Ale to już inna historia, którą opowiem niebawem.

terras-gauda-pitacum

P.P.S.
Transfery obu zawodników zostały przeprowadzone za pieniądze autora, przy czym Roero był wyceniony w euro na miejscu w Piemoncie, a Lalama podpisał kontrakt złotówkowy już w Polsce. Punktacja i wykresy opisujące powyższe wina – tutaj.

* ja, będąc futbolowym ignorantem aspirować do tytułu kanapowego selekcjonera nie zamierzam.
** skojarzyło mi się z Del Piero, to wybrałem do notki.
*** nawiązując do najlepszych tradycji polskich komentatorów garść informacji nie tylko zbędnych ale i wyssanych z palca.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz